Soundtrack twojego życia, czyli autoportret dźwiękami


Wiem, że istnieją na świecie ludzie, którzy nie słuchają muzyki. Bądź tacy, co to słuchają tylko „a, co tam w radiu poleci”. Spuśćmy zasłonę milczenia na los tych nieszczęśników. My, ludzie zasłuchani, bez muzyki nie wyobrażamy sobie życia. Wyrażamy nią siebie, swoje emocje, swój obecny stan ducha, swój charakter, nawet poglądy. Chociaż głupie jest szufladkowanie ludzi, to przecież kto inny słucha metalu, kto inny disco polo.

Gdy byłam cierpiącą za milijony nastolatką, w chwilach zwątpienia w sens egzystencji dwie rzeczy pomagały mi łapać kontakt z rzeczywistością: pisanie i słuchanie muzyki. Kiedy w dźwiękach słyszałam to samo, co nieznośnie brzęczało mi w duszy, robiło się jakoś lżej. Później miewałam w życiu różne momenty – bywałam radosna, smutna, romantyczna, grobowo ponura, wściekła, euforycznie szczęśliwa, apatyczna… na wszystko miałam jakąś piosenkę. Najgorsze momenty w moim życiu to były chwile, gdy nie byłam w stanie i nie miałam nawet ochoty słuchać muzyki. To był ten etap depresji, gdy się już nic nie czuje. Gdy wracało mi czucie, wracała i ona – muzyka.

A ponieważ to był czasy, gdy nielegalnie ściągana empetrójka szła ponad pół godziny (o ile pobieranie nie zacięło się na 99%), a potem miałam awanturę o to, że moich szesnaście piosenek zawaliło cały komputer (a internet był na korbkę), to nie słuchałam tak wielu różnych rzeczy jak teraz i byłam o wiele bardziej stała w muzycznych uniesieniach. Dziś nawet nie wiem, czego tak naprawdę słucham, Spotify mi po prostu gra. Wtedy wszystkich pięć ukochanych piosenek znałam na pamięć co do jednego dźwięku.

Jedną z moich pierwszych muzycznych obsesji była ścieżka dźwiękowa do „Pearl Harbour” (tu wstawiłabym jakąś emotkę, ale mi nie wypada, ale jednak wyobraźcie ją sobie w tym miejscu, bo muszę jakoś zaznaczyć, że mnie to bawi i załamuje zarazem). Soundtrack był mniej więcej równie dramatyczny, jak moje ówczesne życie. Wewnętrzne, oczywiście, bo poza moją biedną główką, nie działo się w nim nic spektakularnego. Następnie nastały czasy Avril Lavigne, bo mój kuzyn przegrał mi kiedyś jej album. Ja oczywiście nie dysponowałam takim cudem techniki, jak nagrywarka, więc ta płyta to był mój skarb. Drugim skarbem był discman. Nie miał on tej zajebiście zaawansowanej funkcji niezacinania się przy wstrząsach, dlatego gdy szłam z lub do szkoły, usiłowałam dreptać na tyle sztywno, by móc przeżywać swoje wzniosłe katusze bez czkawki.

W nieco bardziej zaawansowanych technologicznie czasach odkryłam, że Dido nagrała więcej piosenek, niż trzy hity, które nadawała VIVA. To na nich uczyłam się angielskiego, bo zacięcie je sobie tłumaczyłam, gdy odkryłam, że są równie ponure, jak ja.

Na mojej playliście nie mogło zabraknąć depresyjnej Bartosiewicz i… szalonej Tori Amos. Tę ostatnią zaszczepiła mi moja rodzicielka, racząc nas długimi godzinami zapętlonej Tori. Bardzo głośno. I śpiewając razem z nią. Na szczęście moja awersja do jej muzyki trwała tylko kilka lat.

