Depresja sresja, czyli dzięki, że jesteś


Rok 2016 był chujem, myślę, że wszyscy są mniej więcej zgodni co do tego. Z niecierpliwością wyczekuję 2017, bo choć może być gorzej, to wolę sobie tego nie wyobrażać. Mimo wszystko jednak wróciłam do normalności na tyle, by być w stanie napisać ten tekst, w którym trochę się wytłumaczę z niepisania, trochę ponarzekam, trochę podsumuję. Bo, tak swoją drogą, parę dni temu blog skończył roczek. Wszystkiego najlepszego, blogasku!

Niesę kaganek oświaty

Wiem o co najmniej trzech Bardzo Znanych Blogerkach, które otwarcie piszą o swojej depresji, ale jest coś, co mnie od nich odróżnia – mianowicie ja nie jestem znana. :D Ale z drugiej strony, chociaż niewygodnie mi o tym pisać, to uważam, że o zaburzeniach mówić głośno można i należy, chociażby po to, by 80% moich znajomych poszło po rozum do głowy i wybrało się do terapeuty, zamiast wmawiać sobie, że to obciach i lepiej w imię zachowania twarzy zmarnować sobie życie.

No więc, jeśli do tej pory uważałam, że wiem co nieco o depresji, to byłam naprawdę głupiutka, mimo że już prawie sześć lat temu wystawiono mi diagnozę F41.2, co oznacza „zaburzenia nerwicowe i depresyjne mieszane”, czyli takie trochę nie wiadomo co. Odbyłam wtedy trzymiesięczną terapię grupową w Klinice Nerwic, będąc jedyną albo jedną z nielicznych, którzy nie przyjmowali przez ten czas żadnych leków. Mianowicie, po pierwszej dawce antydepresantu zareagowałam tak okropnie, że przez bitą dobę nie byłam w stanie wstać z łóżka, nie mówiąc o pójściu do pracy. Dlatego odmówiłam kategorycznie przyjmowania czegokolwiek. Aż do teraz. Teraz bowiem osiągnęłam stan podobny do tego, gdy człowieka boli ząb i jest mu już wszystko jedno, rwijcie, może być na żywca, tylko wyrwijcie to ze mnie, pliz, nał.

Diagnoza: depresja

I, co jeszcze jest w tym wszystkim zabawne, ja w pewnym sensie marzyłam o takiej diagnozie: depresja. Jakkolwiek abstrakcyjnie to nie brzmi, to miałam cichą nadzieję, że to da mi pewną ulgę. Dopóki nie poszłam do psychiatry, zawsze istniał cień podejrzenia, że być może to nie choroba, że może ja po prostu jestem chujowa w życie i mam beznadziejny charakter oraz antytalent do wszystkiego. A tak, jak się już ma diagnozę, można odetchnąć: to choroba, nie twoja wina. To może kiedyś minąć. Kiedyś może być jak dawniej. Normalnie.

No cóż, nie odetchnęłam. Po wizycie popadłam w dół najcięższy z dotychczasowych i minęło kilka dobrych dni, zanim znalazłam w sobie energię, by wykupić leki, i kolejnych kilka zanim odważyłam się połknąć pierwsze ćwierć (!) tabletki. I choć przez pierwsze parę dni rzeczywiście byłam dość mocno otumaniona, w tej chwili biorę pełną dawkę i nie odczuwam żadnych skutków ubocznych. Jedynie czekam, aż leki zaczną działać, bo może im to zająć kilka tygodni.

Na terapię się wybieram też. Ale najpierw muszę ożyć, znaleźć pracę i takie tam.

Depresja to taka straszna kurwa

W tej sytuacji oczywiście nie byłam w stanie niczego pisać, to znaczy, owszem, co jakiś czas coś pisałam, ale póki co nie zdecydowałam, czy kiedykolwiek to opublikuję. Nie jestem zresztą pewna, czy przeczytanie jakiegokolwiek tekstu może dać Ci obraz tego, czym jest depresja. Sądzę, że nie. Ale pisałam je też trochę dla siebie samej, bo gdy wracam choć trochę do normalności, to zazwyczaj niezbyt dobrze pamiętam, jak to było być na środku oceanu złożonego po trochu z Niczego i z Wszystkiego.

