Wszyscy jesteśmy nie dość dobrzy


Bo wiecie, problem polega na tym, że przez całe życie mam sporo momentów, gdy czuję się nie dość dobra. Nie dość dobra, by wziąć udział w jakimś-tam konkursie, nie dość dobra, by uwierzyć, że mogę osiągnąć Prawdziwy Sukces w czymś-tam, nie dość dobra, by zwrócić na siebie uwagę jakiegoś-tam chłopaka, który mi się podobał, nie dość dobra, by przestać próbować być fajniejsza, by wyluzować i odpocząć, nie dość dobra, by po prostu nie czuć się gorsza od tych lepszych. Czuję się tak nie tylko dlatego, że Facebook i Instagram zmuszają nas do brania udziału w festiwalu rzekomej zajebistości wszystkich naszych pseudoznajomych. Czułam się tak już przed erą social mediów. Wiem, że nikogo nie obchodzi, skąd mi się to wzięło, i jest to temat może na psychoterapię, lecz raczej nie na blog. Ale chcę pogadać o tym, co z tego wynika. Czym to skutkuje. Nie dlatego, że jestem pępkiem świata, choć to też, ale dlatego, że to w jakimś stopniu dotyczy większości z nas: wszyscy jesteśmy, bywamy, nie dość dobrzy.

Jak się zsikać na scenie i nie zwariować?

Mam taką teorię, choć bardzo możliwe, że ona nie jest ani nowa, ani moja, że tak naprawdę największą wartością naszych czasów jest nie pieniądz, znajomości, talent, łut szczęścia czy ciężka praca, ale umiejętność sprzedania się. Brzydko to brzmi, ale chodzi mi raczej o miks autoprezentacji ze zdrowym poczuciem własnej wartości, dystansem, poczuciem humoru i niczym niezmąconą pewnością siebie. Bardzo wiele osób uważa się za pewne siebie, ale w rzeczywistości to wszystko jest podszyte lękiem o to, jak zostaną odebrani, a ich bezczelność, czasem nawet arogancja, to tylko jedna z broni przeciwko wyimaginowanym pociskom pogardy. Ludzie, którzy odnoszą prawdziwe sukcesy to moim zdaniem często ludzie, którzy NAPRAWDĘ umieją nie przejmować się krytyką, porażką, nawet kompromitacją. Ludzie, którym nie wychodzi zaś, to osoby, które reagują na to prychnięciem, ale to tylko zasłona dymna, a w tym prychnięciu jest masa lęku i bólu i pytania o to, co dalej, co teraz ze mną będzie, czy ja zniosę te krytyczne spojrzenia.

Dlatego moim wielkim marzeniem jest stać się osobą kompromitacjoodporną. Taką, która nawet jak się zsika na scenie, to obróci to w świetny żart. No dobra, nie łudzę się – jakbym się zsikała na scenie, to nie wyszłabym z kartonu do końca życia. Ale wiecie, o co chodzi. Na szczęście nie przebywam zbyt często na scenach, więc mam na to nikłą szansę.

Wtedy okazałoby się może, że tak naprawdę mam wenę do pisania. I że odkąd przestałam się przejmować, czy ten tekst jest komuś potrzebny, czy się spodoba i czy jestem dość fajna, by w ogóle proponować ludziom czytanie moich wypocin, piszę jak najęta. I pewnie te teksty pisane tak dogłębnie prosto z mojego mózgu byłyby może nawet o wiele lepsze, niż takie poprzedzone długim namysłem, czy aby na pewno się za to brać. Kiedyś pisałam dużo, bardzo dużo, prozy, wierszy nawet, fanfiction, pamiętników, listów, wszystkiego. Nie publikowałam tego, a jeśli publikowałam, to pod pseudonimem, na forum, na którym mało kto mnie znał. Dzięki temu nie ograniczałam się zbytnio. I te teksty wybitne może nie były, ale gdy po kilkunastu latach do nich wracam, nadal niektóre mi się podobają. Wiadomo, coś bym przygładziła, coś usunęła, ale czytam je bez żenady. Ale absolutnie ulubiony swój tekst zaczęłam pisać mając zaledwie jakieś 19 lat. Tak, dziesięć lat temu. Usiadłam wtedy nad Wordem i stwierdziłam, że oto napiszę teraz coś, czego nigdy, ale to nigdy nie opublikuję. I że nie będę robić absolutnie żadnej cenzury. Miałam wtedy taki flow, że aż sama sobie go teraz zazdroszczę.

Skoczyć czy rozbić namiot?

