Góry, Poznań i psychotropy


Niewiele ostatnio pisałam o tym, co u nas się dzieje. W skrócie: żadnych większych rewelacji, ale i tak myślę, że czas na małe uaktualnienie.

Na długi weekend czerwcowy pojechaliśmy w Tatry. Pierwszy raz byłam tam z P. i była to pierwsza wizyta w polskich górach Księcia T. (w polskich, bo rok temu tak się złożyło, że wybrał się z nami na małą wycieczkę po norweskich górach). Okazało się, że jego jedenaście kilo – mimo profesjonalnego nosidła turystycznego – robi swoje, zwłaszcza przy marszu pod górę. Moje codzienne treningi nie spowodowały, że zamieniłam się w Papaya po szpinaku i prawdę mówiąc, po kilku krokach z Młodym na plecach ledwo dychałam. P. radził sobie niebo lepiej, choć też nie było mu lekko. Widoki jednak wynagrodziły nam wszystko. I oscypki.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Moja miłość do gór jest ogromna. Naprawdę, wystarczy mi wyjrzeć rano przez okno i zobaczyć góry, by mieć wielki banan na ryju i szczęśliwość w głowie. Piechur ze mnie marny i niedoświadczony, ale sam widok gór mnie ekscytuje, a spacery po szlakach relaksują jak nic innego. P. kocha góry nieco mniej. ;) Ale liczę, że może w końcu złapie bakcyla.

Przy okazji garść porad. Jeśli nie chcecie wydać kilku stów na takie nosidło dla malucha, a chcielibyście połazić z dzieckiem, które samo jest za małe na wędrówki, polecam portal MamaPozycza.pl – myśmy za wypożyczenie tego czerwonego nosidełka zapłacili 25 zł za cały wyjazd. :) Można tam też znaleźć np. nianie elektroniczne, turystyczne łóżeczka i zwykłe nosidełka. Fajna opcja, by coś przetestować zanim wydamy kupę kasy. Pierwszy raz korzystałam z tego portalu i jestem zadowolona.

Za to jeśli chodzi o nocleg, wynalazłam poprzez Booking.com miejscówkę w Białym Dunajcu. Nazywa się to Willa Litworówka i również polecam z czystym sumieniem. Na weekend czerwcowy zrobili promocję i zapłaciliśmy 125 zł za jeden nocleg dla naszej trójki, ze śniadaniem. Myślę, że bardzo spoko, jak na to, że standard jest co najmniej zadowalający. W sezonie chyba generalnie jest nieco drożej, ale myślę, że na Bookingu można polować na promocje. Dostaliśmy pokój z balkonem, telewizorem i łazienką. Co prawda cały w skosach, więc bardzo ciasny, ale bardziej mi zależało na łazience i balkonie, niż na przestrzeni. Właściciele przemili, jedzenie smaczne, można za 20 zł dokupić obiad. Miejsce urządzone ze smakiem (dla mnie to było ważne, nie cierpię kiczu i tandety), czyściutkie. Jeśli ktoś wybiera się w góry samochodem, to nie ma sensu mieszkać w Zakopcu, skoro z Dunajca jedzie się jakieś dziesięć minut. ;)

P.S. To nie jest wpis przez nikogo sponsorowany:D Polecam, bo byłam i mi się podobało.

Przy okazji jesteśmy najlepszym dowodem na to, że nawet z małym dzieckiem da się robić niemal wszystko. Rok temu Księciunio nie miał nawet roczku i był z nami w Norwegii, leciał samolotem, podziwiał plaże i góry. W tym roku poznał Tatry. A parę dni później…

***

…pojechałam z nim do Poznania. Pociągiem. Podobnie jak rok temu, bez P. Jeśli uważacie, że podróż pociągiem z takim maluchem to mordęga, to macie rację. Ale nie aż taka mordęga, by było to nie do zrobienia. W jedną stronę jechaliśmy w wagonie z przedziałami. Ja, mój przyrodni brat T., mój syn T. (mają tak samo na imię), dwie starsze panie i trzy młode panie plus jeden kot brytyjski. Było wesoło, nie powiem, ale bez większej dramy. W drugą stronę trafiliśmy ku mojej zgrozie na wagon bezprzedziałowy, więc T. co i rusz uciekał i dosiadał się do obcych ludzi. Na szczęście większość z nich reaguje uśmiechem na jego urok osobisty. Pan w Warsie poczęstował go ciasteczkiem, a jowialny konduktor bez połowy zębów zabawiał go światełkami ze swojego czytnika biletów. Dało się przeżyć.

