Co nas wkurza w naszych starych?


Pokolenie iks, igrek, zet, millenialsi, dzieci neostrady, dzieci wychowywane bezstresowo, dzieci lat 90. To już było. Czas na pokolenie PRL, czyli naszych starych.

Wyczytaliśmy już o sobie, że nasi rodzice nie mieli dla nas czasu i nasze pojebane charaktery to ich wina. Jest nam lepiej. Jednak niezależnie od tego, czy nasi starzy mieszają bigos łokciem, czy klaszczą u Rubika, wkurzają nas w nich różne drobiazgi. Oto bowiem weszliśmy już dawno na ten etap relacji, gdy to oni, nasi starzy, potrzebują naszego przewodnictwa w coraz bardziej dla nich niezrozumiałej rzeczywistości.

My wychowujemy nasze dzieci zupełnie inaczej, niż sami byliśmy wychowywani, a przynajmniej tak nam się wydaje. Jesteśmy eko, nowocześni, świadomi i w ogóle Strasznie Mądrzy. I nie skupiamy się już na nich – naszych starych. Tymczasem to bardzo dziwne pokolenie. Ludzie, których rodzice przeżyli wojnę. Ludzie, którzy przeżywali młodość w głębokiej komunie. Ludzie, których świat był dużo mniej dostępny, za to bardziej szary, niż nasz. Pokolenie PRL. Co nas wkurza w nich najbardziej?

1. „Teraz to zobaczysz”

Standardowa śpiewka wszystkich starych. Teraz pójdziesz do przedszkola i skończy się babci sranie, będziesz musiał dzielić się zabawkami i jeść owsiankę. Teraz idziesz do podstawówki i dopiero zobaczysz, będziesz musiał słuchać się pani i napierdzielać szlaczki. Teraz idziesz do liceum i zobaczysz, już nie będzie zmiłuj, będziesz wagarował, jarał szlugi za płotem i nienawidził wszystkich. Teraz pójdziesz na studia i – ohoho – DOPIERO zobaczysz, co to jest dorosłe życie. Zaraz zaraz… jak to nie idziesz na studia? Musisz skończyć studia! Bo zostaniesz nikim! Będziesz sprzątać kible do końca życia!

Taa… Nasi starzy mają już tysiąc lat doświadczenia (nawet, jeśli całe życie mieszkają w jednym miejscu i pracują w jednej firmie) i wiedzą absolutnie WSZYSTKO o WSZYSTKIM. To, co im się przydarzyło w życiu, jest w oczywisty sposób zasadą rządzącą całym wszechświatem. Wiedzą wszystko o dzieciństwie, bo przeżyli przecież swoje własne (i w dodatku nasze). Wiedzą wszystko o kolejnych etapach nauki (nawet, jeśli już nic nie pamiętają). O studiach (nawet, jeśli ich nie ukończyli). O związkach (nawet, jeśli od dwudziestu lat śpią w osobnych sypialniach i rozmawiają jedynie o menu na obiad). O ciąży oraz – jak bardzo przerąbane jest, gdy dziecko się już urodzi. No po prostu wiedzą wszystko. O wszystkim.

Są przekonani, że my nie spodziewamy się, jak bardzo ZOBACZYMY, ale przekonamy się. Że życie po dziecku zmienia się o pięćset tysięcy stopni. Że będziemy się czołgać ze zmęczenia. Że będziemy płakać nad własną naiwnością z czasów, gdy jeszcze spodziewaliśmy się nie mieć przerąbanego życia. I oni wtedy będą mogli powiedzieć: „A NIE MÓWIŁEM?”. A my, styrani życiem, sponiewierani przez własne dzieciństwo, dorastanie, wieloletnią naukę i wieńczące ją bezrobocie oraz drące japę nowonarodzone dziecko, będziemy musieli ukorzyć się przed nimi i zrobić to, co oni kochają najbardziej: przyznać im rację.

2. „No co ja poradzę”

Nasi starzy mogą być życiowo superzaradni albo stuprocentowo pierdołowaci, ale niezależnie od tego większość z nich ma wdrukowaną w umysły pewne poddaństwo wobec losu. Za czasów własnej młodości pokolenie PRL rzeczywiście niewiele mogło poradzić. Trzeba było czekać 15 lat na mieszkanie, to czekali. Trzeba było czekać wiele godzin po mięso, to czekali. Zamiast mięsa dostali cukier, brali. I jeszcze dziękowali. Oczywiście, kombinowali jak mogli, by zdobyć parówkę i trochę kawy. Ale, trzeba to przyznać, mieli bardzo wąskie pole do popisu.

