Koszmarni rodzice, czyli jak urodzić dziecko i nie ocipieć


Odkąd zostałam czyjąś starą, złote rady wszystkich wokół – szczególnie tych bezdzietnych – przeczołgały mnie przez całą paletę emocji oscylujących gdzieś pomiędzy wściekłością a rozpaczą, łącznie z tym, że przez chwilę prawie uwierzyłam, że jestem do kitu. Ale chyba każdy, kto pierwszy raz zostaje rodzicem musi przejść przez taki chrzest bojowy.

Ad rem, żeby nie być gołosłowną, przygotowałam oparty na własnym doświadczeniu krótki przewodnik po rodzicielskim luzactwie. Jestem czyjąś starą dopiero od trzech miesięcy, ale już udało mi się przyjąć na pełną mleka klatę całe spektrum różnorakich zjebek, od pełnych politowania spojrzeń, po święte oburzenie i znaczące prychnięcia. Wiem z internetów, że nie jestem jedyna. Jak więc być wyluzowaną matką? Wystarczy być mną. Ewentualnie skorzystać z poniższej ściągi:

1. Nie żyję sterylnie.

To mało powiedziane. Mam w domu psa, kota, papugę i nieraz kłęby kurzu. I nie, nie odkurzam codziennie. Że niby co dwa dni? Hehe. Nie, moje dziecko prawdopodobnie ma styczność z całym kurzowym przekrojem społecznym. Czasem nawet znajduję w łóżku psiego kłaka (chociaż pies do sypialni wstępu nie ma). Nie wyparzam też wszystkiego, czego dotyka Książę T., nawet jego smoczek nie jest wyparzany każdorazowo. Mam miewam plamy na blacie w kuchni. Gościom pozwalam nie zdejmować butów. (Patologia, wiem). A ciuchy do prania nieraz po prostu walają się po podłodze. I wiecie, co jeszcze zrobiłam? Nie wyprasowalam ubranek do szpitala! Tak! Kompletnie olałam ten punkt programu, ku zgrozie postronnych. Przez to moje biedne dziecko już od pierwszego dnia walczy z bakteriami. A teraz gwóźdź programu: nie kąpię go codziennie. Ani nawet co dwa dni. A on mimo tego nie śmierdzi, nie ma robaków na głowie, a wieczorem… zasypia. Bez kąpieli. Szokujące, prawda?

2. Karmię piersią i jem wszystko.

Wiem, wiem. Nawet nasz pediatra próbował mnie zmusić do rezygnacji z nabiału i czekolady. Ale ja się nie dałam. Jem wszystko, jak leci. Nawet kapustę – a mimo to moje dziecko jeszcze nie odleciało w siną dal niczym nadmuchany balonik. Nawet gazowane napoje – a w mleku, kurczę, jakoś żadnych bąbelków. Nawet, o zgrozo, cytrusy. Shame on me. Jestem solą w oku dla wszystkich, którzy matki karmiące z miejsca posyłają na diety „kurczak z marchewką”. Bo jem to, co lubię i oboje mamy się świetnie!

3. Nie chodzę z dzieckiem na spacery.

No dobra, czasem chodzę. Ale nie regularnie. Nie codziennie. Nie, bo nie. Czasami chadzamy we trójkę z P. Tak naprawdę czekam z tym na lepszą aurę pogodową, i to nie dlatego, że uważam, że obecnie Książę T. umrze z zimna na spacerze, nie, po prostu nie bardzo wiem, co miałabym temu dziecku pokazywać? Bloki na Białostockiej? Jak zaczną się drzewka, ptaszki i motylki, to będziemy jeździć do parku. Ale, ale! Kiedyś wybraliśmy się z P., dzieckiem w wózku oraz psem na spacer o godzinie 22. Paniusia, która nas mijała, ewidentnie chciała coś powiedzieć, ale… zatkało ją. Odwracała się jeszcze za nami, ale zupełnie nie wiedziała, jak skomentować naszą zbrodnię. (A T. sobie smacznie spał, bo to było zanim obczaił różnicę między dniem a nocą). Bardzo żałowałam, że nie usłyszałam komentarza od paniusi. Musimy pozostawić w sferze naszej fantazji jej święte oburzenie.