Wizyty w Poznaniu mają dla mnie walor głównie rodzinno-emocjonalno-sentymentalny, więc to nie temat na notkę. Pokażę Wam tylko, jak wygląda ogród przy domu wybudowanym jeszcze przez mojego pradziadka. Po śmierci dziadka, a może nawet jeszcze przed (?), ogród zarósł niemiłosiernie. Zarastał tak aż do momentu, gdy wyglądając przez okno, można było się poczuć jak w Bieszczadach. No dzicz po prostu – niestety nie mam zdjęcia. Ostatnio wszystko zostało uprzątnięte i zasiano nową trawkę, i tak to wygląda teraz:

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Nie najbrzydziej, prawda? ;)

***

Wydarzeniem wieńczącym ciąg życiowych atrakcji było wesele naszych znajomych, które odbywało się pod Warszawą. Dacie wiarę, że w ciągu jednego wieczora wydarzyło się niemal wszystko?

Najpierw spóźniliśmy się nieco na ślub, ale ćśś. Później jechaliśmy busem z kościoła na wesele i kierowca trzy razy (!) zgubił drogę. Dwie osoby próbowały go pilotować z Google Maps. Koniec końców Młodzi dojechali na miejsce przed nami. Później przez ładnych parę godzin wszystko było w porządku, jedzenie pyszne, zabawa spoko, muzyka fajna, nawet potańczyliśmy. Niestety chwilę po oczepinach dostałam koszmarnej migreny i zapragnęłam wracać. Okazało się, że P. optymistycznie założył, że dotrwamy do piątej rano, kiedy to był zamówiony bus powrotny do Wwy. Ekhm. Nikt nie mógł po nas przyjechać, a było nas 6 osób chętnych na powrót, więc szukaliśmy większej taksówki, która przyjedzie po nas taki kawał. Bez skutku. Przez kolejne półtorej godziny P. próbował zainstalować sobie Ubera, ale… no wiecie, było już po oczepinach… no nie było łatwo:) Następnie byliśmy świadkami, jak niezbyt trzeźwa laska pobiła swego partnera za to, że usnął na ławce. Normalnie, podeszła i go sprała. A potem jeszcze jakiegoś innego faceta, który się wtrącił i próbował ją uspokoić.

W końcu koleżanka kolegi naszego kolegi zadzwoniła po swojego chłopaka, aby przyjechał po nią i po nas. Reszta towarzystwa zamówiła Ubera. Wydawało się, że koniec kłopotów. W końcu nadciągnął transport, wsiadamy zadowoleni do samochodu chłopaka koleżanki kolegi naszego kolegi. A on nie odpala. Ani trochę.

Chłopaki popchnęli go kawałek, nic.

P. zatrzymał jakiś przejeżdżający samochód; pan dziadzio z furgonetką podholował nas kawałek. Nadal nic. Zaoferował nam zostawienie samochodu u niego na podwórku. Tylko co na po tym? Pan dziadzio oddalił się w swoją stronę, a myśmy tkwili w niedziałającym samochodzie, gdzieś pod Warszawą, czwarta nad ranem, pada deszcz, telefony rozładowane. Czujecie klimat?

P. zatrzymał kolejny przejeżdżający samochód. Okazało się, że to byli… nasi znajomi, wracający z wesela. How cool was that? Podładowali nam akumulator, auto odpaliło. Dostaliśmy podwózkę pod sam dom. Migrena przeszła mi dopiero następnego dnia po południu. ;)

***

Moją głowę zaprząta teraz głównie życiowa niestabilność i walka z depresją. Okazało się, że jedyne książki, które mnie wciągają, to takie o psychoterapiach, psychologii i neurologii. Tak czy siak, zanim dostanę się na terapię, sporo wody w Wiśle upłynie, tymczasem szkoda, by życie stało w miejscu przez ten czas. Po głowie chodzą mi więc studia podyplomowe, szukanie pracy, ewentualnie kursy zawodowe. Wciąż nie podjęłam żadnej ostatecznej decyzji. Grozi nam też przeprowadzka jeszcze w tym roku, i to niestety nie emigracja.

