To, czego ludzie nie mówią o rodzicielstwie


Przy małym dziecku to jest tak, że mówisz sobie „dobra, od dziś jestem superblogerę, publikuję regularnie”. A potem jest dwa miesiące później i ty nie wiesz, jak to się stało. Chociaż nie mam nic mądrego do powiedzenia, a nawet odnoszę wrażenie, że już naprawdę nigdy nie będę miała, to przynajmniej zrobię mały update a’propos tego, co u nas. Tak ogólnie, bo przecież, wiadomo, chronimy swoją prywatność i w ogóle nie jesteśmy ekshibicjonistami.

W ostatnim czasie nie wydarzyło się nic nowego, oprócz tego, że mój mózg na chwilę mi odpuścił i mogłam wstać z kanapy, trochę ogarnąć w mieszkaniu, zacząć się uczyć angielskiego, a nawet co jakiś czas wrzucać na twarz coś na kształt wyglądu, mejkap czyli. Gdy już wstałam, to zobaczyłam niechcący, że jestem tak-potwornie-gruba-że-ojejku. Tak, wiem, zaraz podniesie się larum, że przecież jestem szczupła i och, ach, nie kokietuj. Nie mówcie mi takich rzeczy. Jasne, że na świecie jest milion milionów ludzi grubszych ode mnie, ba, może nawet mieszczę się w tej chudszej połowie. Ale jednak całe życie byłam chodzącym wiórkiem, a teraz przypominam bardziej kasztaniaka (okrągły tułów, chude kończyny), i z jednej strony wciąż trochę mnie to bawi, a z drugiej – jednak poproszę z powrotem moją doskonałą przemianę materii, dziękuję uprzejmie. No więc spojrzałam w lustro i ujrzałam przyciężkawą słonicę, później spojrzałam na swego narzeczonego, który patyczakiem też nigdy nie był, a później zrobiłam krótki jadłospisowy rachunek sumienia i wyszło mi, że jednak my to głupi jesteśmy, bo jeśli jesteś tym, co jesz, to my jesteśmy tłuszczem i mąką z cukrzaną posypką.

Zarządziłam dietę. Nie, nawet nie dietę. Zarządziłam, proszę ja was, ZMIANĘ NAWYKÓW ŻYWIENIOWYCH. Wkopałam się tym niemiłosiernie, bo teraz moje życie toczy się wyłącznie w kuchni. P. bowiem na moje pytanie, dlaczego sam nie może zrobić śniadania odpowiada z miną bezbronnego kurczątka „bo nie wiem jak”. No tak. Pokrojenie sera i boczku jest do opanowania przez dojrzałego mężczyznę, ale pokrojenie awokado jest już nadmiernie skomplikowane. Mniej więcej na tej samej zasadzie to ja w domu ogarniam pranie, bo co prawda mój narzeczony ma trzy rodzaje prawa jazdy i wykształcenie elektroniczne, umie w domu wszystko naprawić, a nawet wystrugał dziecku kojec, ale wstawienie pralki z jakiegoś powodu jest dla niego nie do przejścia. Na szczęście akurat umiarkowanie lubię robić pranie, więc wszystko jedno. W zamian nie dotykam się do śmieci, psa ani gwoździ.

„Zmiana nawyków żywieniowych” brzmi strasznie i bywa straszna. Oznacza dla mnie długie godziny spędzone na wyszukiwaniu zdrowych przepisów i układaniu jadłospisu z parutygodniowym wyprzedzeniem. Raz w tygodniu muszę zrobić odpowiednie zakupy, bo P. przecież nie odróżnia kefiru od kaffiru (i wcale mu się nie dziwię), a później jeszcze muszę te dziwne specjały przyrządzić. A na koniec najgorsze – muszę znieść to, że mój wysiłek jest okraszony jego spojrzeniem zbitego spaniela i wyrzutami, dlaczego nie dorzuciłam do koktajlu z awokado ani trochę boczku dla smaku.

