Seriale, które kocham najbardziej


Z serialami nie jestem na bieżąco i nie wiem, jakie superprodukcje są planowane na ten albo przyszły rok. Więc jeśli należycie do grona serialomaniaków i jesteście super obyci, to niczym nowym Was nie zaskoczę. Ale jeśli nie bardzo jesteście w temacie, za to Waszym noworocznym postanowieniem było zmarnować w 2017 roku jak najwięcej czasu przed kompem, to voila! Oto subiektywny przegląd produkcji, które najbardziej na świecie uwielbia Nat. Uwaga – wymieniam trochę staroci. Albo za to jakich świetnych! Oto moje ulubione seriale:

Homeland

Zaginiony przed ośmiu laty amerykański żołnierz zostaje odnaleziony w irackiej kryjówce terrorystów. Wraca do ojczyzny otoczony glorią bohatera. Tylko jedna osoba – nie do końca stabilna agentka CIA – ma wątpliwości co do jego intencji. Jej zdaniem Brody mógł przejść na stronę terrorystów i planować zamach. Czy ma rację? Odpowiedź na to pytanie zmieni się wielokrotnie.

Ludzie krytykują postać Carrie Mathison, wyjątkowo ekspresyjne miny grającej ją Claire Danes i naciąganą fabułę. Fakt, Carrie tyle razy ledwo uchodzi z życiem, że mogłaby życiorysem obdzielić z tuzin serialowych postaci, ale ja to wszystko kupuję w ciemno. Nie wiem, co „Homeland” ma w sobie takiego, ale od pierwszego sezonu obgryzałam paznokcie aż po łokcie z końcem każdego kolejnego odcinka. Później wciągnęłam w niego P. i wspólnie zarywaliśmy noce. Co więcej, w trzecim sezonie ginie jedna z głównych postaci i wydawałoby się, że dalsze ciągnięcie serialu to już odgrzewanie kotleta. Tymczasem od tego momentu serial się jeszcze bardziej rozkręca, choć fabuła skręca wyraźnie w innym kierunku. Ja uważam, że chociaż Carrie (chorująca na chorobę afektywną dwubiegunową) faktycznie potrafi być niemożebnie irytująca, to zarazem Danes robi świetną robotę. Bo Carrie przecież MA być irytująca.

Największa jednak siła tej produkcji – mimo tak trudnej tematyki – leży w emocjach. Carrie to jedna wielka emocja. Jej życie to emocjonalny roller coaster. Jeśli Carrie ma szansę zrobić coś nierozsądnego albo wpakować się w tarapaty, to na pewno to zrobi. A na końcu i tak okaże się, że… miała rację. Jest może niezbyt dobra w życie, ale świetna w bycie agentką. Nawet, jeśli jej metody działania są, delikatnie mówiąc, nieszablonowe. Reszta aktorów również daje niezły popis. Pomijając Brody’ego oraz jego żonę i córkę (jedne z najbardziej denerwujących postaci, jakie kiedykolwiek widziałam na ekranie), pojawia się rewelacyjny Mandy Patinkin jako Saul Berenson, przyjaciel, przełożony i mentor Carrie. Ich relacja to jeden z najwspanialszych filarów całej tej historii. Nie znam się na zamachach, wojnach, CIA ani terroryzmie, więc nawet, jeśli scenariusz jest niemożebnie naciągany, to ja o tym nie wiem i wiedzieć nie chcę. Kocham ten serial już od czołówki. Mój ulubiony, ever. Nic mnie nigdy nie wciągnęło tak straszliwie, jak historia agentki CIA chorującej na ChAD i walczącej z terroryzmem.