Właściwie w porównaniu z podobnymi postami z zeszłego roku, niewiele się zmieniło. ;)

***

Najfajniejszym, co wydarzyło się albo co zrobiłam w 2016 roku, było wzięcie udziału w 48HFP Polska. Niestety, w tym roku zawyłam z rozpaczy, gdy ogłosili datę festiwalu: 22-24 września, podczas gdy 23 września mój osobisty brat bierze ślub. Brat ważniejszy, wiadomo, ale serduszko trochę mi pękło, bo ten festiwal filmowy to była świetna zabawa, szczypta pozytywnego stresu i frajda z robienia czegoś, co uwielbiam.

***

I jeszcze jeden temat chodzi mi po głowie. Dużo ludzi nie bardzo wie, co to oznacza, gdy mówię, że biorę antydepresanty. Moja przyjaciółka niedawno stworzyła serię notek mających na celu obalenie mitów o psychotropach, więc pozwolę sobie zalinkować: część 1, część 2, część 3. Od siebie dodam tylko, że wielu osobom wydaje się, że antydepy to jakieś takie tabletki szczęścia, które poprawiają humor. I że jak ktoś jest bardzo dzielny i silny psychicznie, to sobie ten humor poprawi sam, na przykład czekoladą albo spacerem. No niezupełnie tak jest. A może nawet zupełnie tak nie jest. W przypadku PMS-u lub chandry – tak, ale nie depresji. Antydepresanty zaczynają działać w pełni dopiero po kilku dobrych tygodniach regularnego stosowania. Czy zmieniają chemię mózgu? Oczywiście:) Człowiek choruje na depresję właśnie dlatego, że ta chemia jest zaburzona. To jednak nie znaczy, że pacjent chodzi otumaniony albo zmienia mu się osobowość. Nowoczesne leki nie mają albo żadnych skutków ubocznych (ja nie mam) albo mają bardzo lekkie. Jeśli mają silne, to znaczy, że są źle dobrane i jeśli po paru tygodniach nic się nie polepsza, to trzeba je zmienić, a wybór jest duży. Nie jestem wbrew pozorom jakąś wielką fanką psychotropów ani leków w ogóle, ale uważam za niebezpieczną panującą ostatnio w necie modę na „nietrucie się chemią” za wszelką cenę. Przez takie straszenie bredniami (antydepresanty bezpowrotnie zmieniają osobowość, nieuleczalnie otępiają, uzależniają) zaczęłam leczyć depresję tak naprawdę dopiero niedawno, a kawał życia upłynął mi pod znakiem życiowej bezsilności i silnych stanów lękowych. Niepotrzebnie. Nie dajcie się zwariować w żadną stronę.

Ja się teraz nie czuję dzięki psychotropom jakaś bardziej szczęśliwa. Raczej po prostu czuję się normalniej, niż przedtem. Jestem przede wszystkim mniej zmęczona (wcześniej budziłam się już bez energii) i nie mam stanów lękowych, które jeszcze kilka miesięcy temu powodowały, że czasem nie mogłam spać całą noc.

Natomiast nadal jest mi ciężko działać metodycznie i w sposób uporządkowany. Przez pewien czas pilnowałam diety i codziennych ćwiczeń, ale wakacyjne wyjazdy wybiły mnie z rytmu i znów się rozlazłam. No i dopada mnie zwątpienie – zdecydowanie zbyt często. Plany, których wcześniej byłam pewna, teraz wydają mi się bez sensu. Następnego dnia znowu wydają mi się dobrym pomysłem. I tak w kółko. Na wszelki wypadek nic nie robię, bo nie chcę popełnić błędu i trudno mi podjąć decyzję. Potem mam wyrzuty sumienia, że nic nie robię. Ale takich pętli leki nie leczą, a jedynie terapia. :)

Tak z grubsza objawia się moja depresja. Nie jest to coś potwornego, co uniemożliwia mi cieszenie się drobnymi przyjemnościami i w miarę normalne życie. Ale bez leków wyglądało to bardziej tak:

***

Uwaga, teraz będzie deklaracja.

W najbliższym czasie pojawią się tu też takie oto teksty:

„Co obejrzeć na Netfliksie vol. 2”

„Wszyscy jesteśmy nie dość dobrzy”

„Złe matki, czyli jak zostałam świętojebliwą mateczką”

„Moje ulubione seriale ever”

„Dania-tricki, czyli przepisy, których nie da się schrzanić”

I tak, jednak będę je zajawiać na Fejsie. Chociaż nie ukrywam, że mi z tym Facebookiem to jest nie po drodze, jak jasna cholera. Ale za bardzo lubię swojego bloga, by go pozbawiać tej garstki czytelników. :)

A co u Was? Byliście już na wakacjach, czy dopiero się wybieracie? Czy nasze piękne polskie lato (:>) nie daje Wam się we znaki?