Czasy się zmieniły, nasi starzy nie. To my jesteśmy ci bezczelni, ci aroganccy, ci pewni siebie, ci „bierz-od-życia-to-czego-potrzebujesz-bo-wszystko-ci-się-należy”. Trudno nam znieść bylejakość, rutynę, średniość. A nasi starzy chcieliby może podróżować, ale nie wiedzą, jak się do tego zabrać. Chcieliby mówić po angielsku, ale nie wiedzą, od czego zacząć. Chcieliby być nowocześni, ale boją się, że jak coś klikną, to zepsują cały internet. Nasi dziadkowie w większości już nawet nie próbują. Starzy próbują. „Chłopcy wyprztykali mi całego maila” – ogłosiła kiedyś moja mama z bólem w głosie. Po krótkim dochodzeniu okazało się, że w wolnym tłumaczeniu oznaczało to „twoi bracia zużyli mi cały limit na internet”.

Nas ta ich bezradność zwyczajnie wkurza. Jest tyle biur podróży, tyle fanpage’y z tanimi lotami, tyle blogów podróżniczych i for o podróżach, gdzie można znaleźć mnóstwo cennych wskazówek. Jak można chcieć wyjechać i nie wiedzieć, jak to zrobić? No jak?! Jak można nie ogarnąć nauki angielskiego? A darmowe strony, kanały na Youtube’ie czy wreszcie setki szkół językowych, które nader chętnie wyślą nam mailem wszelkie potrzebne informacje odnośnie tego, co zrobić, by rozpocząć naukę? Wystarczy tylko chcieć, prawda? Ale nasi starzy tego nie rozumieją. Oni nie drążą, nie szukają informacji, jak coś zrobić. Za ich czasów nie było Google.

3. „To nie moja wina”

Nader częste u naszych starych. Mała liczba możliwości automatycznie powoduje mniejsze poczucie odpowiedzialności. Całkiem to zresztą logiczne. Jesteśmy bodaj pierwszym pokoleniem w dziejach świata, które na każdym niemal etapie życia, ba, każdego dnia, podejmuje całkiem istotne decyzje. Kiedyś wszystko było prostsze: chłop rodził się i umierał chłopem, szlachcic rodził się i umierał szlachcicem. Jeśli lekarz powiedział, że trzeba zażywać kąpieli w kwasie, to trzeba było tak właśnie uczynić. Jeśli astrolog powiedział, że Ziemia kręci się wokół Słońca, no to się kręciła. Na chuj drążyć temat?

Teraz mamy dostęp do wiedzy oficjalnej, nieoficjalnej i trochę oficjalnej. Do publikacji profesorów i doktorów z różnych zakątków świata i do tego, co na ten temat sądzą różni mniej lub bardziej związani z tematem dyletanci. Jeśli te informacje są ze sobą sprzeczne, to nikt nam nie pomoże. MY samy musimy podjąć decyzję, co jest dla nas prawdą. Musimy podejmować tę decyzję wiele razy w ciągu dnia. To wyczerpuje, uniewrażliwia – bo staje się rutyną, ale nade wszystko daje nam poczucie, że wszystko w naszym życiu jest wynikiem jakiejś naszej decyzji. Bierzemy więc za to – chcąc nie chcąc – odpowiedzialność.

Tymczasem pokolenie PRL jest radośnie tej odpowiedzialności pozbawione. Im jest cudownie wygodnie w ich niewiedzy. W ich niezastanawianiu się nad wszystkim. Kiedyś ludzie nie rozważali, czy zdrowsze jest masło, czy margaryna. I żyli. Kiedyś nie było czegoś takiego, jak „metoda wychowywania dziecka”, dzieci wychowywały się na podwórku. I też żyły. Kiedyś nie było obrońców zwierząt, a owiniętego w gazetę karpia ubijało się tłuczkiem. I nie żył, ale nikt nie robił z tego problemów.

Dlatego my jesteśmy boleśnie świadomi, że nasze życiowe problemy są wynikiem naszych błędnych decyzji, ALE jednocześnie, że nasze błędne decyzje są wynikiem problemów emocjonalnych, które są wynikiem ICH zaniedbań wychowawczych.

