Archive – muzyka, która rozwala mój mózg


Długo zastanawiałam się, co wrzucić dziś na ten piątkowy ruszt. Prawdę mówiąc, mój mózg ostatnio wszedł w permanentny tryb „jestem wszędzie oprócz tu”. Jakoś mi z tymi piątkami teraz nie po drodze. Co zrobić, żeby nie odwalić maniany i nie wrzucać tu byle czego? W końcu uznałam, że pójdę za radą PigOuta i skoro była książka, był serial i był film, to teraz będzie muzyka. A jak muzyka, to wiadomo, Nat + Archive = WNM.

Jeśli to nie jest za-je-bis-ta piosenka, to nie wiem, co nią jest:

O losie, kocham ich tak bardzo, że nawet nie wiem, od czego zacząć. Chyba zaczniemy od początku, a więc cofniemy się ładnych parę lat wstecz. Jest rok 2008, jestem młodą, głupią gąską. W mojej głowie jeszcze tkwią utarte, wyniesione nie wiadomo skąd przekonania, na przykład że jak dziewczyna zbyt dba o siebie, to jest tępa, a kolor różowy to zniewaga. Jestem poważnym człowiekiem, dlatego wyglądam jak pół dupy zza krzaka. Lubię słuchać muzyki, ale na pytanie „czego słuchasz?” zaczynam bełkotać coś o radiu albo muzyce klasycznej. Nie bardzo odróżniam gatunki muzyki rozrywkowej, nie wiem, jak wygląda Britney Spears i nie znam tytułu żadnego hitu oprócz „Nothing Else Matters” lub kilku piosenek Dido.

Mam znajomych, którzy są fanami różnych zespołów lub wykonawców. Myśląc o takiej fascynacji, pogardliwie nadymam wargi. Rozumiem, że można sobie czasem posłuchać tego, co się lubi. Ale żeby zaraz jeździć na koncerty? Kupować koszulki? Ekscytować się nowym albumem? Litości – prycha dwudziestoletnia ja. W tymże też roku jadę na Openera, bardziej dla towarzystwa, niż z potrzeby serca, i kompletnie nie rozróżniam wykonawców. Jay-Z? To jakieś głupie hip-hopy. Roisin Murphy? Whatever. Coco Rosie? Erykah Badu? Huh? (Teraz widzę, że w tamtym roku grali Massive Attack – nawet nie pamiętam tego koncertu; a może byłam tak głupia, że nie poszłam? Słodki Jezu).

Archive? Nie znam.

Bziuuuuum. Teleportowaliśmy się do roku 2010. Przez ostatnie dwa lata moja świadomość muzyczna jakby wzrosła. Zaczęłam w końcu rozróżniać wykonawców. W międzyczasie zafascynowałam się trip-hopem. Mam możliwość pojechania z kumpelą na Openera, więc wydaję wszystkie swoje psie pieniądze zarobione w knajpie i jadę. Mam już wybranych wykonawców, na koncerty których chcę iść. Ba, wcześniej specjalnie słucham zespołów mających wystąpić, aby się zorientować w line-upie. Jest więc postęp. Umieram ze szczęścia na koncercie Massive Attack. Moje koleżanki wybierają się na koncert Archive, ale w tym samym czasie gra Fatboy Slim; Archive nie znam, więc nie idę na nich, lecz na Fatboya. Jest spoko.

Wracam z Openera i jakoś niedługo później, sama nie wiem już jak i kiedy, trafiam na piosenkę Archive. Którą? Nie pamiętam. Chyba „Sit back down”. Szybko leci następna. I następna. Ja pitolę – rozsadza mi mózg. Jak jeden zespół mógł nagrać tyle zajebistych numerów? Zakochuję się na amen.

A teraz proszę, jeden z ich najbardziej znanych numerów, na szczytach list radiowej Trójki w którymś tam roku:

Dopóki mózg rozjebany nas nie rozłączy

Od tamtej pory Archive i ja byliśmy nierozłączni. Trafiło na dość przełomowy moment w moim życiu, więc ich kawałki dzień i noc stanowiły idealny soundtrack mojej codzienności. Słuchałam ich rano, w ciągu dnia i wieczorem. W domu i w autobusie. Wszędzie, kiedy tylko mogłam. Trwało to LATA. Zdarzało mi się słuchać innych rzeczy, oczywiście, nawet ze znamionami fascynacji. Ale Archive zawsze byli w tle i zawsze idealnie pasowali.