4. Nie mamy 25 stopni w sypialni.

A czasem to chyba nawet 20 nie mamy. Nasze dziecko nie wygląda jak opatulony eskimos, nawet, gdy wychodzimy z domu. Ma tyle warstw na sobie, co i my. Gdy wychodzimy, zakładamy mu zimowy kombinezon. Jeden, nie dziesięć. Nie przykrywamy go do tego kocem. I kołderką. I śpiworkiem. Powiem więcej: on czasem ma zimne ręce. Wiem, wiem. Opieka społeczna się kłania.

5. Dziecko nie śpi w łóżeczku i nie zasypia samo.

Przyzwyczailiśmy dziecko do kołysania i teraz mały rozpieszczony cholernik nas terroryzuje. W dodatku ponosimy to potworne ryzyko i śpimy z nim. Cudem jeszcze nie spłaszczyliśmy go na naleśnik naszymi słoniowatymi cielskami. Cudem nie udusił się od naszych poduszek. W ogóle, to cud, że jeszcze wszyscy żyjemy. A generalnie to mamy przechlapane, bo będzie chciał być lulany i noszony do osiemnastki.

6. Nie przepajam dziecka wodą.

Zacznijmy od tego, że słowo „przepajać” jest jakieś idiotyczne. Kto to w ogóle wymyślił? Cytuję za słownikiem języka polskiego na stronie PWN.

przepoić — przepajać

1. «spowodować obfite przeniknięcie jakiegoś płynu, zapachu, gazu do czegoś, gdzieś; też: o jakimś płynie, zapachu, gazie: przeniknąć na wskroś»

Zupełnie nie chcę, żeby woda, nawet najbardziej mineralna na świecie, przeniknęła moje dziecko na wskroś. Nie daję mu niczego poza mlekiem z cyca, żadnej wody, żadnej herbatki, nic. Mimo, że mamy w domu kaloryfery. Mały więc z pewnością wysycha i wysycha od tych kaloryferów, i myślę, że do wiosny zostanie z niego jeno mały smutny wiórek.

7. Nauczyłam go korzystać ze smoczka i z butelki.

O, to jest zbrodnia niesłychana. Zrobiłam to z czystego egoizmu – bo tak mi wygodniej. Bo wolę, by umiał zasypiać ze smokiem, niż by zawsze musiał być przyczepiony do mnie. Bo chcę móc wyjść czasem z domu i zostawić go z ojcem albo dziadkami i z odciągniętym mlekiem. Albo – i to już jest hardkorowo koszmarne – napić się drinka! Ba, wyobraźcie sobie, że nie odciągnęłam później tego mleka skażonego drinkiem. O, koszmarna ja.

8. Nie jeżdżę z nim z tyłu w samochodzie.

No serio, od pierwszego dnia, gdy wracaliśmy ze szpitala, nie przyszło mi to nawet do głowy. Po co miałabym jechać z tyłu – żeby się na niego cały czas gapić? Zostałam kiedyś zagadnięta o to, ale raczej na zasadzie utwierdzenia się, że na pewno jeżdżę z tyłu, no bo przecież trzeba. Nie wiem, kto był bardziej zdumiony: ja – że ktoś tak robi, czy moi rozmówcy – że ktoś tak nie robi. No cóż, mnie ryzyko, że dziecko zakrztusi się na śmierć własną śliną jakoś nie przekonuje. Tym bardziej, że przecież przełyka ślinę nie tylko w samochodzie. Czyli co, w nocy też mam nie spać i patrzeć, czy się nie dławi?
Ta dyskusja jednak zryła mi beret na tyle mocno, że zrobiłam research w internetach. Okazało się, że ludzie od fotelików – fotelikolodzy? – odradzają wręcz jazdę z dzieckiem z tyłu, ponieważ w razie wypadku rodzic może swą bezwładną ręką zgładzić potomka. Przeczytałam też opinię, że nie warto dziecka przyzwyczajać – jakże kocham to sformułowanie – do tego, że nie jeździ samo z tyłu. Uważam, że wszystkie te teorie są głupie i proponuję jeździć dokładnie tam, gdzie jest nam wygodniej.

9. Nie mówię do niego po ciuciowemu

No dobra, czasem mówię – gdy sobie robię z nas jaja. Na co dzień rozmawiam z nim dość normalnie. Opowiadam o tym, co aktualnie robię. Tłumaczę otaczającą nas rzeczywistość. Zwracam się do niego w wołaczu i często pytam o opinię. Pewnie dlatego, gdy ktoś z dalszej rodziny nachyla się nad moim dzieckiem i piskliwym głosem zaczyna wydawać z siebie ciu-ciu-ciuuu-aaa-ghhh brzmiące bardziej, jak odgłosy godowe pawiana, niż ludzka mowa, to obydwoje – ja i T. – mamy bardzo pełne politowania miny.