To, że dziś mam lepszy dzień nie oznacza wcale, że jutro nie będzie najgorzej na świecie. Dlatego już się nie deklaruję, że będę dalej pisać. Pewnie będę, ale jak już dojdę do siebie na dobre. A może będę już za dwa dni. Nie wiem, serio. Nie oczekuj ode mnie niczego. Ja już nie oczekuję.

Czas na podsumowanie

Dziś jednak jest na tyle dobrze, że patrząc na 2016 rok, widzę nie tylko pasmo porażek, ale też pewne osiągnięcia.

To pierwszy pełny rok z życia mojego dziecka, które jest miłe, mądre i przekochane, i chyba szczęśliwe.

Polecieliśmy do pięknej Norwegii na krótkie, ale cudowne wakacje.

Prowadziłam blog i napisałam trochę niezłych tekstów.

Pojechałam do Poznania sama z kilkumiesięcznym dzieckiem i przeżyłam. I ono też przeżyło.

Nakręciłam w 48H swój pierwszy film.

Oswoiłam się z byciem grubszą, niż kiedykolwiek.

Postanowiłam zapisać się do chóru.

Nie zmieniłam zdania co do kolejnych studiów.

Zrobiłam listę wszystkich książek, które chcę (w pierwszej kolejności) przeczytać. Jest ich około 250.

Na Boże Narodzenie wysłałam bliskim własnoręcznie zrobione kartki świąteczne.

Piekłam ciasta, gotowałam obiady, robiłam fancy śniadania, urządzałam przyjęcia.

Już nie mam takich okropnych włosów, jak rok temu. (Świński blond, never ever).

Zrobiłam dwa zlecenia montażowe, jedno co prawda mało ambitne, ale hej, zarabiałam montażem.

Raz nawet poszłam biegać. Dla Ciebie to może być żenua, ale z mojej dzisiejszej perspektywy wydaję się sama sobie bohaterką. Ostatnio miewałam dni, gdy wyjście spod kołdry było wyzwaniem.

Po co mi to wszystko

Dlaczego to wszystko piszę? Nie chcę być kojarzona jako ta, co ma nierówno pod sufitem, ćpa psychotropy i chce się zabić (nie chcę). Nie chcę być kojarzona z nerwicą ani depresją. Ale te dwa kurwiszcza determinują moje życie od wielu, wielu lat. Chcę im choć trochę dokopać. Nie ma we mnie w tej chwili ekshibicjonizmu, serio, nie tym razem. Mam ochotę nigdy nikomu o tym wszystkim nie mówić. Mam ochotę zniknąć z netu, usunąć wszystkie konta, zdjęcia, wypowiedzi. Ale wiem, że to mi minie. I że to jest ważne, żebyś wiedział. Żebyś wiedziała. Kiedyś to Ty możesz zachorować. W moim życiu nie wydarzyła się w tym roku żadna tragedia – po prostu znowu zachorowałam, tak jak choruje się na grypę albo zapalenie opon mózgowych. Na pewno jest jakaś przyczyna, ale może nią być wszystko. Tak naprawdę nie znasz dnia ani godziny. To możesz być kiedyś Ty. Albo Twój partner/partnerka. Twoje dziecko. Przyjaciel. Z doświadczenia wiem, że w najtrudniejszych momentach nie ma nic gorszego, niż totalny brak zrozumienia tego, co się z Tobą dzieje ze strony najbliższych. Ich miny sugerujące, że mógłbyś się już w końcu ogarnąć. Ich dobre rady, które są strasznie niedobre (idź pobiegaj, poczytaj mądrą książkę, jak możesz narzekać, gdy dzieci w Afryce umierają).

Więc, pliz, poczytaj trochę o depresji. Może komuś pomożesz. Może u siebie rozpoznasz w porę objawy. Nie musi być tak, że zaczniesz planować samobójstwo albo nie będziesz w stanie wstać z łóżka. Możesz funkcjonować pozornie zupełnie normalnie, a chorować. Depresja to podstępna zdzira. Ja nie płakałam całymi dniami, nie przestałam jeść albo codziennie się kąpać. Żyłam normalnie, dzień za dniem. Jedynie czułam coraz większe zniechęcenie i zmęczenie, zmęczenie życiem. W którymś momencie to zmęczenie było tak ogromne, że poczułam, że już nie zniosę niczego więcej, żadnego bodźca, żadnego człowieka, żadnego dźwięku, już nic nie chcę, wyłączcie mnie i włączcie, gdy naprawicie.