~&*&~

Orange is the new black

Piper Chapman poznajemy jako całkowicie „normalną”, zaręczoną, atrakcyjną i wykształconą blondynkę w okolicach trzydziestki. W pierwszym odcinku nasza Piper dobrowolnie udaje się do zakładu karnego, by tam odbyć 15 miesięcy kary za pomoc w przestępstwie popełnionym dziesięć lat temu. Okazuje się, że będąc świeżo upieczoną dwudziestolatką, Piper miała krótki romans z organizacją przemycającą narkotyki oraz wcale nie taki krótki romans z… członkinią owego gangu. Te rewelacje nie spodobają się jej mieszczańskiej, poukładanej rodzinie ani nudnemu jak flaki z olejem partnerowi. Co z nią zrobi pobyt w kiciu? Co zrobi z jej relacjami z rodziną? Z jej związkiem? Mimo, że to placówka o złagodzonym rygorze, bohaterka niesamowicie szybko zacznie przechodzić gruntowną wewnętrzną przemianę. Ja wciągnęłam się w ten serial jak szalona i po nocach śniło mi się, że jestem w więzieniu, a całymi dniami zastanawiałam się, jak pobyt w pierdlu wpłynąłby na mnie i moją zrytą makówkę. Niesamowita jest błyskawiczna zmiana perspektywy i to, jak szybko więzienne problemy stają się dla Piper dużo ważniejsze, niż to, co dzieje się w „prawdziwym”, zewnętrznym świecie. Oczywistym jest, że mimo krótkiej kary, Piper wyjdzie z więzienia jako całkowicie inna osoba. Pytanie tylko, czy więzienie ją zmieni? Czy może raczej pomoże zrzucić płaszcz fałszywych przekonań o sobie samej?

Sam wątek Piper wzbogacony jest historiami pozostałych więźniarek, a są to naprawdę barwnie nakreślone i zagrane postaci. Z biegiem czasu poznajemy nie tylko ich teraźniejsze życie w więzieniu, ale też drogę, która doprowadziła je do tego punktu. Twórcy nie przebierają w środkach: pojawiają się odważne sceny seksu, cycki na ekranie, narkotyki i trupy. I zajebista Ruby Rose. Mimo tego, forma jest dość luźna i często twórcy bardzo wyraźnie mrugają okiem do widza. Serial funduje odbiorcy specyficzne poczucie humoru, nawet bardzo specyficzne, więc jeśli po paru odcinkach nie poczujecie do niego mięty, to bardzo możliwe, że to po prostu nie to. Ale spróbować warto. Ja kocham najmocniej. Oglądam już drugi raz. Ten serial mówi gruboskórnie i zarazem lekko o czymś cholernie ważnym, głębokim i newralgicznym: o odzieraniu się z grubych warstw iluzji na temat nas samych.

 

~&*&~

New girl

W skrócie: Jessica Day szuka pokoju po rozstaniu z chłopakiem. W końcu zamieszkuje z trzema facetami: gapowatym Winstonem, snobistycznym Schmidtem i nieudacznikiem Nickiem. Szybko się zaprzyjaźniają, co prowadzi do wielu przedziwnych i absurdalnych perypetii. Bohaterowie są w okolicy trzydziestki i każdy z nich co jakiś czas próbuje sobie odpowiedzieć na pytanie, co z nim nie tak, skoro jest singlem mieszkającym z niezbyt normalnymi współlokatorami, zamiast być już prawdziwym, ustatkowanym trzydziestolatkiem? W międzyczasie jednak po prostu chwytają dzień: dużo imprezują, sporo randkują, co chwila pakują się w tarapaty i nawzajem z nich wyciągają. A przy okazji dobrze się bawią.

Na jednym z najbardziej poczytnych popkulturowych blogów czytałam niegdyś dość mocno niepochlebną opinię o tym serialu. Byłam wielce zdziwiona, więc zajrzałam do komentarzy, spodziewając się tekstów w stylu „zwariowałaś?” czy „przecież to jest cudowne”. Nie znalazłam. Nie wiem, jak zagranico (podejrzewam, że tam serial radzi sobie lepiej, skoro leci już siódmy sezon), ale tu najwyraźniej do widzów średnio przemawia retoryka twórców „New girl”. Główne zarzuty obracały się wokół faktu, że rzekomo serial jest przegięty, a postaci przerysowane i nieprawdopodobne. Tymczasem gdy ja zaczęłam oglądać „New girl”, byłam w szoku: to o mnie i moich znajomych! Tak więc, misie pysie, jeśli jesteście normalni, ta produkcja wam się raczej nie spodoba, a jeśli macie naprawdę nierówno pod sufitem, to jest szansa, że będzie chemia. Ja ją po prostu uwielbiam, właśnie za to szaleństwo, jeżdżenie po bandzie, tonę absurdu, przepiękną Hannah Simone i wreszcie świetną, jedyną w swoim rodzaju Zooey Deschanel śpiewającą całymi dniami (ja robię to samo, choć z mniejszym talentem). Wspominałam o tym, jak bardzo absurdalny jest ten sitcom? Bardzo.