Oni tego nie wiedzą. I nigdy się nie dowiedzą. I niech już tak zostanie.

4. „Przyda się”

Ewidentnie masz na coś ochotę, ale nie wiesz na co. Kręcisz się po domu, zaglądasz co i rusz do lodówki, ale ona, jak na złość, jest cały czas wyposażona w to samo: mięso, sery, warzywa, owoce. Albo, w studenckiej wersji, cebulę i flaszkę. Ty jednak masz chętkę na coś zgoła innego. Na coś słodkiego. Potrzebujesz cukru. Teraz, natychmiast. W akcie desperacji zaglądasz do zamrażarki, spodziewając się tam co najwyżej maminych ruskich z ostatnich świąt, a tam… pudełko lodów! Otwierasz to pudełko i w środku znajdujesz – surprise! – LODY.

Ale przyznaj, przez chwilę zamarłeś, bo wciąż masz tę traumę z czasów mieszkania ze starymi. Że otwierasz pudełko po pysznych lodach, a tam koperek. A śrubki w pudełku po jogurcie? Ogórki w wiaderku po farbie? Kiełbasa w pudełku po margarynie?

Nieważne, że czasy się zmieniły i w sklepach poza octem można dostać też całkiem ładne pudełka na śrubki, słoiki na ogórki czy świeży koperek w doniczce. Twoi starzy nie chcą domu jak z katalogu Ikei. Oni chcą, żeby było po staremu i żeby nic się nie zmarnowało. Bo skoro już jest, to trzeba to wykorzystać. W końcu wszystko się może przydać.

Ich mieszkania są wypełnione tymi przydasiami. Nigdy nie użytymi grzebyczkami, pudełkami po różnych rzeczach, podstawkami pod doniczki, niedziałającymi zegarkami i długopisami, siatkami foliowymi. Słoiki, wiadomo, to największy hit. Nawet, jeśli starzy nie robią przetworów. Nade wszystko jednak kochają plastik. Nigdy się nie stłucze, nie zgniecie, nie zepsuje. I jest łatwy do umycia. I nigdy nic nie wiadomo. Może się przydać.

5. „No ładnie jest, ładnie”

Twoi starzy przyjdą do twojego mieszkania i może nawet powiedzą, że no ładnie, ładnie, ale prawda jest taka, że najbardziej kochają własne cztery kąty. Byłeś tam, widziałeś to, przeżyłeś. Pewnie nawet się tam wychowywałeś. Ale od kiedy odciąłeś pępowinę, wolisz katalog z Ikei od tych mebelków pamiętających PRL lub w najlepszym razie głębokie lata 90. Twoim starym zaś to absolutnie nie przeszkadza. Może więc nie głęboki Gierek czy wysoki połysk, ale meblościanka musi być. No bo gdzie indziej postawić telewizor? (Jak można nie mieć telewizora? – pyta pokolenie PRL i patrzą się na nas jak na kosmitów)A te przepiękne figurki ozdobne? Pieski, kotki, delfinki? Indyjskie słoniki? Sztuczne kwiatuszki?

Nam serduszka krwawią nad tym festynem tandety, brzydoty i kurzu, który zbiera się w zakamarkach owych dzieł sztuki. Oni jednak uważają to za ozdobę. Podobnie, jak tę okropną kanapę i tak-bardzo-perski dywan. Szklane wazony udające kryształ. Zastawę udającą porcelanę. Kaktusy w plastikowych doniczkach, zasłony w kwiaty i te cudne firanki z materiału sztywnego od sztuczności. Za ich czasów to było normalne, wszak nie było nic innego. My oddychamy powietrzem z Zachodu, no może bardziej z Północy (#Ikea), a oni wydali kupę hajsu na tę meblościankę trzydzieści lat temu. No i przecież dobra jest, nie rozpadła się jeszcze.

Na szczęście nie wszyscy starzy są tacy. Niektórzy są młodsi duchem, niż my sami, inni czasy PRL spędzili zagranico, jeszcze inni spełniają tylko niektóre z powyższych punktów. A w każdym razie nasi starzy – uff, uff – nie są tak zagubieni w nowej rzeczywistości, jak nasi dziadkowie. Zresztą heheszki heheszkami, ale jak sobie czasem myślę, jak zmieniła się rzeczywistość na przestrzeni ich życia, to trochę nawet podziwiam, że nie powariowali. I możemy się czasem wkurzać, jak można nie ogarniać Google’a, ale biczes pliz, pogadamy za dwadzieścia lat. Jestem więcej niż pewna, że moje dziecko będzie ze mnie miało pierwszorzędną polewkę.

