Czy można nie wydać fortuny na dziecko?


Wesoła wieść o ciąży ma to do siebie, że prawie zawsze ciotki, pociotki i życzliwi znajomi po kryjomu pukają się w czoło. Bo jeśli sądzą, że to nie zaplanowane, to olaboga, kto w tych czasach nie wie co to gumka? Jednak, w pojęciu ciotkowatego ogółu ludzkiego, jeszcze większym szaleństwem jest ciąża zaplanowana. Bo przecież dziecko tyle kosztuje. No tyle! Właściwie są to niewyobrażalne wydatki. Mimo tego kiedyś postanowiłam je sobie wyobrazić. (Na długo przed tym, gdy test ciążowy z dziką satysfakcją oznajmił mi, że właśnie zostałam abstynentką, a mój świat odtąd będzie pełen rzygowin.) Wyobrażaliśmy je sobie wspólnie z P. i wyszło nam, że odpowiedź na pytanie „czy trzeba wydać fortunę na dziecko?” brzmi „nie trzeba, ale i tak wydasz”.

No bo, tak na logikę. Gdy noworodek się rodzi, jego zakres potrzeb jest dość mocno ograniczony. On chce mieć ciepło, sucho, mleko w brzuchu, matkę obok siebie, ciszę i spokój. No to kupujemy te pieluchy, kocyk jakiś, niech będzie, że łóżeczko (i brawo wy, jeśli dziecko będzie faktycznie w nim spało). W łóżeczku materacyk, kołderka i prześcieradło (wszystkie podusie, maskotki, ochraniacze i baldachimy NIE SĄ potrzebne, tylko ładnie wyglądają). Pielęgnacyjne drobiazgi: oliwka, maść, płyn do kąpieli (który wystarczy na długo, bo noworodka powinno się kąpać raczej rzadko).

Niech będzie, że jeszcze parę rzeczy przyda się Starym do obsługi Potomka. Wiadomo – wózek, fotelik samochodowy, przewijak, akcesoria takie jak tetry, chusteczki. Ubrania jakieś. O ile mówimy o przeciętnym, zdrowym, kilkumiesięcznym dziecku – styknie. Porządne, lecz używane sprzęty i ciuszki potrafią kosztować naprawdę grosze. A ciąża trwa wystarczająco długo, by w tym czasie na spokojnie skompletować wyprawkę w okazyjnych cenach.

No dobra, ale teraz konkrety.

W ramach darów lub w spadku po kuzynkach otrzymaliśmy m.in. stertę ciuchów, tetry, śpiworki, kocyki, zimowe kombinezony, matę edukacyjną, maskotki, grzechotki i inne zabawki, 2 butelki i 2 smoczki Philips Avent  (ze szkoły rodzenia), 2 opakowania pieluch, wkładki laktacyjne, witaminę K+D, maść z lanoliny (jeden z najcudowniejszych prezentów zaraz po porodzie), bezdotykowy termometr (prezent pod choinkę), rogal do karmienia (jeden pożyczyła nam moja kuzynka, drugi dostałam na urodziny).

A tak pi razy drzwi przedstawiły się nasze koszty:

  • 1300 zł – aukcja wyprawkowa na Allegro (wózek, kosz mojżeszowy, łóżeczko z materacem, karuzela na łóżeczko, fotelik, bujaczek, wanienka, gąbkowa podkładka na przewijak, krzesełko do karmienia, mata edukacyjna [mamy w efekcie dwie], zabawki, jakieś ciuchy)
  • 371,45 zł – pieluchy i chusteczki (marki Happy; zamawiane w większych ilościach na stronie producenta)
  • 110 zł – laktator elektryczny Canpol z butelką w zestawie (z fejsowych grup sprzedażowych, kupiony jako używany, ale de facto nieużywany)
  • 60 zł – szczepionka w szpitalu
  • ~50 zł – ubranka w Pepco i ciucholandach
  • ~50 zł – płyny do kąpieli (emolienty)
  • ~50 zł – Alantan do pupy (zużyliśmy z 6 tubek)
  • 43 zł – paczka używanych bodziaków niemowlęcych w najmniejszym rozmiarze (z Allegro)
  • 40 zł – używany przewijak z Ikei (z fejsowych grup sprzedażowych)
  • 40 zł – używana chusta elastyczna Pentelka (z Allegro)
  • 36 zł – zimowy kombinezon (ze Smyka) w rozmiarze 56, wraz z przesyłką (z Allegro)
  • ~30 zł – piankowa mata-literki (12 elementów) (z Auchan)
  • ~30 zł – pościel niemowlęca Ikea
  • 25 zł – pojemniki na przewijak Ikea
  • 25 zł – podkład na materacyk ze Smyka
  • 20 zł – dwa smoczki Lovi
  • 15 zł – butelka antykolkowa Dr Brown’s (z fejsowych grup sprzedażowych; kupiona jako używana, ale nieużywana)
  • ~15 zł – oliwka HIPP
  • ~15 zł – drobiazgi: szczotka i grzebyk do włosów, łańcuszek na smoczek, gaziki do przemywania oczu
  • ~15 zł – witamina D3 w kapsułkach
  • 10 zł – podgrzewacz (Philips Avent, używany, z fejsowych grup sprzedażowych)
  • = ~2350,45 zł