Gdy postanowiłam przestać być aż tak bardzo ponura, katowałam muzykę irlandzką. Z jakiegoś powodu poprawiała mi ona wtedy humor, don’t ask. Po maturze wydawało mi się, że jestem delikatną i romantyczną dziewczynką – wtedy na tapecie był soundtrack z „Amelii” i generalnie muzyka filmowa, a także eteryczny głos Evy Cassidy. Z 2007 rokiem kojarzy mi się głównie Tracy Chapman i Jeff Buckley (czyli znów dość ponuro), ale zarazem wtedy w końcu nadrobiłam braki, jeśli chodzi o muzyczną klasykę rocka i nie tylko. Przypadkiem dzięki piosence „No more sweet music” zaczęłam słuchać zespołu Hooverphonic i odkryłam, że istnieje coś takiego, jak trip-hop. Stąd była już prosta droga do muzycznego ozdrowienia. Kolejne lata to było przede wszystkim odkrycie Archive, których pokochałam miłością gwałtowną, szaleńczą i trwałą. To przy nich pierwszy raz porządnie się wkurwiłam: na siebie, na ludzi, na świat, na życie. A jak już się wkurwiłam, zapragnęłam zmian. A jak już zapragnęłam, to zaczęłam pomału-pomału wierzyć w siebie i z „Fuck You” w słuchawkach biegałam na treningi sztuk walki, by ponapierdalać w worek. Piękne czasy.

Z największej emocjonalnej mielizny wyciągał mnie album „Let The England Shake” PJ Harvey. W ciągu kilku dni Last.fm naliczył mi prawie 900 odtworzeń. W każdym razie zadziałało. Ewentualne późniejsze smuteczki leczyłam Radioheadem czy Massive Attackiem. Gdy wyruszyłam w podróż autostopem do Wenecji, w uszach grała mi Anathema i ich „Weather Systems”. W nieco bardziej rozrywkowych momentach życia polubiłam Rihannę i Gnarls Barkley. Ba, słuchałam nawet Wiza Khalify, czym zyskałam szacuneczek młodszego siedem lat brata.

Było też wiele pojedynczych piosenek, które nie przełożyły się na miłość do całej twórczości wykonawcy, ale jednak z jakiegoś powodu przez wiele dni rządziły na mojej playliście. One są trochę jak zdjęcia. Jeśli teraz ich słucham, to głównie po to, by przez chwilę poczuć się jak wtedy, przypomnieć sobie, jak to było: co myślałam, co czułam, jaka byłam, jakie było moje życie. To wszystko jest zapisane w moim mózgu nie jako obrazy, lecz głównie jako muzyka. Gdybym zrobiła sobie playlistę swojego życia, myślę, że wnioski byłyby względnie optymistyczne. Szkoła muzyczna nie przekabaciła mnie całkiem na stronę Bacha i Mozarta, ale słuchałam względnie mało totalnego shitu. Bardzo smutne piosenki, które kiedyś wypełniały moją playlistę, teraz pojawiają się na niej sporadycznie. Wiele różnych muzycznych gatunków się na niej pojawiło, niczego nie odrzucam. No, poza disco polo.

Teraz moja ścieżka dźwiękowa prowadzi mnie przez miejsca jasne i spokojne. Dziwny klimat – takie nostalgiczne szczęście. Czasem oglądam się za siebie i słucham tych swoich biednych nastoletnich piosenek. Ale też dużo nowych dźwięków spotykam na swojej drodze. Wszystkim daję dojść do słowa. Nie mam pojęcia, co pojawi się na moim soundtracku za miesiąc, za rok, za dziesięć lat, ale chciałabym, żeby już się za wiele nie zmieniało pod względem tonacji i harmonii.

A Ty? Dokąd prowadzi ścieżka dźwiękowa Twojego życia?