Gdy w końcu przyjechali do Warszawy, na koncercie siedziałam jak w transie, pijana muzycznym szczęściem, choć z mega migreną. Na kolejny koncert, parę lat później, poszłam sama i stałam na balkonie tuż nad sceną. Znów to samo uczucie: pijane szczęście. Gdybym mogła, wzięłabym wtedy ślub z całym zespołem, łącznie z wokalistkami. Z ostatniego koncertu, na który chciałam się wybrać, musiałam wyjść po dziesięciu minutach – stroboskopy zrobiły mi z mózgu jesień średniowiecza. Do tej pory mam gulę w gardle, jak o tym myślę.

Również znany kawałek:

Archive – co to za jedni?

Archive to brytyjski zespół istniejący od 1994 roku. Początkowo miał grać trip-hop, później poszli również w klimaty rockowo-elektroniczne. We własnym kraju i ogólnie na świecie nie są oczywiście no-name’em, ale z tego co wiem, ich popularność jest wyjątkowo wysoka właśnie w Polsce. Kojarzycie polski film „Sęp”? Cała ścieżka dźwiękowa to ich kawałki. Jeślibym miała ich krótko scharakteryzować… No cóż, progresywny rock czy trip-hop to pojęcia, które pewnie w gruncie rzeczy niewiele mówią.

To muzyka, która jest naładowana emocjami, a jednocześnie ma w sobie pewną surowość. Mimo melodyjności, w finale większości kawałków usłyszymy zdrowe pierdolnięcie. W wielu piosenkach napięcie narasta bardzo powoli, czasem nawet przez kilka-kilkanaście minut. Zdecydowanie mają raczej niespokojny, dość mroczny klimat. Tylko, że to jest elegancki mrok, nie kiczowate, pretendujące do gotyckości gunwo. Co mnie zaskoczyło, to odkrycie, że ta muzyka jest dość uniwersalna. Zaraziłam nią dwie moje koleżanki i własną mamę, P. też polubił. Co prawda nikt nie wpadł po uszy jak ja, ale z całą odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że jest to muzyka, która podpasowuje osobom płci obojga w wieku całkiem różnym. To zresztą widać też na ich koncertach.

Czwarta polecajka – porządne pierdolnięcie. Gdy słucha się jej po cichu, w chińskim zoo umiera mała panda:

Szczerze powiedziawszy, najbardziej kocham ich albumy z lat 1999-2009, zaś pierwszy i trzy ostatnie nieco mniej. Faktem jest też, że teraz słucham ich nieporównywalnie rzadziej, niż kiedyś. Jakoś ta melodyjno-harmoniczna rozpusta mało współgra z moim obecnym stanem płaskości emocjonalnej. Ale i tak, gdy pisząc tę notkę włączam swoje ulubione kawałki, ściska mnie w żołądku.

Nie jestem tym typem fana, by znać numery buta i kapelusza każdego z członków zespołu. Ba, ja bym nawet nie umiała wymienić z nazwiska każdego z nich. Prawdopodobnie bym nawet albumów nie umiała z marszu wymienić. Więc pewnie jestem dupa, nie fanka. W dodatku nie mam ani jednego plakatu czy koszulki. Smutek wielki. Co nie zmienia faktu, że to, co mam na punkcie Archive, to jest jakiś rodzaj kuku na muniu, jakiejś fascynacji dziwnej, co to nigdy nie sądziłam, że może się stać moim udziałem. Wszystko inne zawsze mi się prędzej czy później nudzi, oni nie. Nigdy.

Na deser podlinkowuję na YT moją subiektywną listę najzajebistszych kawałków Archive. Nie umiałam wybrać mniej – sorry! Część z nich jest również dostępna na Spotify.

You Make Me Feel
Again (pełna wersja! bo istnieje również taka kilkuminutowa, to tej krótkiej nie słuchamy)
Noise
Fuck U
Get out (!)
Sit Back Down
Fold
Lights (oczywiście również polecam pełną, 18-minutową wersję)
Controlling Crowds
Bullets (podlinkowane do DailyMotion, bo na YT nie mogłam znaleźć klipu)
Collapse/Collide
Pills
Come on Get High
Blood In Numbers