10. Nie lecę do niego, jak tylko zakwęka. Ani nie zostawiam „by się wypłakał”.

W zasadzie jeśli chodzi o wyznawców różnych teorii dotyczących wychowywania dziecka, to absolutnie każdy z nich może podawać mnie jako antyprzykład. Ponieważ nie stosuję się do żadnych szczególnych reguł. Czasem, gdy słyszę, że książę T. jest naprawdę rozżalony albo się przestraszył, rzucam wszystko i lecę go utulać. A innym razem, gdy kwęka i marudzi, zdarza mi się dłuższą chwilę spokojnie dokańczać to, co robiłam, zanim wezmę go na ręce. Ciągle słyszę od ludzi, że na pewno jest mu zimno lub na pewno jest głodny, albo że ma czkawkę, i widzę ich zaskoczenie, gdy nie rzucam wszystkiego i nie rozdzieram szat, by natentychmiast wsadzić pierś w jego rzekomo wygłodniałą paszczę. Z drugiej strony, zostawianie dziecka „by się wypłakało”? Nie ten adres. Tu nie tresujemy dzieci. Tu jest miłość i wyluzowane rodzicielstwo.

Niestety nie wiem, jaka jest tak naprawdę recepta na to, by urodzić dziecko i nie ocipieć. Myślę, że to nieocipienie może być po prostu cechą osobniczą. Dlatego, gdy Książę T. podrośnie i nabiorę więcej doświadczenia, chętnie poprowadzę warsztaty z bycia koszmarną starą. I powiem na nich: kieruj się instynktem i nie słuchaj innych. A ludzie zapłacą mi za to dużo pieniążków.

Taa.

  • Ty nazywasz to ocipieniem, a ja – odpieluszkowym zapaleniem mózgu ^^
    Bardzo zdrowe podejście, jeśli się kiedyś rozmnożę, to pewnie też będę taką okropną starą. Na pewno będę się starała!

  • Słowo „przepajać” – ki czort? Też się zawsze zastanawiałam, skąd się to wzięło. Kojarzy mi się z „przepłukiwać” – nie przepłukiwałam ani pierwszego ani drugiego syna. To chyba też cud, że jeszcze żyją;)
    Ale najbardziej zaskoczyłaś mnie tym siedzeniem z tyłu przy dziecku w samochodzie. Nawet mi to do głowy nie przyszło, przecież to jedna z niewielu chwil spokoju w ciągu dnia. Miałabym ją tracić na gapienie się na śpiące dziecko? A poza tym… nie bardzo wiem, jak miałabym, wtedy trzymać kierownicę, o naciskaniu pedałów już nawet nie wspomnę.
    A co do sterylności… powiem więcej, moje dzieci codziennie coś jedzą z podłogi. Co by na to powiedziała tamta paniusia z parku?;)

    • Obecnie moje dziecko zjada takie rzeczy, że czasem nawet mi stają dęba włosy na głowie. Zdarza się, że wyjmuję mu z japy kudły psa albo kawałek książeczki. Nie wiem, jak on to robi, że umie zeżreć wszystko. :/ Jest jak koza.
      To dobrze, z tym siedzeniem z tyłu, że jest nas więcej. Bo ja się naprawdę przez chwilę poczułam jak wyrodna matka. :D

  • Bardzo zdrowe podejście. Oby więcej takich :)

  • Haha, prawdziwy koszmar! :D U nas było pod wieloma względami bardzo podobnie… Starszak ma obecnie prawie 4 lata, więc mu nie zaszkodziło, wobec czego planuję realizować podobną „strategię” przy dziecku nr 2, które przyjdzie na świat już jutro, brutalnie wyrwane z łona leniwej i nieodpowiedzialnej matki poprzez cesarskie cięcie ;)))

    • Nat

      Łooo, gratulacje! Mam nadzieję, że wszystko poszło raz-dwa i cieszycie się z maleństwem swoją obecnością:)
      A czy wiesz, że wg filozofii Popieprzonych Mamusiek nie jesteś Prawdziwą Matką, skoro rodzisz przez CC? :D

  • Czyli mama XIX wieku :). Brawo za rozsądek :). Najważniejsze to wiedzieć DLACZEGO coś się robi :)

