Rozmowa o pracę u łowcy jeleni. Jak pojechałam sadzić maniok


Jak już wam ostatnio wspominałam, przez minione 2-3 miesiące szukałam pracy. Szukałam przez większość czasu niezbyt intensywnie, bowiem przyzwyczajona do tego, że zazwyczaj praca jakoś sama wpadała mi w łapy, nie spinałam się zanadto. Raczej robiłam rozeznanie rynku. No to zaczęłam wysyłać cv, jedno, piąte, dwudzieste. Nic, zero odzewu. Pomyślałam – pewnie cv zrobiłam do dupy i odstrasza. Ale paru osobom pokazałam, wszyscy powiedzieli, że spoko i fajne. Skoro cv w porządku, to odzew zero – why? Wysyłałam odpowiedzi na ogłoszenia, dałam znać znajomym. I w końcu, gdy już zaczęłam tracić nadzieję, pojawiła się ona. Rozmowa o pracę.

1. Rozmowa o pracę w redakcji portalu internetowego

Pomyślałam sobie, dobra nasza. Co prawda piszę zarobkowo od jakichś sześciu lat i mam wykształcenie kierunkowe (dziennikarstwo internetowe), ale fakt faktem, że w redakcji portalu internetowego jeszcze na stałe nie pracowałam. Wyzwanie czyli. Wyzwaniem okazali się jednak głównie panowie, których buractwa nie przykryły nawet usilne starania miłej skądinąd pani HR-ówy. Rozsiedli się od niechcenia, strasznie znudzeni, ogromnie zblazowani, niesamowicie zadowoleni z tego, że piastują takie ważkie stanowiska, jak wydawca i redaktor naczelny. Jeden z nich nie wiem, czy chociaż raz oderwał wzrok od ekranu telefonu.

Zajrzałam wcześniej na ten portal, myśląc, że to taki typowo informacyjny, bo tak chyba kiedyś było, ale nie, niestety, oczom moim ukazała się kupa gunwa i treści typowo pudelkowo-plotkarskie. No ale spoko – myślę sobie, bardzo różnorodne działy, dobra nasza, obczaję jakiś lifestyle, jakiś fitness, jakaś uroda, parenting może, pięknie będzie. Ale gdzie tam. Okazało się, że panowie chcą, by każdy pisał o wszystkim, godziny pracy są od 6 do 22, siedem dni w tygodniu, w święta również. Kilkanaście tekstów dziennie plus jakieś posty na FB. Plus dyżury newsowe. Grafik ustalany z częstotliwością jaka im się trafi. Czasem z góry na trzy tygodnie, a czasem na dwa albo i jeden. Czyli – nie znasz dnia ani godziny.

A jak im powiedziałam, ile chciałabym zarabiać, podając stawkę taką, że dałoby się za nią posłać dziecko do żłobka i wynająć pokój w Wwie i zostałoby na chleb z margaryną (albo wynająć mieszkanie w Wwie i zostałoby na sam chleb), to zrobili bardzo dziwne miny.

2. Rozmowa o pracę w lokalnej gazecie

Później pojechałam do bardzo dużego wydawnictwa (z którym zresztą kiedyś współpracowałam), a konkretniej do jednej z warszawskich lokalnych gazet codziennych. Ogłoszenie, o ile pamiętam, tyle właśnie mówiło, nic więcej. Pojechałam tam więc jako osoba, która pisze, pisaniem się zajmuje, pisać potrafi i ogarnie różnorodną tematykę bez większego problemu. Przypominam, że to jest gazeta warszawska, ale newsowa, a nie O WARSZAWIE. Okazało się, że pojechałam dokumentnie nieprzygotowana. Usiadły ze mną trzy panie i przemaglowaly mnie zadając między innymi takie oto pytania:

  • jaką czytałam ostatnio książkę z Warszawą silnie zaznaczoną w tle?
  • proszę wymienić pomniki na Trakcie Królewskim
  • jakbym chciała zorganizować prelekcję o przyszłości architektury w Warszawie, to jakich prelegentów bym zaprosiła?
  • co sądzę o najmodniejszych trendach w stołecznej gastronomii

I wiele, wiele więcej w tym stylu. Ja rozumiem, że będąc twarzą warszawskiej gazety wypada coś o Warszawie wiedzieć, ale w tym przypadku moja diagnoza jest taka, że kogoś solidnie pogięło. To była najgorsza rozmowa o pracę ever.