Ostatnio jedliśmy zdrowo przez jakieś dwa tygodnie, po czym nam się znudziło. Zobaczymy, jak będzie tym razem. Dziś zrobiliśmy sobie wolne od diety, ale uczyniliśmy to w celu uczczenia zdanego egzaminu P., więc się nie liczy. Poza tym carbonara, cola, ptasie mleczko i ptysie to jeszcze nie jest koniec świata. No dobra, mamy jeszcze paczkę czipsów. Ale od jutra znów sama sałata, więc jakoś to będzie.

Ostatnio wydarzyło się również to, że nasze dziecko, Książę T., skończyło rok, a ja niedługo potem zakończyłam etap karmienia piersią. Nie to, że uważam, że po roku mleko to sama woda, albo że dziecko się przyzwyczai. Bo to głupoty są. Ja wiem, że mleko mamy jest super i w ogóle, ale moim celem było wytrzymać rok, wytrzymałam i dłużej już psychicznie nie dawałam rady, głównie dlatego, że do momentu zakończenia karmienia musiałam się wstrzymać z lekami na migrenę. Teraz mogę znów radośnie faszerować się chemią. Nie jestem fanką faszerowania się chemią. Ale gdy mam migrenę, to jestem w stanie nafaszerować się naprawdę absolutnie wszystkim, by jej nie mieć.

Z newsów – nasze dziecko, skończywszy rok, weszło w etap buntu dwulatka. Nasze idealne dziecko zamieniło się w 75-centymetrowego potwora, który rzuca się na ziemię, wygina w chińskie osiem i piszczy tak, że autentycznie, fizycznie bolą mnie uszy. Piszczy w dzień, piszczy w nocy. Czasem się budzi nad ranem i skacze mi po głowie. Czasem ma cały dzień zły humor i mam wtedy nieodparte wrażenie, że robi mi na złość, bo jedyne, co naprawdę wydaje się zaprzątać jego roczny umysł, to:

  • wejść do kuwety i pobawić się kupami kota
  • rozlać wodę psa i rozsmarować po pokoju
  • wytarzać się w psim legowisku
  • rozsypać psie chrupki i zeżreć
  • zjeść kartony po jajkach
  • zjeść książki, wszystkie
  • zrzucić laptopa ze stołu
  • złapać kota za ogon
  • piszczeć.

Polecam serdecznie. Jeśli wcześniej myślałam, że nie mam życia i cierpię na depresję, to byłam idiotką. Teraz naprawdę nie mam kiedy się w spokoju wysikać. Wszyscy, którzy nienawidzili nas za to, że mamy grzeczne dziecko, mogą teraz odetchnąć z ulgą. My też mamy przejebane. Jeeee! „Witaj w moim świecie” – powiedzą owi rodzice. No witajcie, witajcie. Fajnie tu macie. Kiedy kaftan-party?

Tak, że tak. Jeśli by się ktoś zastanawiał, dlaczego nie publikuję tekstów o książkach i filmach, to dlatego, że oglądam głównie Teletubisie, a czytam głównie etykiety produktów spożywczych. Myślę, że powinnam sobie w widocznym miejscu wytatuować coś w stylu „wdech, wydech”, żebym miała co czytać w chwilach, gdy mój mózg jest na Jowiszu i przy okazji nie zapomniała oddychać.

Siedzieliśmy ostatnio z P. na kanapie, Książę T. łaził dookoła stołu wydając z siebie piskliwe, miarowe wrzaski, myśmy już olali tę wodę psa, te kudły, i w ogóle olaliśmy wszystko, i tylko patrzyliśmy przed siebie, czyli na ścianę, z pustymi spojrzeniami. I P. wtedy powiedział mądrość wielką, a brzmiącą, jak następuje:

„Robienie sobie dzieci jest jak sado-maso. Doskonale wiadomo, że będzie kompletnie przejebane, a ludzie i tak to robią”.

Dziękuję, dobranoc.