Wychodzi na to, że na nasze dziecko wydaliśmy niecałe dwa tysiące czterysta złotych. Ba, pewnie o czymś zapomniałam, więc zaokrąglijmy do 2500 zł. To nie jest mało w tym pięknym kraju. Ale hej, mówimy nie o kwocie miesięcznie. Nie o samej wyprawce. Mówimy o WSZYSTKIM, a Książę T. ma w tej chwili 4,5 miesiąca i uwierzcie mi, niczego mu nie brakuje. Nam też nie. Nie mówiąc o tym, że te koszta spokojnie można by jeszcze zmniejszyć o rzeczy, które kupiliśmy nie do końca sensownie lub rzeczy, które nam się przydają, ale nie są niezbędne. A zaaferowani rodzice potrafią o wiele więcej wydać na sam wózek i potem lamentować, że dziecko drogie w utrzymaniu!

Hej, misiaczki. Dzieci nie są drogie w utrzymaniu. Wasze ego i wasz komfort – owszem, są.

No bo markowe ubranka, bo co ludzie powiedzą, bo co koleżanki pomyślą, bo musi być wszystko nowe i pachnące sklepem, bo piękne białe łóżeczko będzie się komponowało z zasłonkami, a jeszcze komoda dla dziecka, przecież każdy noworodek pragnie komody, a jeszcze specjalny pojemnik zawijający pieluchy w cukierki, elektroniczny laktator, bezdotykowy termometr, elektroniczna niania z wideo i wózek 18w1 wykonany z supermagicznego materiału wynalezionego przez naukowców NASA, po to by odpychał krople deszczu, gładko sunął tuż nad chodnikiem, a w środku pachniał morską bryzą i jeszcze najlepiej uczył noworodka czytać po węgiersku.

Nie ma nic w tym złego, wiecie. Sama używam części tych superanckich okołodzieciowych gadżetów, bo to wygodne jest po prostu. Ale nie zdarzyło mi się w związku z tym jojczeć, jaki to Książę T. jest drogi w utrzymaniu. No nie jest. Książę T. mógłby równie dobrze nosić trzy czy cztery sprane bodziaki na zmianę. Żre mleko matki, które jest darmowe (chyba, że walutą byłyby tejże matki łzy bólu). Z kosmetyków używamy tylko płynu do kąpieli, oliwki i kremu do tyłeczka. Stałe koszty? Chyba tylko te pieluchy nieszczęsne, ale i tu niespodzianka. Pampersy są średnio dwa razy (!) droższe od najtańszych pieluch. A obsrane śmierdzą dokładnie tak samo. Więc ładnie się zapytuję: SERIO, kupować markowe pieluchy? SERIO?

Okej, faktem jest, że ciuchy odziedziczyliśmy po kuzynach, więc nie potrzebowałam ani jednego ubranka dla Księcia T., a jeśli jakieś kupiłam, to dla własnego lepszego samopoczucia, albo raczej bototakieślicznejejku. Oczywiście, że można nie mieć ubranek po kuzynach, no ale ciucholandu w promieniu krótkiej przejażdżki albo spaceru to już raczej ciężko nie mieć. A Książę T. ma świetne ubranka z ciucholandu! Okołodzieciowe rzeczy krążą po kuzynkach, siostrach, koleżankach. Jeśli ktoś ma pecha i nie posiada w rodzinie ani kawałka dziecka, to co i rusz widzę w internetach, że zawalone dziecięcymi śpiochami matki są gotowe dopłacić, byleby ktoś wziął od nich te nieużywane już ciuchy, misie i grzechotki. W najgorszym razie można je więc kupić za grosze. Nie można zapominać o tym, że goście przychodzący obejrzeć potomka przynoszą ze sobą dary. Najczęściej grzechotki i maskotki – czyli kolejne rzeczy, na które w ogóle nie ma sensu wydawać pieniędzy. W nielicznych przypadkach, gdy karmienie piersią jest niemożliwe, dochodzi wydatek na mleko. Ale nadal – większość rzeczy, które z poczuciem dobrze zainwestowanej gotówki zakupujemy w Smykach to tak naprawdę… nasza fanaberia.

