Wiosna, lato, jesień, zima


Wiosna, bo budzi się nowe, wiosna, bo zmiany. Lato, bo gorąco nieznośnie, bo w planach już wakacje, bo słońce razi w oczy. Jesień, bo skoro nowe idzie, to stare odchodzi. Zima, bo czasem coś kłuje w środku lodowatym zimnem.

Kiedyś chyba nawet lubiłam ten stan. Gdy na zewnątrz właściwie nic się nie dzieje, a w głowie huragan. Gdy ludzie widzą spokój, a w środku masz trzy tysiące emocji na sekundę. Gdy chcesz cokolwiek napisać, opowiedzieć to komukolwiek, ale nie da się, słowa więzną w gardle, palce plączą się na klawiaturze, długopis bez sensu ślizga się po kartce, pozostawiając po sobie bliżej niezidentyfikowane bazgroły zamiast liter.

Ale teraz trochę mnie ten stan uwiera, bo nie po to zbudowałam sobie tę scenę, by tej garstce zaciekawionych, co dali mi jakiś tam kredyt zaufania, powiedzieć nic. By stanąć przed nimi ze słowami więznącymi w gardle i usiłować telepatycznie wtłoczyć im w mózgi ten dziwny bałagan chaotycznych myśli i wrażeń. Czuję się trochę jak aktor, który w połowie spektaklu zapomniał tekstu sztuki, ba, zapomniał sensu spektaklu, myśli przewodniej, zapomniał nawet, kogo grał.

Kogóż więc grałam?

Nie wiem, nie pamiętam, czy to ważne?

###

Książę T. siedzi obok, świeci swymi dwoma ostrymi ząbkami i rzecze:

– Bababa babababa.

Ani myśli raczkować, ale że miski psa są najbardziej fascynującą rzeczą w jego świecie (może na równi z tabletem), to ogarnął ruch gąsienicy i w ten sposób tarza się po fruwających wszędzie kudłach psa w tę i nazad.

###

Wprowadzam reżim zdrowego odżywiania, że niby pięć razy dziennie, warzywa i takie tam. Nie dość, że z P. zaczynamy wyglądać jak dwa pączki, to mamy coraz mniej energii. No to stoję w kuchni i robię jakieś wegańskie cuda na kiju, jakieś mięso na oleju rzepakowym tłoczonym na zimno, bułki odeszły do lamusa, czekoladowy mus robi się z awokado, a makaron jest z ryżu. Mogłabym chociaż robić zdjęcia temu żarciu, na Instagram wrzucać, jak każdy normalny bloger, ale jakoś nie wychodzi. Miało być bieganie, siłownia miała być, ale najpierw trzeba posprzątać, a to jest never ending story. Ba. Never starting story.

###

Odrost chcę zrobić, no to przychodzi fryzjerka i mi farbuje moje blondy, mówi, że słabszą wodę do rozjaśniacza weźmie, żeby włosów mi nie palić. Pomysł okazuje się zły, bo poprzednio użyty w salonie rozjaśniacz był mocny, w efekcie odrost jest żółty, dalej włosy prawie białe, a końce to coś pomiędzy. Płukanka, niebieski szampon, toner nawet – nic nie pomaga. Czy chce mi się po raz dżylion ósmy iść do salonu i siedzieć pięć godzin, by ratować kudły? Krótki rachunek sumienia: w dupie. Idę do kerfa, biorę farbę za piętnastaka, włosy już nie są blond. Są ciemne. Po kilku latach blondu. Najpierw dziwnie, potem myśl – kurczę, to ja. Przecież to mój prawdziwy kolor. Tak wyglądam.

###

– Jedźmy do Norwegii… – szarpię P. za rękaw. On w tym czasie szuka przyczep samochodowych.

– A może kupimy taką do przewożenia konia? – pyta.

– Nie mamy konia – informuję.

– Ale do niej dużo rzeczy się zmieści.