  • Joanna Rudzka

    Czekam z niecierpliwością na wpis o serialach! Pozdrawiam serdecznie!!!!

  • Podzielam miłość do gór – zdążyłam już być w Beskidzie Wyspowym, a za kilka miesięcy Bieszczady. Tatry to akurat nie mój kierunek, są zbyt przereklamowane i turystyczne, wolę ciche, spokojne szlaki po Beskidach, na których czasami przez cały dzień nie spotyka się żadnego człowieka. Poza tym fajnie jetst patrzeć na normalne życie ludzi dookoła, którzy utrzymują się z rolnictwa, zwózki drewna i małych sklepików, a nie wciskania kiczu turystom.
    Dziecko w pociągu – na samo hasło dostaję nerwicy. Może dla rodziców to nie takie uciążliwe, ale nigdy nie zapomnę sześciolatki, która w nocnym pociągu Gdańsk-Zakopane zaczęła drzeć papę o siódmej nad ranem. Jej rodzice oczywiście „ojojoj, nie bądź tak głośno kochanie, ojojoj”. W którymś momencie myślałam że wezmę i zamknę gówniaka w kiblu aż się uspokoi. Mam ambiwalentny stosunek do podróżowania z dziećmi, sama pamiętam jak rodizce ciągali mnie po całej Polsce za małego – niby fajnie, ale w połowie muzeów był ryk że nie mam siły, a góry nudziły mi się po drugim szlaku. Dodać do tego dwójkę rodzeństwa i chorobę lokomocyjną. Ale zaleta taka, że złapałam bakcyla gór i podróżowania i jako tako znam naprawdę kawał Polski.

    • Fakt, że kiczu w Zakopcu co nie miara, ale Tatry same w sobie są przepiękne. Chociaż wolałabym trochę mniej ludzi na szlakach;)
      Dziecko w pociągu, myślę, jest właśnie dla rodziców najbardziej uciążliwe. Przynajmniej ja przez całą, caluteńką drogę mam stres i dwoję się i troję, by to dziecko jakoś zająć, zabawić i zatkać, tak by nie pomordowali nas współpasażerowie. A czasem już nawet bajki i słodycze nie pomagają i wtedy już naprawdę nie wiadomo, jak to dziecko przekupić, by nie darło japy. No ale sorry, dziecko też człowiek, nie zamknę się z nim na kilka lat w domu, żeby przypadkiem innym nie przeszkadzać:) Tylko faktycznie, trzeba dostosować atrakcje do wieku i upodobań młodzieży. Dlatego gdy padało, to wzięliśmy Księciunia do sali zabaw, a nie na szlak albo do karczmy na góralski koncert. ;D

  • Bardzo mądrze powiedziane o tym, co robią leki, a co psychoterapia.

    Zazdroszczę Tatr! Książę T. też widać, że ukontentowany. :D I te loczki! <3

    Może zrób newsletter mailowy? Lepsze zasięgi, niż daje facebook. ;)

    Dziękuję za zalinkowanie! <333

    • Dzięki :*
      Ja też sobie zazdroszczę Tatr. TAK BARDZO za krótko. Chcę jeszcze w góry.
      O newsletterze myślałam! Tylko musiałabym namówić ludzi na zapisanie się, a potem musiałabym się nauczyć w newslettery… ;>

O mnie

Cześć, mam na imię Natalia, ale mów mi Nat. Lubię muzykę Archive, kolor turkusowy i dobre filmy. Hobbystycznie przełamuję swoje lęki i krytykuję ludzi. Nałogowo powątpiewam. Na co dzień przyjaźnię się ze swoją nerwicą. Jestem introwertyczką. Bywam złośliwa. Używam ironii dużo i często. Nie trawię laktozy ani disco polo. Chcesz pogapić się na świat z loży szyderców? Siadaj!