Oglądałam kiedyś rozmowę w „Dzień Dobry TVN”, w której pewna pani (chyba jakaś gwiazda, ale nie znaju) z rozbrajającą szczerością szafowała kwotami z pięcioma zerami i bynajmniej nie z jedynką z przodu, opisując swoje kompletowanie wyprawki dla dziecka. Przyznała, że najbardziej bezsensownym zakupem był specjalny kosz na pieluchy, bo kosztował krocie, a ona nigdy się nie nauczyła go obsługiwać.

Kaman, nie dawajmy sobie wmówić, że ten cały shit jest nam potrzebny i musimy na niego wydawać kupę kasy. Producenci okołodzieciowych produktów i tak żyją dzięki nam jak pączki w maśle.

Więc nie jojczcie. Nie musicie wydać fortuny na dziecko. Ale chcecie.

O mnie

Cześć, mam na imię Natalia, ale mów mi Nat. Lubię muzykę Archive, kolor turkusowy i dobre filmy. Hobbystycznie przełamuję swoje lęki i krytykuję ludzi. Nałogowo powątpiewam. Na co dzień przyjaźnię się ze swoją nerwicą. Jestem introwertyczką. Bywam złośliwa. Używam ironii dużo i często. Nie trawię laktozy ani disco polo.

Fanpage

Instagram

Albo na przykład kiedy masz good hair day i stwierdzasz, że to świetna okazja, by wreszcie jak prawdziwy człowiek zrobić sobie selfie z kaczym dzióbkiem, takie seksi, zachęcające do interakcji, takie sugerujące że twarz ma się ładną i młodą i o wspaniałych rysach... ...A potem się okazuje, że nic się nie zmieniło, dalej masz wewnętrznie pięć lat, kuku na muniu i ryj urodziwy tak se, ale plastyczny za to. Och well, tak już musi zostać. Nierobienie dziwnych min do zdjęcia jest dla mnie sztuką wyższą, którą tyleż podziwiam, co jej nie pojmuję.  #selfie #ryj #funnyface #tryingtobegrownup #failed #instaphoto #instapic #funny #polishgirl #polishwoman #face #weirdo #childish #drivingnuts
Takie było moje lato.  Mały, ale i całkiem już duży człowiek, coraz intensywniej poznający świat. I ja, rozdarta między chęcią cierpliwego pokazania mu każdego źdźbła trawy, a potrzebą ciszy, spokoju i samotności. Bywało burzliwe, a bywało też wspaniale. Czasem bywało między nami chłodno, ale to nigdy nie trwa długo 😉  Z kolei lato jeszcze trochę potrwa, ale wrzesień jakoś "zalicza się" nieoficjalnie do jesieni. Czekam z utęsknieniem na tę jesień i wreszcie trochę powietrza. 🥵  #summer #summertime #holiday #kidstagram #kid #boy #ladybird #parenting #chill
Weselny weekend na Mazurach 😍 było pięknie, it łoz bjutiful.
#couple #wife #husband #weddingguests #masuria #mazury #selfie #mirrorselfie #landscape #sunset
Sypialnia T, a dalej nasza. Tak teraz wyglądają. Na szczęście już tam nie mieszkamy 😂  #remoncik #homedecor #homedecorpragapolnoc #jestklimat #instaphoto #desertedhouse #ruins
Baj baj cienie do powiek. #piecminutmnieniebylo #zycieztrzylatkiem #parenting #3yo #kids #zapomnialamjaksierobihasztagi
Rośnie nam (łudzę się) jeden z niewielu przyszłych czytelników książek (i jeden z zapewne wielu miłośników leżaków). #kid #boy #summer #holiday #masuria #reading #bookstagram #book #chill #chillout #ksiazet #t #wakacje #mazury #czytaniejestsexy #czytanie #książka #mazury #drivingnuts
Kiedy kochasz słodycze tak bardzo, że przyjaciele zabierają Cię na najsłodszy deser świata, by eksperymentalnie sprawdzić, czy podołasz... prawie podołałam, troszkę napoju zostało. Ale hej, bita śmietana, donut, orzeszki, masło orzechowa i polewy (czekoladowa+toffi) - wylądowały w moim brzuszku. 😏 Omnomnom. Jak ktoś ma ochotę zamordować swoją trzustkę, to wpadajcie do naleśnikarni Lalka 😂 #bylopyszne #alejapierdziu #ilecukru #deser #koktajl #dessert #cocktail #sweets #sugar #alotofsugar #omnomnom #yummy #friends #hangout #chill #eat #eatwhatyouwant #drivingnuts
Mamo, tato, przyniosłem ciastka. #ciastkazkrowy #ciastkazeswinki #ciastkazludzi #omg #rodzicielstwo #parenting #kid #boy #son #cooking #toys #weirdmornings #2yo #dwulatek #drivingnuts
Find the door. #porto #portugal #visitporto #visitportugal #holiday #door #doors #colors #collage #vacation #instadaily #instagood #drivingnuts