3. Rozmowa o pracę w sklepie internetowym

A na koniec hit hitów. Zadzwoniła pani ze sklepu internetowego z zabawkami i akcesoriami dziecięcymi. Praca z zupełnie innej mańki, ale że z e-commercem też już miałam do czynienia, to czemu nie. Chcieli opisy produktów plus ogarnianie strony. Easy.

Pojechałam do siedziby firmy – ponure magazyny na końcu świata. Wprowadzono mnie do biura, a właścicielka poprosiła dziewczynę, która siedziała przy kompie, by zostawiła nas same. Dziewczyna odparła, że musi coś dokończyć. No to siedzimy w ciszy i czekamy, aż dziewczyna dokończy. W końcu właścicielka prosi, bym opowiedziała coś o sobie, by nie tracić czasu. Uhm, no dobrze. Gadam coś tam o tym, co robiłam ostatnio, o tym, że teraz jestem na macierzyńskim. Ile ma dziecko – chce wiedzieć pani. Podaję jej wiek. I kto będzie z nim zostawał? – pyta pani. To nie pani biznes zupełnie, ale jeszcze nie wiem, czy to nie będzie kiedyś moja szefowa, więc na wszelki wypadek jestem miła, choć wewnątrz już rośnie wkurw. Będzie z nim zostawał tata – mówię.

– Bo wie pani, ja sama mam czwórkę dzieci, to wiem, jak to jest, jak zaczną chorować. Ja się boję, że pani będzie ciągle nieobecna, jak dziecko będzie chorowało.

Przełykam cisnące się na usta obelgi, które wpadają do żołądka i tam nieprzyjemnie musują.

Pani zaczyna opowiadać o swojej firmie i stanowisku, na które szuka pracownika. Praca na pełen etat, umowa zlecenie, ale dają aż dwa tygodnie wypowiedzenia w tej umowie, bo są tacy kurwa humanitarni, no za to urlopów nie ma płatnych, więc to taki jedyny minusik, ale można brać nadgodziny, a w dni wolne i weekendy jak ktoś chce, to też nikomu pracowania zabraniać nie będzie. Firma się fantastycznie rozwija. Coraz więcej zamówień, tyle roboty, przed świętami to aż nie wiadomo w co ręce włożyć. Teraz jeszcze otworzyli showroom i trzeba tam obsługiwać klientów. Trzeba też porobić opisy produktów, odbierać telefony, odpisywać na maile, ogarniać zamówienia, a czasem nawet iść do magazynu i pakować. Bardzo dużo ogarniania, bo ludzie dzwonią i zadają różne dziwne pytania. Trzeba mieć łeb na karku i szybko łapać, słuchać rozmów współpracowników, tak by zawsze być na bieżąco ze wszystkim.

A jaka stawka by mnie interesowała właściwie? – informuje się pani. Podaję jej stawkę o pięć stów niższą, niż podałam w redakcji, bo coś mi się zdaje, że gdybym zasugerowała więcej, to dostałaby chyba zawału. Pani nadyma policzki i informuje, że nieeee, takich stawek to oni nie mają. No dobrze, mówię, ale to ja się przecież liczę z tym, że jakiś okres próbny musi być i wtedy stawka niższa. Miesiąc, dwa, trzy może nawet?

Pani na to stwierdza, że tu trzeba się bardzo dużo nauczyć, jest mnóstwo roboty i ona nie wie, czy nawet po roku zaufa tej osobie, którą zatrudni, na tyle, by zaproponować jej podwyżkę do 1800 złotych. Na razie – 1500 zł.

Aaaaaby nie zdechnąć z głodu w Warszawie

Z całym szacunkiem dla osób, które pracują za półtora kafla albo i mniej, ale chyba kogoś zdrowo popierdoliło, jeśli sądzi, że to jest uczciwa stawka, i że ktoś pracując w pełnym wymiarze godzin za tyle będzie w stanie w Warszawie się utrzymać, oczywiście zakładając, że ma swoje mieszkanie, bo jeśli nie, to w ogóle jest bez szans.

Tak się składa, że moja kumpela niedawno szukała pokoju do wynajęcia w Warszawie. Zaczęła z dość wygórowanymi wymaganiami: konkretna okolica, duże łóżko, pokój nieprzechodni, z internetem, bez właściciela. W końcu wylądowała zupełnie nie tam gdzie chciała, w domu-akademiku, w niewielkim pokoju, gdzie net chodzi jakby chciał a nie mógł, za około tysiąc złotych. TYSIĄC. Wylądowała tam z desperacji, bo nic innego nie udało jej się znaleźć. Bo gdy pojawiało się coś w rozsądnej cenie, to znikało w kilka minut (dosłownie). Ludzie się zabijali o pokoje, sami z siebie proponując wyższe stawki, byle tylko zaklepać sobie pokój. Gdyby chciała pracować u przedsiębiorczej pani od zabawek, to zostałoby jej pięć stów na życie, w tym na bilety komunikacji miejskiej, telefon, kosmetyki, o żarciu nie wspominając. Patologia – tyle w temacie.