Czy przeprowadzka do Norwegii w przyczepie na konia to dobry pomysł? Nie wiadomo. Może jednak kupmy przyczepę na przedmioty. Albo sprzedajmy Lancię piękną, lecz niepraktyczną, a w zamian kupmy ciężarówkę brzydką i pojemną.

###

Brać ze sobą dobytek nasz cały? Czy jest sens targać meble przez pół Europy? W końcu to nie Ludwik XVI, tylko głównie sklejka z Ikei. To, co myśmy tu kupowali za pół pensji, Norwegowie oddają za darmo lub za grosze. W dobrym stanie, mało używane. Nie ma sensu to wszystko, lepiej chyba oddać w cholerę, sprzedać, zacząć od zera. Co z tego, że od zera, nie pierwszy i nie ostatni raz. Czy się boję? Nie, chyba nie. Tylko mi się pakować nie chce. Być może dlatego, że nic mi się nie chce. Energii starcza mi na parę dni gotowania zdrowych potraw, później muszę na trochę zamieszkać na kanapie.

###

– Ale fajnie, że jedziecie, będziemy mieć metę w Oslo – cieszą się jedni.

– Bardzo dobra decyzja, tu się nie da żyć, nie ma perspektyw – mówią drudzy.

– Jak wy sobie poradzicie? Jak znajdziecie pracę? Skąd weźmiecie pieniądze? Co zrobicie bez rodziny i przyjaciół? Co, jeśli stracicie pracę? Przecież nie znacie języka, a w ogóle to Barnevernet zabiera dzieci – straszą nas pozostali.

Zamykam oczy. Owinęłabym się wełnianym kocem, ale za gorąco. Więc z perspektywy zielonej kanapy ogarniam wzrokiem rzeczywistość i maluję swoją twarz pod czułą opieką tutoriali na jutubie. Potem ajfonem cykam selfie i czuję się trochę normalniejsza. Przed i po. Brzydka – ładna. Brzydka – ładna. Trochę mazideł: tu kremowy, tam zielony, tu trochę czarnego. Brzydka – ładna.

###

– Hyggelig å møte deg – mówi pani z jutuba. Powtarzam za nią. Bardzo mi miło, bardzo, w rzeczy samej. P. robi wielkie oczy.

– To brzmi jak chiński – oznajmia.

E tam. E tam, e tam, e tam. Wszystko e tam.

Kumpela ślub bierze, do Lublina jedziemy za tydzień. Kupuję sukienkę, potem w domu mierzę. Fajna, no fajna, tylko ten brzuch taki ogromny, jak piąty miesiąc, chociaż w środku tylko flaki, żadnych dzieci. I szpilek nie mam. Nie istnieją takie w moim rozmiarze. Odsyłam do Zalando trzy pary pięknych szpilek, wszystkie za małe. Jadę do A., ona też wysoka i stópkę ma niczego sobie. Trzydzieści par szpilek w kartonach na korytarzu (oni też się przeprowadzają), przymierzam, wszystkie za małe, jak to możliwe, czy ja jestem jakimś jebanym kurwa yeti? W końcu jedne, takie, co miała w bagażniku samochodu, może nie są wygodne, ale przynajmniej przejdę w nich ze trzy metry. Uff. To teraz szukać nowej sukienki pod buty. A co z włosami? Co z twarzą? Przecież na weselach ludzie muszą być ładni. Nogi wydepilować, brwi oskubać, paznokcie pomalować. Tyle ciężkiej pracy. Strasznie mi się nie chce nawet próbować, ale jak to tak, nie być ładną na weselu.

W Norwegii nie będę ładna, postanawiam. Bez mejkapu, z włosami każdy w inną stronę, będę jeździć gdzieś w dzicz i siedzieć całymi dniami nad brzegiem jeziora, odganiając komary i jedząc zdrowe szaszłyki z ogniska, które rozpalę, ponieważ tam to jest legalne. A Książę T. będzie pełzał po trawie, bo prawdopodobnie nie będzie w niej grubej warstwy papierosów i stłuczonego szkła. Deszcz będzie na nas padał, no i co. E tam.