Fanpage

Instagram

Dobrego poniedziałku!
#perspektywa #ma #znaczenie #tasamaosoba #tensamczas #roznepunktywidzenia #dystanskierwa #autoportret #twarz #ladna #brzydka #poniedzialek #perspectivematters #selfie #face #pretty #ugly #sameperson #sametime #differentangles #funny #isntitironic #happymonday
Kiedyś natura z nami wygra i nie mogę się powstrzymać żeby jej nie kibicować. A na zdjęciach Praga Północna i jej typowa flora. #praga #pragapolnoc #warszawa #mury #starebudynki #drzewowmurze #kropladrążyskałę #natura #mojemiasto #warsaw #oldbuilding #nature
A u nas trochę zmian. Książę T przy akompaniamencie własnego dramatycznego szlochu został pozbawiony swoich kudłatych loczków. Nie lubi okołowłosowych operacji, ale już trzeba było. Wygląda teraz jak prawdziwy Prażanin. No i dużo doroślej;) Wymieniliśmy też jego łóżko na doroślejsze i oddaliśmy do jego dyspozycji cały jeden pokój. Rewolucja w mieszkaniu zaowocowała generalnymi porządkami:) ale ja to w sumie uwielbiam pozbywać się rzeczy. Więc padam na ryj, ale ogólnie na plus. I mam już prawie dorosłego syna. :P #mojewszystko #dziecko #syn #matka #instamama #instadziecko #bajki #tablet #samozło #prawiedorosły #pokojdziecka #kid #son #proudmommy #instakid #kidsroom #cartoon #drivingnuts
Teneryfa po polsku.
#bloto #woda #brud #szczesliwedziecko #szlauf #wąż #stylowekapcie #prawiecrocksy #modabardzo #wakacje #relaks #weekend #orkanaugorze #dzialka #kopaniedolow #parasol #slonce #dziecko #syn #mojewszystko #mug #water #dirt #dirtykid #relax #butalsowork #drivingnuts
A kuku mama. A kuku tata. A kuku miau. Czyli priorytety w życiu ✌🏻#czapka #kapelusz #nowamoda #pudelkonaglowie #cylinder #zabawa #klocki #dziecko #syn #mojewszystko #macierzynstwo #rodzicielstwo #dziecinstwo #hat #fun #kid #kidsofinstagram #instalike #instapic #instaphoto #funny #drivingnuts
"Pucio uczy się mówić" - wczoraj odebraliśmy przesyłkę, dziś czytaliśmy już ze trzy razy. Pierwsze wrażenie - super. Obojgu nam się podoba. 😂 Zobaczymy, czy rzeczywiście pomoże Księciuniowi w nauce mówienia. 🙊 #dziecko #ksiazka #ksiazkadladzieci #dzieckoczyta #czytanie #czytamy #naukamowienia #pucio #puciouczysiemowic #zabawylogopedyczne #naukaprzezzabawe #macierzynstwo #rodzicielstwo #syn #mojewszystko #jestembojestes #dzieciczytają #kid #reading #book #bookstagram #bookforkids #learning #fun #kidsbooks #kidsofinstagram #drivingnuts
W Ikeła kupuje się nie tylko meble i garnki. Mi na przykład coś ostatnio odbiło i zaczęłam rysować, a od jutra będę malować. Bo kto mi zabroni:D 🤓✍🏻👩🏻‍🎨🙈 pikny kubek zaś nabyłam ku pokrzepieniu serduszka, znaczy się aby w nim zaparzać jakąś niezwykle hipsterską herbatę i pobudzać swą wenę twórczą. Czy coś. 😂 #drobneprzyjemnosci #zakupy #kreatywnezakupy #kolorowezakupy #kolory #farby #pedzle #kubek #pisaki #ikea #bedeartystko #color #colors #colour #colours #painting #drawing #creativity #shopping #mug #instagood #instapic #instalike #instaphoto #drivingnuts #flatlay
Miłego wieczoru. Ja właśnie wzięłam i ocipiałam. Polecam. 🙈✌🏻💅🏻👄🤳🏻 #ocipienie #zawszenapropsie #normalnosc #jestnudna #face #twarz #selfie #samojebka #dziwneminy #miny #weird #weirdo #weirdface #funnyface #blackandwhite #b&w #boomerang #dziwolag #czarnobiale #funny #drivingnuts
Instytut PAN, stacja badawcza w Popielnie. Tam właśnie żyją koniki polskie, potomkowie nieistniejących już tarpanów. Niektóre są w zagrodach, inne żyją w rezerwacie i jadąc przez las samochodem można je spotkać:) fajne miejsce na mapie Mazur. #popielno #mazury #konikipolskie #wakacje #lato #konie #polska #masuria #holidays #summer #horses #poland #horse #instaphoto #instapic #instalike #drivingnuts

Snapchat

Snapchat

Follow drivingnuts on Snapchat!