  • Znam ich tylko własnie z soundtracku do „Sępa”. Pamiętam, że reklamy telewizyjne kładły duży nacisk na podkreślenie, kto jest autorem muzyki do tego filmu ;). Muszę wziąc ich na warsztat. Przy okazji chciałem powiedzieć, że jestem muzycznym ignorantem i mimo, iż lubię U2, Red Hotów, Kings of Leon, Coldplay i Imagine Dragons, czyli gust raczej określony, od skończenia liceum przestałem się przejmować czy dany gatunek muzyczny pasuje do mojego imidźu ;) Po prostu coś mnie trafia (albo nie) i na tej zasadzie od pewnego czasu mam mega pierdolca na punkcie Die Antwoord. Uwielbiam ich flow a brzmienie języka afrikaanas rozwala mnie na łopatki <3

    • No tak, w ogóle oni mieli podobno specjalnie napisać muzę do tego filmu, ale w końcu stwierdzili, że sory, nie mają tyle czasu, więc twórcy kupili po prostu prawa do już nagranych piosenek. :D
      Dlaczego ignorantem? Ja nie umiem odpowiedzieć na pytanie, jaki gatunek muzyczny lubię. Lubię to, co mi się akurat spodoba. o_O Na pewno nie metal i nie disco polo, wszystko co pomiędzy może się okazać tym, co mnie trafi;)
      Nie znam Die Antwoord, oprócz tego, że kiedyś miałam regularnie zapętlone „Enter The Ninja” ;D

      • Wielu moich znajomych to muzyczni fanatycy. Chodzą na koncerty, odliczają dni do premiery nowej płyty, co chwile udostępniają jakiś kawałek na fejsie, etc. Na ich tle jestem ignorantem. Mam swoje ulubione zespołu, ale nie wczuwam się przesadnie. Nie jestem pewien czy wiem, który ile wydał płyt, a tym bardziej jak się nazywa basista (poza Red Hotami). Ze smaczków wiem tyle, że Eric Clapton napisał „Tears in Heaven” po śmierci swojego syna, a Metallica gardzi fanami, którzy kochają ich za „Nothing Else Matters”. Tyle. Za to w tematach filmowych potrafię byc prawdziwym faszystą. Widziałem wszystkie ;)

        • To dlaczeeeego nie piszesz o filmach?! Filmy są najlepszą rzeczą, jaka spotkała ludzkość, zaraz po prostownicach do włosów. :D Kiedyś oglądałam co najmniej jeden dziennie, a teraz, jako że siedząc w domu, wiadomo, mam za mało czasu, to głównie lecą odmóżdżacze niestety.
          Nie znam nazwiska ani jednego basisty by the way ;) Nawet Archive ;)

  • Słucham ich od roku i nawet nie zainteresowałam się, z jakiego kraju są czy jaki to gatunek… Kiedyś byłam naprawdę z tych, co znają rozmiar buta wokalisty, dzisiaj już nie… (chyba że chodzi o zespół mojego kumpla- w tym przypadku mogę podać numer buta basisty :D ).
    Dla mnie oni w klasie maturalnej byli doskonałym soundtrackiem do życia… Dzisiaj też trochę, dodają emocji w takiej nijakości chwilowego życia. Słuchałam „Goodbay” wczoraj w pociągu z Poznania- nic mnie tak nie usypia i nie wycisza jak ten kawałek. Mój ukochany album to Controlling Crowds, ostro rywalizujący z Restriction :D

  • Ula z prostoofinansach

    Nie znałam zespołu, a że lubię chyba każdy rodzaj muzyki to fajnie że poznałam coś nowego :)

O mnie

Cześć, mam na imię Natalia, ale mów mi Nat. Lubię muzykę Archive, kolor turkusowy i dobre filmy. Hobbystycznie przełamuję swoje lęki i krytykuję ludzi. Nałogowo powątpiewam. Na co dzień przyjaźnię się ze swoją nerwicą. Jestem introwertyczką. Bywam złośliwa. Używam ironii dużo i często. Nie trawię laktozy ani disco polo. Chcesz pogapić się na świat z loży szyderców? Siadaj!