~&*&~

Czarne lustro

„Czarne lustro” to absolutny must see. Powinien być lekturą szkolną. Być może nie każdemu przypadnie do gustu, ale każdemu da do myślenia. Dawno (nigdy?) nie oglądałam serialu tak ryjącego mózg. Lubię science fiction (właściwie to chyba mój ulubiony gatunek), a wręcz uwielbiam, gdy to science fiction dodatkowo nie jest odziane w lateksowe, błyszczące kombinezony. W „Czarnym lustrze” świat przyszłości pozornie niewiele się zmienił w porównaniu z naszym obecnym. Ludzie, domy, nawet samochody – wszystko wygląda podobnie. Według mnie jest to dużo bardziej prawdopodobne, niż wizja tego, że wraz z rozwojem technologii wszyscy zaczną nosić dziwne koki na głowach i srebrne uniformy.

Sama technologia jednak poszła do przodu, wraz z nią zaś nadeszły zmiany – bardzo duże, choć często niewidoczne na pierwszy rzut oka. Co to z nami zrobi? Co to zrobi z naszym światem? Ze społeczeństwem? Z każdym z osobna? Na to pytanie serial próbuje odpowiedzieć w kolejnych odcinkach, a wszystkie są całkowicie odrębne fabularnie. Nie jest to przyjemna wizja. Pszczoły-drony, implant ludzkiej świadomości, a może ukryta w mózgu kamera, która nagrywa całe nasze życie? Twórcy „Czarnego lustra” pomyśleli chyba o wszystkim.

~&*&~

Mr Robot

O tym serialu jakiś czas temu było głośno i postanowiłam sprawdzić, czy słusznie. Słusznie. Niesamowity klimat. Świetny scenariusz. Piękne, dopracowane wizualnie zdjęcia, dobrana muzyka, ciekawy montaż. Dotychczas wyszły jedynie dwa sezony. Podobno drugi sezon przynudza – ja tego nie zauważyłam, dałam mu szansę i nie rozczarowałam się. W skrócie: grupa hakerów, czy raczej haktywistów, postanawia doprowadzić do rewolucji poprzez atak na ogólnoświatową korporację E Corp. W tym celu werbują genialnego programistę, Elliota. Nie wszystko idzie po ich myśli. Główny bohater będzie musiał – a widz razem z nim – dość mocno nagłowić się nad tym, co jest prawdą, a co iluzją. Do tego podobno sam proces hakowania jest pokazany w miarę realistycznie i widz nie jest traktowany w tym względzie jak idiota (czyli nie zawsze hakerom wystarczy toster do przeprowadzenia ataku hakerskiego). Jedną z najmocniejszych stron „Mr Robota” jest rewelacyjnie zagrany główny bohater. Hipnotyzująca, fascynująca i niejednoznaczna postać. Serial jest bardzo wysmakowany w formie, a jednocześnie solidnie popieprzony. I do tego nic nie jest takie, jak się wydaje. Jak dla mnie – trudno o lepsze połączenie.