O mnie

Cześć, mam na imię Natalia, ale mów mi Nat. Lubię muzykę Archive, kolor turkusowy i dobre filmy. Hobbystycznie przełamuję swoje lęki i krytykuję ludzi. Nałogowo powątpiewam. Na co dzień przyjaźnię się ze swoją nerwicą. Jestem introwertyczką. Bywam złośliwa. Używam ironii dużo i często. Nie trawię laktozy ani disco polo.

Fanpage

Instagram

Albo na przykład kiedy masz good hair day i stwierdzasz, że to świetna okazja, by wreszcie jak prawdziwy człowiek zrobić sobie selfie z kaczym dzióbkiem, takie seksi, zachęcające do interakcji, takie sugerujące że twarz ma się ładną i młodą i o wspaniałych rysach... ...A potem się okazuje, że nic się nie zmieniło, dalej masz wewnętrznie pięć lat, kuku na muniu i ryj urodziwy tak se, ale plastyczny za to. Och well, tak już musi zostać. Nierobienie dziwnych min do zdjęcia jest dla mnie sztuką wyższą, którą tyleż podziwiam, co jej nie pojmuję.  #selfie #ryj #funnyface #tryingtobegrownup #failed #instaphoto #instapic #funny #polishgirl #polishwoman #face #weirdo #childish #drivingnuts
Takie było moje lato.  Mały, ale i całkiem już duży człowiek, coraz intensywniej poznający świat. I ja, rozdarta między chęcią cierpliwego pokazania mu każdego źdźbła trawy, a potrzebą ciszy, spokoju i samotności. Bywało burzliwe, a bywało też wspaniale. Czasem bywało między nami chłodno, ale to nigdy nie trwa długo 😉  Z kolei lato jeszcze trochę potrwa, ale wrzesień jakoś "zalicza się" nieoficjalnie do jesieni. Czekam z utęsknieniem na tę jesień i wreszcie trochę powietrza. 🥵  #summer #summertime #holiday #kidstagram #kid #boy #ladybird #parenting #chill
Weselny weekend na Mazurach 😍 było pięknie, it łoz bjutiful.
#couple #wife #husband #weddingguests #masuria #mazury #selfie #mirrorselfie #landscape #sunset
Sypialnia T, a dalej nasza. Tak teraz wyglądają. Na szczęście już tam nie mieszkamy 😂  #remoncik #homedecor #homedecorpragapolnoc #jestklimat #instaphoto #desertedhouse #ruins
Baj baj cienie do powiek. #piecminutmnieniebylo #zycieztrzylatkiem #parenting #3yo #kids #zapomnialamjaksierobihasztagi
Rośnie nam (łudzę się) jeden z niewielu przyszłych czytelników książek (i jeden z zapewne wielu miłośników leżaków). #kid #boy #summer #holiday #masuria #reading #bookstagram #book #chill #chillout #ksiazet #t #wakacje #mazury #czytaniejestsexy #czytanie #książka #mazury #drivingnuts
Kiedy kochasz słodycze tak bardzo, że przyjaciele zabierają Cię na najsłodszy deser świata, by eksperymentalnie sprawdzić, czy podołasz... prawie podołałam, troszkę napoju zostało. Ale hej, bita śmietana, donut, orzeszki, masło orzechowa i polewy (czekoladowa+toffi) - wylądowały w moim brzuszku. 😏 Omnomnom. Jak ktoś ma ochotę zamordować swoją trzustkę, to wpadajcie do naleśnikarni Lalka 😂 #bylopyszne #alejapierdziu #ilecukru #deser #koktajl #dessert #cocktail #sweets #sugar #alotofsugar #omnomnom #yummy #friends #hangout #chill #eat #eatwhatyouwant #drivingnuts
Mamo, tato, przyniosłem ciastka. #ciastkazkrowy #ciastkazeswinki #ciastkazludzi #omg #rodzicielstwo #parenting #kid #boy #son #cooking #toys #weirdmornings #2yo #dwulatek #drivingnuts
Find the door. #porto #portugal #visitporto #visitportugal #holiday #door #doors #colors #collage #vacation #instadaily #instagood #drivingnuts