  • Siedziałaś w mojej głowie jak to pisałaś? ;) Wypisz, wymaluj. Tylko akurat zwierząt nie mamy, bo rybki w akwarium się nie liczą i lubię mieć czysto, ale moje dziecko nie lubi ;) Ja sprzątam, a ona za mną akcje sabotażowe robi :)

    • Nat

      Ejejej! Ja też lubię mieć czysto! ;) ale przy takim składzie domowników, żeby mieć ZAWSZE czysto, musiałabym, nie przesadzając, dwa razy dziennie odkurzać i myć podłogi w całym domu.
      No nie.
      No sorry ale nie. :) Wolę pisać bloga;) Jak już zarobię milijony, to będę miała ludzi od sprzątania;)

      • Moim marzeniem też jest mieć miliony, by w spokoju pisać bloga :D

  • Boże, jak dobrze, że tu trafiłam. Znalazłam bratnią duszę. Mimo, że nie jestem matką, to mamy bardzo podobne poczucie humoru i równie dobrze mogłabym ten wpis skopiować i powielić na swoim blogu, gdy tylko wypcham z siebie jakieś pisklę na świat. Z tym bałaganem, kurzem itd, to akurat dobrze ;-) Przez pierwsze lata dziecka wykształca się układ odpornościowy – czego się nauczy, to zapamięta, coś jak z tym Jaś i Jan. Jak nie nabędzie za wczasu, to go potem nie będziesz kłakami nacierać, co by się nauczył, że z tym się walczył. Mam styczność z masą dzieci, których rodzice robią im z otoczenia sterylną bańkę i wierz mi – to jest zdrowotna jazda dla tych dzieci oO

    • Nat

      Hahaha, wyobraziłam sobie nacieranie kłakami ;) Ja nie wiem, na ile to są miejskie legendy, a na ile faktycznie styczność z alergenem uodparnia, ale fakt faktem, mam dziecko zdrowiutkie i nieuczulone na nic:)

  • Genialny sposób pisania! Lubię takie poczucie humoru ;) Nie mam dzieci i jeszcze na razie się nie zapowiada („kariera naukowa” -> założę się ze ludzie bardziej nienawidzą mnie niż Ciebie;p Ty chociaż stworzyłaś ziomeczka, który na emerytury zarobi a ja się obijam;p).

  • L.

    Akurat niesterylne życie w przypadku dziecka uważam za super zdrowe. Dla mnie to będzie wielki test, bo brak sterylności traktuję jako koszmar (wiesz, zresztą).

    Powinnaś jeść bezglutenowo, bezlaktozowo i wegańsko.

    Wyobrażam sobie, jak prowadzisz wózek i rzucasz komentarzami w stylu „a tutaj, T., zerzygał się jakiś żul. o, a tutaj ktoś zgubił skarpetę i właśnie kogoś przejeżdża tramwaj.”

    MA ZIMNE RĘCE JEZU JAK NIEBOSZCZYK!!

    Świetnie, mały alkoholik, wyssał to z mlekiem matki… Tak mu będą mówić na rozprawie, jak już podpali resztki Bazaru Różyckiego.

    Nie znoszę mówienia do dzieci po ciuciowemu, to w każdym wieku. W ogóle nie cierpię traktowania dzieci jak osoby głupsze i gorzej rozwinięte.

    Każdy rodzic zna najlepiej swoje dziecko i wie, kiedy płacze, bo się źle czuje, a kiedy po prostu próbuje zwrócić na siebie uwagę. I tak dalej.

    Rodzice rady wszystkich cioć i wujków powinni zignorować albo przesiać przez gęste sito, ale domyślam się, że czasami presja jest przytłaczająca. Dobrze, że się nie dajecie!

    • Nat

      Hahahaha:D Taaaak, dokładnie tak opisuję mu rzeczywistość;)))
      No wiesz, z drugiej strony, gdyby tak zupełnie pozbawić młodych rodziców rad choćby ich własnych starych, to można by zgłupieć. Tylko, jak napisałaś, trzeba je przesiać.

  • Ola

    Też od początku robię wszystko po swojemu. Nawet moja teściowa już się poddała i nie wciska dziecku wody z glukozą (?!). Czasem tylko, kiedy podrzucam jej Maryśkę, wciska jej biszkopciki (bo lekarz trzydziesci lat temu powiedział jej, że dziecko musi je jeść). Komentarze bab w autobusach spływają po mnie jak po kaczce. Nie rozumiem, dlaczego kogoś obchodzi to, czy moje dziecko ma smoczek, trzy swetry czy uwielbia jeść kotlety.