~&*&~

True detective

Tu już mamy inną sytuację. Pierwszy sezon połknęłam jak młody pelikan, drugiego nie przebrnęłam. Niemniej, pierwszy sezon robi robotę i spokojnie można go obejrzeć jako zamkniętą całość. Mroczny i tajemniczy główny bohater, jego nierozgarnięty towarzysz i bardzo, ale to bardzo mroczna tajemnica małego miasteczka. W tle psychopaci, pedofile, dziwne świątynie i rytualne mordy. Przepiękne zdjęcia, niespieszna akcja, mało dynamicznych scen (a jednak nie brak napięcia), fantastyczny soundtrack. Bardzo smakowitości. W drugim sezonie zmieniają się bohaterowie, no i niestety. Ja zapałałam taką miłością do głównego bohatera pierwszej serii, że nawet Rachel McAdams mi tego nie wynagrodziła. Ciekawostka: podobno sam prezes HBO tłumaczył się z takiego spadku formy po genialnym pierwszym sezonie.

 

~&*&~

Buffy, the vampire slayer

Tego się nie spodziewaliście, co? Kiedyś, wiele lat temu, funkcjonowałam w internetowych grupach i forach luźno związanych z pisaniem. Na jednym z nich moi internetowi znajomi dostali w pewnym momencie bzika na punkcie seriali. Ja byłam na etapie, że seriale = „Klan”, więc nie mogłam zrozumieć, o co im chodzi. Nawet wiele lat temu mało kto chwalił się publicznie, że ogląda „Klan”. Wtedy oni krok po kroku zaczęli mnie oświecać i wyjaśniać, że seriale to nie to samo, co telenowele, i że zagranico niektóre seriale są bardzo wysokiej jakości. – Od czego zacząć, by być równie osom, co wy? – zapytałam więc. Jednogłośna odpowiedź brzmiała: Buffy! I tak oto, początkowo nastawiona równie sceptycznie co Wy teraz, obejrzałam siedem sezonów (tak, siedem sezonów) „Buffy, the vampire slayer”. Dwukrotnie.

Ten serial zawiera gumowe wampiry, dużo naciąganych wątków i modę z lat dziewięćdziesiątych. Jednak kiedy wejdzie się w klimat, można dostrzec głębszą symbolikę, fantastyczne poprowadzenie bohaterów przez okres ich dojrzewania, dużo smaczków w stylu „odcinek, który jest musicalem” albo „odcinek, który wywraca do góry nogami fabułę całego serialu”, specyficzny, ale miejscami naprawdę cudowny humor i sporo wzruszeń. To – całościowo patrząc – naprawdę niegłupia i poruszająca opowieść. A przy okazji głównej bohaterce przez siedem sezonów przydarza się wszystko: związek z wampirem, związek z nudziarzem, związek z wrogiem, wielka miłość, wielkie rozstania, wielkie przyjaźnie i wielkie rozczarowania, umierają jej bliscy, sama zabija bliskich, pojawiają się nie wiadomo skąd nowi bliscy, sama ginie, wędruje po różnych wymiarach, walczy z bogami, z ludźmi, z demonami i z własną głową. Buffy to produkcja już kultowa i wierzcie mi lub nie, ma rzesze wyznawców. Zdaję sobie sprawę, że prawie na pewno nie przekonam Was do odpalenia „Buffy…”, ale na koniec jeszcze proponuję wam filmik na YT, w którym autor lepiej ode mnie wyłuszczył, dlaczego warto.

~&*&~

Jeśli nie znacie któregoś z tych seriali, to już wiecie, jak możecie zmarnować przynajmniej kilka wieczorów.

W tym zestawieniu nie uwzględniłam wielu seriali, które wydały mi się nieco zbyt oczywiste. Wiadomo, że takie „House of Cards” czy „Gra o tron” to już klasyki i wysokobudżetowe produkcje świetnej jakości. Lubię i oglądam, ale lubią i oglądają je wszyscy, więc nie widzę sensu ich polecania. Podobnie z kultowymi „Friendsami”, których – uważajcie – pierwszy raz obejrzałam dopiero będąc w ciąży, czyli jakieś dwa lata temu. Jestem też wielbicielką „Twin Peaks”, ale i tu nie widzę sensu, by kogokolwiek przekonywać, że warto do niego zajrzeć. Warto? A można tego nie znać?