Ja mam szczęście w życiu i nie mam póki co noża na gardle. I wiem (wierzę?), że istnieją fajni, uczciwi pracodawcy, którzy nie szukają jeleni do wyzysku, tylko zdolnych ludzi do stworzenia fajnego zespołu. Ale póki co, przyznaję bez bicia, ręce mi opadły i odechciało się wychodzić do ludzi, do korpo. Dzięki, postoję. Popracuję z domu sobie. Albo branżę zmienię. Poważnie rozważam wypasanie owiec w Bieszczadach. Albo sadzenie manioku gdzieś daleko, tam, gdzie się sadzi maniok. Albo testowanie materacy.

Zwłaszcza, że w cv mam podany adres tego bloga, więc teraz to już na bank nikt mnie nie zatrudni. <3

  • O, ja właśnie na etapie poszukiwania pracy i mogę dorzucić swoje cegiełki.
    Rozmowa o pracę w instytucie historii sztuki UWr – „czemu pani nie zrobiła mgr z historii sztuki? tak, mgr z filologii francuskiej też się oczywiście liczy, ale pani sobie zdaje sprawę, że to nie jest tylko wydawanie księgozbioru, ale też INFORMACJA NAUKOWA, więc wymagamy wiedzy z zakresu CAŁEJ historii sztuki”. No cisnęło mi się na usta, że wiedzę można zdobyć, ale umiejętności miękkich nie bardzo. Ale najlepsze wynagrodzenie – chcą magistra ze specjalistyczną wiedzą za minimalną krajową.
    Rozmowa o pracę w małej szkole językowej – bardzo miła atmosfera, czułam się jak na kawie. Pani chciała mnie zatrudnić jako lektorkę, pomoc biurową na pół etatu i osobę odpowiedzialną za fanpage. Byłam jedyną kandydatką. Poprosiła o zastanowienie się nad wynagrodzeniem za taką pracę, więc wysłałam stosownego maila z niewygórowanymi stawkami i wyszczególnionymi obowiązkami. 3 tygodnie milczenia, a jak się przypomniałam – „niestety nie możemy w tej chwili nawiązać z panią współpracy”. To po co zawracać głowę?! Gdybym się nie spodobała, nie prosiłaby mnie o szczegóły, a gdybym zawołała za dużo kasy, to przecież można zaproponować mniej… Wkurzyło mnie to nieziemsko, bo zależało mi na tej pracy i czekałam te 3 tygodnie na odpowiedź jak debil.

    • Te stawki są aż przykre, jak sobie myślę, że bardziej się opyla darować sobie studia i nauczyć się malowania paznokci albo ścian…

      Bo ludzie to debile i im się wydaje, że jak chcą kogoś zatrudnić, to kandydat powinien już w progu całować po rękach, że może pracować. Dżizas, nie potrzebujesz pracownika, to sam zapieprzaj, a jak potrzebujesz, to mu zapewnij wynagrodzenie, czy to jest jakieś skomplikowane? :/ Inna sprawa, że jak się ma swoją firmę, to podatki zabijają. Ja jak mam oddać naszemu pięknemu państwu 42% tego, co zarobiłam na jakimś zleceniu, to coś mi się w środku skręca.

  • Jak zwykle dobry tekst. Mam wrażenie, że część firm, które kiedyś uchodziły za wzór dobrego pracodawcy, wykorzystuje sytuację na rynku i wali w tzw. chuja…. bo może. Już od dawna nie widuje w mordorze ogłoszeń oferujących etat, wszędzie tylko zlecenie i sztucznie wydłużane okresy próbne, z kolei Ci co są już są zatrudnieni, co chwila słyszą, że sytuacja jest trudna, więc w tym roku nie będzie podwyżek/premii/13nastek/benefitów/etc. Pracodawca dobrze wie, że większość osób pokręci nosem, ponarzeka, ale ostatecznie zgodzi się na wszystko, bo jest sparaliżowana strachem o ciągłość spłaty kredytu, o dzieci, etc i wizją bezrobocia przez kilka miesięcy.