    PS smoczkow nie wygotowuję 100000 razy dziennie, bo i po co?!

    • Nat

      Biszkopciki?! :D Woda z glukozą?! Nie no, ja tylko odmówiłam podawania dziecku herbatki z kopru:D
      Hahaha, nie mogę z biszkopcików… kto na to wpadł?!

      • Ola

        Pan doktor, który praktykowal milion lat temu. I mój mąż, i jego brat wyglądali w dzieciństwie jak pączki. Wiem już chociaż po czym :D

  • Maciej Stawujak

    To tak jak z savoir-vivre..Jedni muszą się naczytać i wyuczyć (a i tak z daleka widać, że coś nie teges), a inni mają to intuicyjnie, wsobnie, zapisane w genach od pokoleń ;-) Normalne, intuicyjne wychowanie + kupa miłości = zahartowany, fajny człowiek w przyszłości, gotowy z uśmiechem stawić czoła światu :-)

    • Nat

      I niechże tak będzie:)

  • Iw

    Ależ się uśmiałam! Dziękuję! :*

O mnie

Cześć, mam na imię Natalia, ale mów mi Nat. Lubię muzykę Archive, kolor turkusowy i dobre filmy. Hobbystycznie przełamuję swoje lęki i krytykuję ludzi. Nałogowo powątpiewam. Na co dzień przyjaźnię się ze swoją nerwicą. Jestem introwertyczką. Bywam złośliwa. Używam ironii dużo i często. Nie trawię laktozy ani disco polo. Chcesz pogapić się na świat z loży szyderców? Siadaj!

Fanpage

Instagram

Droga do pracy #nienajgorsza
#praca #warszawa #krolikarnia #woda #staw #mokotow #drzewo #wschodslonca #ladnie #niceview #warsaw #park #nature #sunrise #beautiful
PKiN usłyszał, że grozi mu zagłada i zbladł.
#pkin #palackultury #palackulturyinauki #warszawa #warsaw #palaceofcultureandscience #stillstanding
Tak to ja mogę pracować 😎🦄
#pracazdalna #najlepszywynalazek #lozko #ulubionemiejsce #praca #pisanie #copywriting #writing #homeworking #home #work #butalsochill #motherhood #drivingnuts
I would marry turquoise. And I just can't hide it. 😂
#turkusowy #najlepszy #kolor #manicure #zeszyt #dlugopis #koszyki #wszystkopiekne #ladnerzeczy #ztigera #turquoise #color #colour #beautiful #notebook #flyingtiger #prettythings #obsessed #turquoisenails #drivingnuts
Promocja była. Wobec książek jestem bezradna🙈 @znak.com.pl robi mi to regularnie 🙈👌🏻
#ksiazki #duzoksiazek #uzaleznienie #uzaleznienieodksiazek #nalogowekupowanieksiazek #kiedytoczytac #takczytam #books #bookstagram #booksale #booksaddict #helpless #booklover #instabook #drivingnuts
Rehearsal 😍 #choir #concert #singing #studiopolskiegoradia #chor #koncert #proba #muzyka #music #rehearsal #stage #missedit
Nat&Edi. Since 1998. ❤️ #friendship #friends #bff #girls #selfie #boomerang #funnyface #ohsocrazy #nevergrowup
Dziecko budzi Cię po 5. Dogorywasz przy akompaniamencie bajek do 8. W końcu poddajesz się, wstajesz z wyra, robisz dziecku płatki z mlekiem, a sobie na rozruch herbatę. Zagadka: co może pójść źle?#protip #zaparzwode #zalejwrzatkiem #godihatemornings #poranek #macierzynstwo #rodzicielstwo #herbata #ironialosu #morning #motherhood #parenthood #nosleep #notea #tea #fail #coldwater
Dobrego poniedziałku!
#perspektywa #ma #znaczenie #tasamaosoba #tensamczas #roznepunktywidzenia #dystanskierwa #autoportret #twarz #ladna #brzydka #poniedzialek #perspectivematters #selfie #face #pretty #ugly #sameperson #sametime #differentangles #funny #isntitironic #happymonday

Snapchat

Snapchat

Follow drivingnuts on Snapchat!