  • Archive :3 Kilka miesięcy temu kumpel zaraził mnie „Bullets” i tak jakoś wyszło, że nie umiem sobie radzić bez tej piosenki, szczególnie gdy włączy mi się tryb introwertyczny i muszę się schować za ścianą słuchawek przed ludźmi.
    O nie, historia muzyki mojego życia to bardzo skomplikowana sprawa jak na kogoś kto ma 19 wiosen. Mogłabym z tego napisać magisterkę. Szczególnie że kumpluję się z muzykami, chodzę na ich koncerty, jestem zewsząd bombardowana ciągle nową muzyką i nie mogę się zwyczajnie rozwijać jak przyzwoity młody człowiek, tylko muszę wszystko robić z jakąś muzyką grającą w tle.

    • Nat

      „Bullets”! <3 Kiedyś też wszystko robiłam z muzyką w tle. Teraz przywiązuję do tego mniejszą wagę, co nie znaczy, że nie gra mi w tle przez prawie cały czas ;)

  • Historia, którą opisałaś jest podobna do mojej – jeśli chodzi o perypetie z Internetem na korbkę i zacinającym się plikiem na 99% … co prawda inni artyści mnie ukształtowali, ale też miałam takie fazy melancholijne przeplatające się z radością i buntem. Teraz stawiam na dobre płyty CD odtworzone przez dobrze nagłaśniające kolumny …. :-) …

    • Nat

      No tak, ja też w końcu zaczęłam doceniać jakość dźwięku;) a korzystam głównie ze Spotify;)

  • Nie wyobrażam sobie życia bez muzyki. Niektóre płyty znam dosłownie na pamięć, np. płyty Pearl Jam, Bob’a Marley’a czy ścieżki dźwiękowe takie jak ‚Natural Born Killers’, ‚Dirty Dancing’. Mam bardzo zróżnicowaną kolekcję płyt dzięki temu mogę sięgac po różne dźwięki zaleznie od nastroju.

    • Nat

      Ja płyt może nie, ale niektóre piosenki znam co do dźwięku;)

  • Tez mam swoich ulubionych wykonawców których słucham w zależności od nastroju :) Wiele piosenek kojarzy mi się też w konkretnymi ludźmi lub wydarzeniami :)

    • Nat

      Najfajniejsze są, te które się silnie z czymś kojarzą. To właśnie one są jak muzyczne zdjęcia.

  • Iw

    Człowiek to jest jednak dziwny stwór, skoro może na raz słuchać i Edyty Bartosiewicz i Tori Amos. ;)

    • Nat

      Myślę, że gdyby ktoś chciał zaklasyfikować moją playlistę, to wyszłaby mu muzyczna schizofrenia ;)

O mnie

Cześć, mam na imię Natalia, ale mów mi Nat. Lubię muzykę Archive, kolor turkusowy i dobre filmy. Hobbystycznie przełamuję swoje lęki i krytykuję ludzi. Nałogowo powątpiewam. Na co dzień przyjaźnię się ze swoją nerwicą. Jestem introwertyczką. Bywam złośliwa. Używam ironii dużo i często. Nie trawię laktozy ani disco polo. Chcesz pogapić się na świat z loży szyderców? Siadaj!