Jeśli macie jakieś ukochane seriale, zwłaszcza spośród tych mniej popularnych, to wiecie, co robić. ;)

  • Aleksandra Chołody

    Ja ostatnio zostałam wyciągnięta przez Banshee. Właśnie zaczęłam drugi sezon tylko jak to u mnie zwykle bywa mam tendencje do niedotrwania do końca. Cóż… zakończenia jakiekolwiek by były zwykle mnie dołują. Ale Banshee cudeńko jeśli komuś nie przeszkadzaja sceny walki i czasami lejaca się krew. Hmmm… co do pochłaniajacych rzeczy Good behaviour. Nie wiem dokładnie co takiego ma w sobie ten serial ale jak zaczęłam to nie sposób było sie oderwać, a czołówka majstersztyk :)

  • Zaciekawiło mnie czarne lustro…a w sumie seriale to też niespecjalnie moja pasja :) ostatnio oglądałam Belfra…i było to chyba pół roku temu :)

    • Belfer całkiem spoko był. :) A „Czarne lustro” jest o tyle idealne, że ma mało odcinków, a każdy z nich można oglądać kompletnie w oderwaniu od pozostałych.

  • Edyta Lebiedziewicz

    new girl… tak… zaczęłam dawno temu, potem zapomniałam i ostatnio wróciłam do niego. Super obsada i faktycznie nie dla normalnych ludzi :D Ja polecam Bibliotekarzy. Napiszesz o „Dawno, dawno temu”? Buffy -> Spike i najlepszy -> odcinek musical :D :D

    • „Dawno dawno temu” oglądałam dawno dawno temu;) musiałabym obejrzeć jeszcze raz, by sobie przypomnieć i móc coś o nim napisać, a szczerze… nie mam totalnie na niego ochoty;) pomysł ciekawy, ale rozczarował mnie ten serial. Scenarzyści coś mocno przedobrzyli. ;)

      • Edyta Lebiedziewicz

        Próbowali na siłę łączyć w dziwny sposób postacie z różnych bajek, stworzyć z nich jedną całość. Chyba sami się pogubili bo oglądałam do końca i w sumie nie wiadomo czy postacie są fikcyjne jako „normalni ludzie” żyjący w mieście zwanym „Storybrook” czy jako postacie z bajek, którymi w sumie są… yyy… no właśnie. Jedna wielka niewiadoma. :D

  • Buffy <3
    Ciekawi mnie wszystko oprócz New Girl, którego kiedyś spróbowałam i nie podeszło. :P
    I dam kiedyś drugą szansę Homeland!

    • My się jednak diametralnie różnimy, więc nie zdziwię się, jeśli już nic nigdy nie przekona Cię do „Homeland”, ale dla mnie to jest faworyt <3 ;D

O mnie

Cześć, mam na imię Natalia, ale mów mi Nat. Lubię muzykę Archive, kolor turkusowy i dobre filmy. Hobbystycznie przełamuję swoje lęki i krytykuję ludzi. Nałogowo powątpiewam. Na co dzień przyjaźnię się ze swoją nerwicą. Jestem introwertyczką. Bywam złośliwa. Używam ironii dużo i często. Nie trawię laktozy ani disco polo. Chcesz pogapić się na świat z loży szyderców? Siadaj!