Możesz dać dobry przykład

Jeśli kiedykolwiek pojawi się w Twojej głowie cień podejrzenia, że możesz chorować na depresję, nerwicę albo cokolwiek innego – idź do psychiatry, idź do terapeuty, na początek możesz nawet iść po prostu do psychologa. Wiem, że jeszcze dość długa droga przed nami, zanim terapeutyzowanie się stanie się czymś normalnym, a nie stygmatem kogoś, kto nie umie w życie i generalnie jest spisany na straty, bo odpłynął na planetę czubków. Ale ja nie zamierzam być jednym z tych hipokrytów, bo jestem świadoma tego, że moja nieleczona choroba może spierdolić psychikę moim bliskim, a przede wszystkim mojemu dziecku. Nie warto. Serio, nie warto. Wielu moim znerwicowanym lub pogrążonym w depresji znajomym nie mogę wprost powiedzieć, że są nieodpowiedzialnymi bałwanami, jeśli mając taką możliwość, nie decydują się na psychoterapię, szukając naprawdę kretyńskich wymówek. Więc przynajmniej to tutaj wyłożę jasno i klarownie.

Dopełnijmy formalności

Aha, nie złożyłam Ci świątecznych życzeń, bo nie mogłam, ale wiedz, że życzyłam Wam wszystkim cudownych Świąt. Teraz zaś życzę Tobie, i sobie zresztą też, by rok 2017 był łaskawszy, by był spokojniejszy, by nie był małym skurwielem, by dał nam odetchnąć, zanęcił jakimś sukcesem, pogłaskał po głowie miłością, na zdrowiu nie oszczędzał i sypnął groszem. Byśmy za rok nie odetchnęli z ulgą, że koszmar się już kończy i miejmy nadzieję, że idzie nowe. Byśmy wszyscy mieli trochę więcej nadziei. Spokoju wewnętrznego miejmy więcej. I niech świat się w końcu uspokoi.

Dzięki, że jesteś. :)

  • Sarkazm przy kawie

    Świetny tekst. Jeśli choć jednej osobie otworzy oczy, to już naprawdę dużo. Sama się zastanawiam skąd u nas taka niechęć do korzystania z pomocy specjalistów od psyche, przecież nikt sam sobie nie wycina wyrostka robaczkowego w razie ataku, ani nie próbuje przeczekać, tylko idzie grzecznie do chirurga… Cieszę się, że wychodzisz z mgły, i powiem – też uważam 2016 za wyjątkowo chujowy. Niestety, od kilku już lat z ulgą żegnam odchodzący rok i naiwnie czekam na lepszy…Ale też próbuję zawsze znaleźć dobre rzeczy, które się wydarzyły i wypunktować swoje osiągnięcia. I tak, tak – też nie obchodzi mnie, że dla kogoś mogą one być żenua :)
    Na koniec stanowczo domagam się zamieszczenia listy książek! Może ktoś skorzysta, a może ci coś dorzuci :)? Chyba nie mówisz poważnie – wstydzisz się, że niektórych nie czytałaś? W kraju, gdzie większość ludzi po skończeniu podstawowej edukacji ze słowem pisanym ma kontakt w postaci programu tv co najwyżej?

    • No wstydzę się, co poradzę:) ale obiecuję publikować listy już przeczytanych książek! :D Zresztą sporo na niej pozycji o dość wąskiej tematyce – film, filozofia, psychologia, popnauka. Raczej mało kto ma taki zestaw zainteresowań;P

  • Ten wpis powinien trafić do Beaty „nie potrzebujesz lekarza – depresja jest jak błąd w oprogramowaniu – musisz go znaleźć i postawić na nowo system” Pawlikowskiej i jej fanów.