  • To brzmi trochę jak powrót do przeszłości i kalka mojego życia :O Mam w domu identyczne egzemplarze! 3 letni i 33-letni. Tego młodszego zazdrościli mi do roku, potem jakoś im przeszło. A niedawno pojawił się na dokładkę 8-tygodniowy facet nr 3, więc jeszcze powtórka z rozrywki przed mną :P PS: Mówiłam, że się polubimy ;)

  • Uwielbiam! Chociaż muszę przyznać, że trochę niepokoi mnie lajk od mojej Madzi. Mam wrażenie, że to coś głebszego niż tylko „lubię to”, bardziej takie „Been there, done that” przy okazji zmiany „nawyków żywieniowych” i alergii na pralkę ;)

    • Hehehehehehe:D Ale ma dziewczyna gest, skoro jednak powstrzymała się od publicznego komentarza na ten temat;D

O mnie

Cześć, mam na imię Natalia, ale mów mi Nat. Lubię muzykę Archive, kolor turkusowy i dobre filmy. Hobbystycznie przełamuję swoje lęki i krytykuję ludzi. Nałogowo powątpiewam. Na co dzień przyjaźnię się ze swoją nerwicą. Jestem introwertyczką. Bywam złośliwa. Używam ironii dużo i często. Nie trawię laktozy ani disco polo. Chcesz pogapić się na świat z loży szyderców? Siadaj!

Fanpage

Instagram

Ahoj Warszawo! Czapki na łby, rękawiczki na paluchy! Winter is coming❄️☃️⛸❤️🎉
#zima #snieg #warszawa #mojemiasto #park #krolikarnia #pieknie #idaswieta #mojaporaroku #zimno #wspaniale #winter #snow #warsaw #mycity #beautiful #niceview #winteriscoming #cold #awesome #drivingnuts
Droga do pracy #nienajgorsza
#praca #warszawa #krolikarnia #woda #staw #mokotow #drzewo #wschodslonca #ladnie #niceview #warsaw #park #nature #sunrise #beautiful
PKiN usłyszał, że grozi mu zagłada i zbladł.
#pkin #palackultury #palackulturyinauki #warszawa #warsaw #palaceofcultureandscience #stillstanding
Tak to ja mogę pracować 😎🦄
#pracazdalna #najlepszywynalazek #lozko #ulubionemiejsce #praca #pisanie #copywriting #writing #homeworking #home #work #butalsochill #motherhood #drivingnuts
I would marry turquoise. And I just can't hide it. 😂
#turkusowy #najlepszy #kolor #manicure #zeszyt #dlugopis #koszyki #wszystkopiekne #ladnerzeczy #ztigera #turquoise #color #colour #beautiful #notebook #flyingtiger #prettythings #obsessed #turquoisenails #drivingnuts
Promocja była. Wobec książek jestem bezradna🙈 @znak.com.pl robi mi to regularnie 🙈👌🏻
#ksiazki #duzoksiazek #uzaleznienie #uzaleznienieodksiazek #nalogowekupowanieksiazek #kiedytoczytac #takczytam #books #bookstagram #booksale #booksaddict #helpless #booklover #instabook #drivingnuts
Rehearsal 😍 #choir #concert #singing #studiopolskiegoradia #chor #koncert #proba #muzyka #music #rehearsal #stage #missedit
Nat&Edi. Since 1998. ❤️ #friendship #friends #bff #girls #selfie #boomerang #funnyface #ohsocrazy #nevergrowup
Dziecko budzi Cię po 5. Dogorywasz przy akompaniamencie bajek do 8. W końcu poddajesz się, wstajesz z wyra, robisz dziecku płatki z mlekiem, a sobie na rozruch herbatę. Zagadka: co może pójść źle?#protip #zaparzwode #zalejwrzatkiem #godihatemornings #poranek #macierzynstwo #rodzicielstwo #herbata #ironialosu #morning #motherhood #parenthood #nosleep #notea #tea #fail #coldwater

Snapchat

Snapchat

Follow drivingnuts on Snapchat!