    • Dzięki.
      Mnie się wydaje, że wszyscy jeszcze próbują lecieć na temacie „kryzysu”. Ale najbardziej mnie wkurza, jak podaję stawkę taką, by spokojnie przeżyć, a ludzie na to nadymają policzki „oooj, to dużo powiedziałaś”. No sorry, jak wszyscy są ok z tym, że pracodawcy lecą w chuja, to nic dziwnego, że lecą. :/
      Naprawdę coraz częściej się zastanawiam, czy ja aby na pewno chcę szukać pracy, a nie stworzyć ją sobie sama.

  • Sarkazm przy kawie

    Uśmiałam się :) – piękne historyjki. Wiem, na granicy płaczu i zgrzytania zębów. Na pocieszenie powiem ci – przynajmniej nie wzięłaś takiej roboty, jak ja, mimo wewnętrznego głosu mówiącego NIE. Potem wytrzymałam prawie pół roku, zanim głos zaczął mówić spier… stąd! W Polsce w ogóle dobrze się miewa pół wolontariat – pracujesz prawie za darmo, żeby jakiś biedny miś mógł się szybciej dorobić. W niebiosach nam to uznają? :)

    • A dajże spokój, a te firmy, które zatrudniają stażystów, a po skończonym stażu zatrudniają… kolejnych stażystów? Oczywiście bezpłatnie. Jeśli to nie jest wyzysk, to nie wiem, co jest. I nie mówię tu o stanowiskach, na których NAPRAWDĘ można się czegoś sensownego nauczyć.

      A moja koleżanka pracowała niedawno w jednym z najpopularniejszych centrów medycznych. Stawka godzinowa, miesięcznie wychodziła absolutnie głodowa, ale call center rzadko bywa dobrze płatne, więc niech im będzie. Wygrali w życie, gdy ją zwolnili za to, że za dużo chorowała – mimo, że była na zleceniu, więc w razie nieobecności po prostu nie dostawała kasy. ZA TO UWAGA – w razie nieobecności, jeśli nie miała zwolnienia lekarskiego, to ONA IM musiała zapłacić tyle, ile sama by danego dnia zarobiła.

  • Nie ogarniam – stolarze do składania mebli za mniej niz 3,5K na łapę nie chcą nawet rano wstawać do roboty… Jakim ja byłbym cudownie kasiastym krwiożerczym kapitalistą, gdyby chcieli za 1,5K…

    • O, to to. Tymczasem dla tak zwanych pracowników intelektualnych taka stawka to często marzenie. o__O Nic nie mam do stolarzy, domyślam się, że ten zawód, jak każdy inny, wymaga jakichś predyspozycji, talentu, no i umiejętności. Ale szanujmy się, nikt nie powinien nie móc zarobić godziwej stawki = tyle, by mieć na zaspokojenie podstawowych potrzeb, takich jak dach nad głową, ubranie, jedzenie, rachunki, telefon, bilety…

      • No właśnie o to chodzi, żeby każdy zarabiał tak, żeby godnie żyć. Ale że takie stawki w zawodach, które przecież wymagają nie tylko wiedzy i doświadczenia, ale i predyspozycji, czyli nie każdy może je wykonywać?? Masakra…

  • Jak się dzisiaj dowiedziałam że moja szefowa- bohaterka Szef Cipa czyta mnie i wie że ja to ja to już mi wszystko jedno..serio..AAAA ?!!
    Z tym szukaniem roboty paranoja, mi się odechciało ale dla zasady wysyłam i chadzam albo i nie ;)

  • L.

    Bardzo bym chciała, żeby było normalnie i żeby pracodawcy i pracownicy szanowali się wzajemnie. Może w kolejnej erze.

O mnie

Cześć, mam na imię Natalia, ale mów mi Nat. Lubię muzykę Archive, kolor turkusowy i dobre filmy. Hobbystycznie przełamuję swoje lęki i krytykuję ludzi. Nałogowo powątpiewam. Na co dzień przyjaźnię się ze swoją nerwicą. Jestem introwertyczką. Bywam złośliwa. Używam ironii dużo i często. Nie trawię laktozy ani disco polo. Chcesz pogapić się na świat z loży szyderców? Siadaj!