Fanpage

Instagram

Dobrego poniedziałku!
#perspektywa #ma #znaczenie #tasamaosoba #tensamczas #roznepunktywidzenia #dystanskierwa #autoportret #twarz #ladna #brzydka #poniedzialek #perspectivematters #selfie #face #pretty #ugly #sameperson #sametime #differentangles #funny #isntitironic #happymonday
Kiedyś natura z nami wygra i nie mogę się powstrzymać żeby jej nie kibicować. A na zdjęciach Praga Północna i jej typowa flora. #praga #pragapolnoc #warszawa #mury #starebudynki #drzewowmurze #kropladrążyskałę #natura #mojemiasto #warsaw #oldbuilding #nature
A u nas trochę zmian. Książę T przy akompaniamencie własnego dramatycznego szlochu został pozbawiony swoich kudłatych loczków. Nie lubi okołowłosowych operacji, ale już trzeba było. Wygląda teraz jak prawdziwy Prażanin. No i dużo doroślej;) Wymieniliśmy też jego łóżko na doroślejsze i oddaliśmy do jego dyspozycji cały jeden pokój. Rewolucja w mieszkaniu zaowocowała generalnymi porządkami:) ale ja to w sumie uwielbiam pozbywać się rzeczy. Więc padam na ryj, ale ogólnie na plus. I mam już prawie dorosłego syna. :P #mojewszystko #dziecko #syn #matka #instamama #instadziecko #bajki #tablet #samozło #prawiedorosły #pokojdziecka #kid #son #proudmommy #instakid #kidsroom #cartoon #drivingnuts
Teneryfa po polsku.
#bloto #woda #brud #szczesliwedziecko #szlauf #wąż #stylowekapcie #prawiecrocksy #modabardzo #wakacje #relaks #weekend #orkanaugorze #dzialka #kopaniedolow #parasol #slonce #dziecko #syn #mojewszystko #mug #water #dirt #dirtykid #relax #butalsowork #drivingnuts
A kuku mama. A kuku tata. A kuku miau. Czyli priorytety w życiu ✌🏻#czapka #kapelusz #nowamoda #pudelkonaglowie #cylinder #zabawa #klocki #dziecko #syn #mojewszystko #macierzynstwo #rodzicielstwo #dziecinstwo #hat #fun #kid #kidsofinstagram #instalike #instapic #instaphoto #funny #drivingnuts
"Pucio uczy się mówić" - wczoraj odebraliśmy przesyłkę, dziś czytaliśmy już ze trzy razy. Pierwsze wrażenie - super. Obojgu nam się podoba. 😂 Zobaczymy, czy rzeczywiście pomoże Księciuniowi w nauce mówienia. 🙊 #dziecko #ksiazka #ksiazkadladzieci #dzieckoczyta #czytanie #czytamy #naukamowienia #pucio #puciouczysiemowic #zabawylogopedyczne #naukaprzezzabawe #macierzynstwo #rodzicielstwo #syn #mojewszystko #jestembojestes #dzieciczytają #kid #reading #book #bookstagram #bookforkids #learning #fun #kidsbooks #kidsofinstagram #drivingnuts
W Ikeła kupuje się nie tylko meble i garnki. Mi na przykład coś ostatnio odbiło i zaczęłam rysować, a od jutra będę malować. Bo kto mi zabroni:D 🤓✍🏻👩🏻‍🎨🙈 pikny kubek zaś nabyłam ku pokrzepieniu serduszka, znaczy się aby w nim zaparzać jakąś niezwykle hipsterską herbatę i pobudzać swą wenę twórczą. Czy coś. 😂 #drobneprzyjemnosci #zakupy #kreatywnezakupy #kolorowezakupy #kolory #farby #pedzle #kubek #pisaki #ikea #bedeartystko #color #colors #colour #colours #painting #drawing #creativity #shopping #mug #instagood #instapic #instalike #instaphoto #drivingnuts #flatlay
Miłego wieczoru. Ja właśnie wzięłam i ocipiałam. Polecam. 🙈✌🏻💅🏻👄🤳🏻 #ocipienie #zawszenapropsie #normalnosc #jestnudna #face #twarz #selfie #samojebka #dziwneminy #miny #weird #weirdo #weirdface #funnyface #blackandwhite #b&w #boomerang #dziwolag #czarnobiale #funny #drivingnuts
Instytut PAN, stacja badawcza w Popielnie. Tam właśnie żyją koniki polskie, potomkowie nieistniejących już tarpanów. Niektóre są w zagrodach, inne żyją w rezerwacie i jadąc przez las samochodem można je spotkać:) fajne miejsce na mapie Mazur. #popielno #mazury #konikipolskie #wakacje #lato #konie #polska #masuria #holidays #summer #horses #poland #horse #instaphoto #instapic #instalike #drivingnuts

Snapchat

Snapchat

Follow drivingnuts on Snapchat!