Fanpage

Instagram

Dziecko budzi Cię po 5. Dogorywasz przy akompaniamencie bajek do 8. W końcu poddajesz się, wstajesz z wyra, robisz dziecku płatki z mlekiem, a sobie na rozruch herbatę. Zagadka: co może pójść źle?#protip #zaparzwode #zalejwrzatkiem #godihatemornings #poranek #macierzynstwo #rodzicielstwo #herbata #ironialosu #morning #motherhood #parenthood #nosleep #notea #tea #fail #coldwater
Dobrego poniedziałku!
#perspektywa #ma #znaczenie #tasamaosoba #tensamczas #roznepunktywidzenia #dystanskierwa #autoportret #twarz #ladna #brzydka #poniedzialek #perspectivematters #selfie #face #pretty #ugly #sameperson #sametime #differentangles #funny #isntitironic #happymonday
Kiedyś natura z nami wygra i nie mogę się powstrzymać żeby jej nie kibicować. A na zdjęciach Praga Północna i jej typowa flora. #praga #pragapolnoc #warszawa #mury #starebudynki #drzewowmurze #kropladrążyskałę #natura #mojemiasto #warsaw #oldbuilding #nature
A u nas trochę zmian. Książę T przy akompaniamencie własnego dramatycznego szlochu został pozbawiony swoich kudłatych loczków. Nie lubi okołowłosowych operacji, ale już trzeba było. Wygląda teraz jak prawdziwy Prażanin. No i dużo doroślej;) Wymieniliśmy też jego łóżko na doroślejsze i oddaliśmy do jego dyspozycji cały jeden pokój. Rewolucja w mieszkaniu zaowocowała generalnymi porządkami:) ale ja to w sumie uwielbiam pozbywać się rzeczy. Więc padam na ryj, ale ogólnie na plus. I mam już prawie dorosłego syna. :P #mojewszystko #dziecko #syn #matka #instamama #instadziecko #bajki #tablet #samozło #prawiedorosły #pokojdziecka #kid #son #proudmommy #instakid #kidsroom #cartoon #drivingnuts
Teneryfa po polsku.
#bloto #woda #brud #szczesliwedziecko #szlauf #wąż #stylowekapcie #prawiecrocksy #modabardzo #wakacje #relaks #weekend #orkanaugorze #dzialka #kopaniedolow #parasol #slonce #dziecko #syn #mojewszystko #mug #water #dirt #dirtykid #relax #butalsowork #drivingnuts
A kuku mama. A kuku tata. A kuku miau. Czyli priorytety w życiu ✌🏻#czapka #kapelusz #nowamoda #pudelkonaglowie #cylinder #zabawa #klocki #dziecko #syn #mojewszystko #macierzynstwo #rodzicielstwo #dziecinstwo #hat #fun #kid #kidsofinstagram #instalike #instapic #instaphoto #funny #drivingnuts
"Pucio uczy się mówić" - wczoraj odebraliśmy przesyłkę, dziś czytaliśmy już ze trzy razy. Pierwsze wrażenie - super. Obojgu nam się podoba. 😂 Zobaczymy, czy rzeczywiście pomoże Księciuniowi w nauce mówienia. 🙊 #dziecko #ksiazka #ksiazkadladzieci #dzieckoczyta #czytanie #czytamy #naukamowienia #pucio #puciouczysiemowic #zabawylogopedyczne #naukaprzezzabawe #macierzynstwo #rodzicielstwo #syn #mojewszystko #jestembojestes #dzieciczytają #kid #reading #book #bookstagram #bookforkids #learning #fun #kidsbooks #kidsofinstagram #drivingnuts
W Ikeła kupuje się nie tylko meble i garnki. Mi na przykład coś ostatnio odbiło i zaczęłam rysować, a od jutra będę malować. Bo kto mi zabroni:D 🤓✍🏻👩🏻‍🎨🙈 pikny kubek zaś nabyłam ku pokrzepieniu serduszka, znaczy się aby w nim zaparzać jakąś niezwykle hipsterską herbatę i pobudzać swą wenę twórczą. Czy coś. 😂 #drobneprzyjemnosci #zakupy #kreatywnezakupy #kolorowezakupy #kolory #farby #pedzle #kubek #pisaki #ikea #bedeartystko #color #colors #colour #colours #painting #drawing #creativity #shopping #mug #instagood #instapic #instalike #instaphoto #drivingnuts #flatlay
Miłego wieczoru. Ja właśnie wzięłam i ocipiałam. Polecam. 🙈✌🏻💅🏻👄🤳🏻 #ocipienie #zawszenapropsie #normalnosc #jestnudna #face #twarz #selfie #samojebka #dziwneminy #miny #weird #weirdo #weirdface #funnyface #blackandwhite #b&w #boomerang #dziwolag #czarnobiale #funny #drivingnuts

Snapchat

Snapchat

Follow drivingnuts on Snapchat!