Fanpage

Instagram

Dziecko budzi Cię po 5. Dogorywasz przy akompaniamencie bajek do 8. W końcu poddajesz się, wstajesz z wyra, robisz dziecku płatki z mlekiem, a sobie na rozruch herbatę. Zagadka: co może pójść źle?#protip #zaparzwode #zalejwrzatkiem #godihatemornings #poranek #macierzynstwo #rodzicielstwo #herbata #ironialosu #morning #motherhood #parenthood #nosleep #notea #tea #fail #coldwater
Dobrego poniedziałku!
#perspektywa #ma #znaczenie #tasamaosoba #tensamczas #roznepunktywidzenia #dystanskierwa #autoportret #twarz #ladna #brzydka #poniedzialek #perspectivematters #selfie #face #pretty #ugly #sameperson #sametime #differentangles #funny #isntitironic #happymonday
Kiedyś natura z nami wygra i nie mogę się powstrzymać żeby jej nie kibicować. A na zdjęciach Praga Północna i jej typowa flora. #praga #pragapolnoc #warszawa #mury #starebudynki #drzewowmurze #kropladrążyskałę #natura #mojemiasto #warsaw #oldbuilding #nature
A u nas trochę zmian. Książę T przy akompaniamencie własnego dramatycznego szlochu został pozbawiony swoich kudłatych loczków. Nie lubi okołowłosowych operacji, ale już trzeba było. Wygląda teraz jak prawdziwy Prażanin. No i dużo doroślej;) Wymieniliśmy też jego łóżko na doroślejsze i oddaliśmy do jego dyspozycji cały jeden pokój. Rewolucja w mieszkaniu zaowocowała generalnymi porządkami:) ale ja to w sumie uwielbiam pozbywać się rzeczy. Więc padam na ryj, ale ogólnie na plus. I mam już prawie dorosłego syna. :P #mojewszystko #dziecko #syn #matka #instamama #instadziecko #bajki #tablet #samozło #prawiedorosły #pokojdziecka #kid #son #proudmommy #instakid #kidsroom #cartoon #drivingnuts
Teneryfa po polsku.
#bloto #woda #brud #szczesliwedziecko #szlauf #wąż #stylowekapcie #prawiecrocksy #modabardzo #wakacje #relaks #weekend #orkanaugorze #dzialka #kopaniedolow #parasol #slonce #dziecko #syn #mojewszystko #mug #water #dirt #dirtykid #relax #butalsowork #drivingnuts
A kuku mama. A kuku tata. A kuku miau. Czyli priorytety w życiu ✌🏻#czapka #kapelusz #nowamoda #pudelkonaglowie #cylinder #zabawa #klocki #dziecko #syn #mojewszystko #macierzynstwo #rodzicielstwo #dziecinstwo #hat #fun #kid #kidsofinstagram #instalike #instapic #instaphoto #funny #drivingnuts
"Pucio uczy się mówić" - wczoraj odebraliśmy przesyłkę, dziś czytaliśmy już ze trzy razy. Pierwsze wrażenie - super. Obojgu nam się podoba. 😂 Zobaczymy, czy rzeczywiście pomoże Księciuniowi w nauce mówienia. 🙊 #dziecko #ksiazka #ksiazkadladzieci #dzieckoczyta #czytanie #czytamy #naukamowienia #pucio #puciouczysiemowic #zabawylogopedyczne #naukaprzezzabawe #macierzynstwo #rodzicielstwo #syn #mojewszystko #jestembojestes #dzieciczytają #kid #reading #book #bookstagram #bookforkids #learning #fun #kidsbooks #kidsofinstagram #drivingnuts
W Ikeła kupuje się nie tylko meble i garnki. Mi na przykład coś ostatnio odbiło i zaczęłam rysować, a od jutra będę malować. Bo kto mi zabroni:D 🤓✍🏻👩🏻‍🎨🙈 pikny kubek zaś nabyłam ku pokrzepieniu serduszka, znaczy się aby w nim zaparzać jakąś niezwykle hipsterską herbatę i pobudzać swą wenę twórczą. Czy coś. 😂 #drobneprzyjemnosci #zakupy #kreatywnezakupy #kolorowezakupy #kolory #farby #pedzle #kubek #pisaki #ikea #bedeartystko #color #colors #colour #colours #painting #drawing #creativity #shopping #mug #instagood #instapic #instalike #instaphoto #drivingnuts #flatlay
Miłego wieczoru. Ja właśnie wzięłam i ocipiałam. Polecam. 🙈✌🏻💅🏻👄🤳🏻 #ocipienie #zawszenapropsie #normalnosc #jestnudna #face #twarz #selfie #samojebka #dziwneminy #miny #weird #weirdo #weirdface #funnyface #blackandwhite #b&w #boomerang #dziwolag #czarnobiale #funny #drivingnuts

Snapchat

Snapchat

Follow drivingnuts on Snapchat!