E tam, e tam, e tam.

fot. Masakazu Matsumoto
  • L.

    Natalko! Ściskam Cię mocno. Wiem, co przechodzisz. Wszystko będzie dobrze, i chuj, bo ja tak mówię i Bohater Gośki Halber mówi tak też.

O mnie

Cześć, mam na imię Natalia, ale mów mi Nat. Lubię muzykę Archive, kolor turkusowy i dobre filmy. Hobbystycznie przełamuję swoje lęki i krytykuję ludzi. Nałogowo powątpiewam. Na co dzień przyjaźnię się ze swoją nerwicą. Jestem introwertyczką. Bywam złośliwa. Używam ironii dużo i często. Nie trawię laktozy ani disco polo. Chcesz pogapić się na świat z loży szyderców? Siadaj!

Instagram

Zaczęliśmy przygodę z zajęciami dla dzieci, więc Księciunio się dziś uspołeczniał, a następnie padł. Nie ukrywam, że to mój ulubiony moment dnia 😎#poltorejgodzinylaby #metime #motherhood #parenting #kid #kidsofinstagram #sleep #nap #naptime #chillout #relax #coffeetime #czasnakawe #rodzicielstwo #macierzynstwo #dziecko #mojewszystko #drivingnuts
Dom z mojego dzieciństwa i krew z mojej krwi. Wzrusz. #dziecko #rodzicielstwo #macierzynstwo #dom #wspomnienia #wakacje #poznan #sentyment #kid #kidsofinstagram #babyboy #house #oldhouse #memories #summertime #instapic #instalike #drivingnuts
Koszmar Porządnego Rodzica. Błoto i woda czyli gwarantowane zapalenie płuc, tężec i pląsawica nóg. 😂 Moje dziecko przez kilka godzin dosłownie kwiczało ze szczęścia. 🐷😁 #kid #kidsofinstagram #babyboy #mug #lake #water #dirty #chill #relax #fun #dirtykidshappykids #happy #motherhood #parenting #rodzicielstwo #dziecko #mojewszystko #zalewzegrzynski #jezioro #dzieckowkaluzy #bloto #brud #szczescie
No siema. 
#ryj #krzywyryj #selfie #samojebkazrąsi #ja #lato #slonce #zalew #jezioro #relaks #weekend #odpoczynek #grill #lake #summer #sunny #me #relax #chill #hello #barbecue
Miłe złego początki;) tak się relaksowaliśmy wczoraj. Później było tylko gorzej. Albo lepiej. Zależy jak patrzeć. #kid #kidsofinstagram #nature #mud #water #weekend #chillout #happy #childhood #dirtykidshappykids #feet #fun #parenting #rodzicielstwo #macierzynstwo #dziecko #stopy #bloto #brudnedziecitoszczesliwedzieci #zegrze #dzikaplaza #natura #jezioro #zalew
Nawet czekanie w nfz-owskiej przychodni moze poskutkować widokiem miłym dla oka😍
#wczoraj #ladneniebo #niebo #chmury #praga #warszawa #pragapolnoc #katedrapraska #florianska #sky #skyporn #clouds #sunnyday #summer #yesterday #warsaw #city #mycity
Krasnoludek. 
#park #skaryszewski #warszawa #lato #grzyby #natura #przyroda #dziecko #mojewszystko #warsaw #summer #nature #nice #green #city #boy #toddler #childhoodunplugged #child #chillout #relax #perspective
Z dachu widać najlepiej 😎
#nadachu #panorama #warszawa #widok #wieczor #weekend #chill #chillout #ontheroof #niceview #evening #warsaw #city #relax #sky
Warsztaty chórowe, a po nich #obiad i #ognisko w #zagrodaojrzanow

#pieknie #chmury #woda #niceview #water #nature #ojrzanow #natura #staw #relaks #relax #chilling #weekend #summer

Snapchat

Snapchat

Follow drivingnuts on Snapchat!