    • W ogole ludzie wypowiadający sie bez jakiejkolwiek znajomosci tematu powinni byc karani. ;P Jak ja słyszę ze komus na zaburzenia emocjonalne ma pomoc „czytanie mądrych książek” i samodzielne „układanie sobie w głowie wszystkiego” albo ze człowiek w depresji potrzebuje pewnie wiecej miłości, to mam ochote walić łbem w ścianę.

  • Wiem, że gardzisz tęczą, więc napiszę tylko – ale tak szczerze – że trzymam za Ciebie kciuki :)
    Ja się od depresji odżegnuję, bo gdybym ją zaczęła roztrząsać, to pewnego dnia bym się jej poddała, tak coś czuję.

    PS.: czy to normalne, że z całego tego wpisu najbardziej zafrasował mnie punkt o liście 250 książek, które chcesz przeczytać? :D

    • Rzyganie tęczą noł łej, ale za miłe słowo dzięki. ;)
      Nie wiem, czy to normalne, ale wcale się nie dziwię. Żeby ją stworzyć, sama jak opętana przeszukiwałam listy polecanych książek u innych blogerów. Nie opublikuję jej, bo się wstydzę, że niektórych z nich jeszcze nie czytałam. :P

O mnie

Cześć, mam na imię Natalia, ale mów mi Nat. Lubię muzykę Archive, kolor turkusowy i dobre filmy. Hobbystycznie przełamuję swoje lęki i krytykuję ludzi. Nałogowo powątpiewam. Na co dzień przyjaźnię się ze swoją nerwicą. Jestem introwertyczką. Bywam złośliwa. Używam ironii dużo i często. Nie trawię laktozy ani disco polo. Chcesz pogapić się na świat z loży szyderców? Siadaj!

Fanpage

Instagram

Ahoj Warszawo! Czapki na łby, rękawiczki na paluchy! Winter is coming❄️☃️⛸❤️🎉
#zima #snieg #warszawa #mojemiasto #park #krolikarnia #pieknie #idaswieta #mojaporaroku #zimno #wspaniale #winter #snow #warsaw #mycity #beautiful #niceview #winteriscoming #cold #awesome #drivingnuts
Droga do pracy #nienajgorsza
#praca #warszawa #krolikarnia #woda #staw #mokotow #drzewo #wschodslonca #ladnie #niceview #warsaw #park #nature #sunrise #beautiful
PKiN usłyszał, że grozi mu zagłada i zbladł.
#pkin #palackultury #palackulturyinauki #warszawa #warsaw #palaceofcultureandscience #stillstanding
Tak to ja mogę pracować 😎🦄
#pracazdalna #najlepszywynalazek #lozko #ulubionemiejsce #praca #pisanie #copywriting #writing #homeworking #home #work #butalsochill #motherhood #drivingnuts
I would marry turquoise. And I just can't hide it. 😂
#turkusowy #najlepszy #kolor #manicure #zeszyt #dlugopis #koszyki #wszystkopiekne #ladnerzeczy #ztigera #turquoise #color #colour #beautiful #notebook #flyingtiger #prettythings #obsessed #turquoisenails #drivingnuts
Promocja była. Wobec książek jestem bezradna🙈 @znak.com.pl robi mi to regularnie 🙈👌🏻
#ksiazki #duzoksiazek #uzaleznienie #uzaleznienieodksiazek #nalogowekupowanieksiazek #kiedytoczytac #takczytam #books #bookstagram #booksale #booksaddict #helpless #booklover #instabook #drivingnuts
Rehearsal 😍 #choir #concert #singing #studiopolskiegoradia #chor #koncert #proba #muzyka #music #rehearsal #stage #missedit
Nat&Edi. Since 1998. ❤️ #friendship #friends #bff #girls #selfie #boomerang #funnyface #ohsocrazy #nevergrowup
Dziecko budzi Cię po 5. Dogorywasz przy akompaniamencie bajek do 8. W końcu poddajesz się, wstajesz z wyra, robisz dziecku płatki z mlekiem, a sobie na rozruch herbatę. Zagadka: co może pójść źle?#protip #zaparzwode #zalejwrzatkiem #godihatemornings #poranek #macierzynstwo #rodzicielstwo #herbata #ironialosu #morning #motherhood #parenthood #nosleep #notea #tea #fail #coldwater

Snapchat

Snapchat

Follow drivingnuts on Snapchat!