Fanpage

Instagram

Dziecko budzi Cię po 5. Dogorywasz przy akompaniamencie bajek do 8. W końcu poddajesz się, wstajesz z wyra, robisz dziecku płatki z mlekiem, a sobie na rozruch herbatę. Zagadka: co może pójść źle?#protip #zaparzwode #zalejwrzatkiem #godihatemornings #poranek #macierzynstwo #rodzicielstwo #herbata #ironialosu #morning #motherhood #parenthood #nosleep #notea #tea #fail #coldwater
Dobrego poniedziałku!
#perspektywa #ma #znaczenie #tasamaosoba #tensamczas #roznepunktywidzenia #dystanskierwa #autoportret #twarz #ladna #brzydka #poniedzialek #perspectivematters #selfie #face #pretty #ugly #sameperson #sametime #differentangles #funny #isntitironic #happymonday
Kiedyś natura z nami wygra i nie mogę się powstrzymać żeby jej nie kibicować. A na zdjęciach Praga Północna i jej typowa flora. #praga #pragapolnoc #warszawa #mury #starebudynki #drzewowmurze #kropladrążyskałę #natura #mojemiasto #warsaw #oldbuilding #nature
A u nas trochę zmian. Książę T przy akompaniamencie własnego dramatycznego szlochu został pozbawiony swoich kudłatych loczków. Nie lubi okołowłosowych operacji, ale już trzeba było. Wygląda teraz jak prawdziwy Prażanin. No i dużo doroślej;) Wymieniliśmy też jego łóżko na doroślejsze i oddaliśmy do jego dyspozycji cały jeden pokój. Rewolucja w mieszkaniu zaowocowała generalnymi porządkami:) ale ja to w sumie uwielbiam pozbywać się rzeczy. Więc padam na ryj, ale ogólnie na plus. I mam już prawie dorosłego syna. :P #mojewszystko #dziecko #syn #matka #instamama #instadziecko #bajki #tablet #samozło #prawiedorosły #pokojdziecka #kid #son #proudmommy #instakid #kidsroom #cartoon #drivingnuts
Teneryfa po polsku.
#bloto #woda #brud #szczesliwedziecko #szlauf #wąż #stylowekapcie #prawiecrocksy #modabardzo #wakacje #relaks #weekend #orkanaugorze #dzialka #kopaniedolow #parasol #slonce #dziecko #syn #mojewszystko #mug #water #dirt #dirtykid #relax #butalsowork #drivingnuts
A kuku mama. A kuku tata. A kuku miau. Czyli priorytety w życiu ✌🏻#czapka #kapelusz #nowamoda #pudelkonaglowie #cylinder #zabawa #klocki #dziecko #syn #mojewszystko #macierzynstwo #rodzicielstwo #dziecinstwo #hat #fun #kid #kidsofinstagram #instalike #instapic #instaphoto #funny #drivingnuts
"Pucio uczy się mówić" - wczoraj odebraliśmy przesyłkę, dziś czytaliśmy już ze trzy razy. Pierwsze wrażenie - super. Obojgu nam się podoba. 😂 Zobaczymy, czy rzeczywiście pomoże Księciuniowi w nauce mówienia. 🙊 #dziecko #ksiazka #ksiazkadladzieci #dzieckoczyta #czytanie #czytamy #naukamowienia #pucio #puciouczysiemowic #zabawylogopedyczne #naukaprzezzabawe #macierzynstwo #rodzicielstwo #syn #mojewszystko #jestembojestes #dzieciczytają #kid #reading #book #bookstagram #bookforkids #learning #fun #kidsbooks #kidsofinstagram #drivingnuts
W Ikeła kupuje się nie tylko meble i garnki. Mi na przykład coś ostatnio odbiło i zaczęłam rysować, a od jutra będę malować. Bo kto mi zabroni:D 🤓✍🏻👩🏻‍🎨🙈 pikny kubek zaś nabyłam ku pokrzepieniu serduszka, znaczy się aby w nim zaparzać jakąś niezwykle hipsterską herbatę i pobudzać swą wenę twórczą. Czy coś. 😂 #drobneprzyjemnosci #zakupy #kreatywnezakupy #kolorowezakupy #kolory #farby #pedzle #kubek #pisaki #ikea #bedeartystko #color #colors #colour #colours #painting #drawing #creativity #shopping #mug #instagood #instapic #instalike #instaphoto #drivingnuts #flatlay
Miłego wieczoru. Ja właśnie wzięłam i ocipiałam. Polecam. 🙈✌🏻💅🏻👄🤳🏻 #ocipienie #zawszenapropsie #normalnosc #jestnudna #face #twarz #selfie #samojebka #dziwneminy #miny #weird #weirdo #weirdface #funnyface #blackandwhite #b&w #boomerang #dziwolag #czarnobiale #funny #drivingnuts

Snapchat

Snapchat

Follow drivingnuts on Snapchat!