Niektórzy się w końcu przełamują i albo zaczynają wierzyć w swoją zajebistość, albo perfekcyjnie ją udawać. Na początku to nie ma większego znaczenia – ważny jest efekt – ludzie nawet udawaną pewność siebie biorą za dobrą monetę. Inni, jak ja, stoją na krawędzi przepaści i patrzą w dół, całymi latami zastanawiając się, czy skoczyć, czy może skonstruować najpierw spadochron, a może obrócić się na pięcie i pójść w drugą stronę. Często umierają tak nad tą przepaścią, jako starcy, którym w pewnym momencie nie opłacało się już niczego zmieniać.

Wszyscy jesteśmy nie dość dobrzy, bo zawsze możemy być lepsi. Możemy więcej czytać, szybciej biegać, być chudsi lub grubsi, więcej zarabiać, mieć lepszy samochód, mądrzejsze dzieci albo ładniejszy kolor włosów. Zazdroszczę ludziom, którzy przyswoili to sobie na tyle, że nie tylko przełamali swój lęk przed porażką czy oceną, ale w którymś momencie po prostu zrezygnowali z udziału w wyścigu i usiedli. Po prostu usiedli. Rozejrzeli się. Pogadali sami ze sobą. Z bliskimi. Wzięli głęboki oddech. Odkryli, na czym polega ich życie i popłynęli z tym. Zamiast szarpać się, próbując spełnić oczekiwania wszystkich wokół, czy nawet swoje własne.

Ja się tego próbuję nauczyć. Bo wiem, że nigdy nie będę dość dobra, i że nie ma w tym nic złego, że tak ma być. A ludzie, którzy powodują u mnie poczucie bycia „gorszą”, często sami mi czegoś zazdroszczą. Nie podejrzewam tego, nie przypuszczam, nie pocieszam się – ja to wiem. Czasem dowiadywałam się o tym już po fakcie. Czasem od razu. Oni mają coś fajnego, ale ja mam coś innego, też fajnego. I nikt nie ma wszystkiego, nawet jeśli na zewnątrz to czasem tak wygląda. Niestety, niezdrowy perfekcjonizm potrafi przesłonić racjonalną ocenę sytuacji.

Wszyscy jesteśmy dość dobrzy

Gdybyśmy tak wszyscy pogodzili się z tym, że zawsze będziemy nie dość dobrzy, a jednocześnie nigdy nie ustali w wysiłkach, by być najlepszymi, jakimi być możemy? Bo tak naprawdę przecież wszyscy jesteśmy dość dobrzy. Jesteśmy tacy, jacy być możemy. Jesteśmy w sam raz. Wszystko inne jest opinią.

Może pokończylibyście swoje nieprzyszłościowe czy nawet toksyczne związki, wierząc, że dacie radę w pojedynkę, a kiedyś ktoś Was jeszcze pokocha. Może rzucilibyście nielubianą pracę, wierząc, że w końcu odnajdziecie swoją pasję, na której da się zarabiać. Może bylibyśmy wszyscy bardziej kreatywni, bo chyba nic tak nie zabija kreatywności, jak lęk przed porażką. Może łatwiej byłoby zacząć ćwiczyć, gdyby nikt się nie przejmował tym, że i tak nigdy nie będzie mieć idealnej figury.

Może gdyby ludzie sobie odpuścili, to paradoksalnie wreszcie by się za siebie wzięli?

  • pani Mondro

    Zgadzam się z Tobą w 100%. Myślę, że wina leży w tej tzw. wrażliwości, ci wrażliwsi mają po prostu cieńszą skórę i łatwiej ich dotknąć. Wrażliwość często równa się niskiej samoocenie. Zresztą poszłabym o krok dalej, bo wg. mnie bywa ona nieraz powodem tego, że wielu zajebistych muzyków sobie z nią nie radzi… dwa ostatnie wydarzenia to chyba najlepszy przykład. Ktoś powie depresja, alkohol… być może, ale jakoś nie wydaje mi się żeby depresja dotykała tych gruboskórnych, pewnych siebie ludzi. Tak sądzę, ale może się mylę.
    Ja chyba dopiero dorastam do tego żeby się mniej przejmować. Jak wstawię swoje wyraźne zdjęcie i zacznę się chwalić facjatą na insta, tzn. że już dorosłam ;)

    • Masz rację, tylko szkoda byłoby z tej wrażliwości tak zupełnie rezygnować. Lepiej mieć miękkie serce, ale dupę twardą;)

      • pani Mondro

        no, nad dupą trzeba popracować ;)

  • Wydaje mi się, że dużo ludzi ma też problem z „inni są lepsi”. I próbują równać, równać w nieskończoność to jakiejś wyimaginowanej „góry”, do „lepszych”.
    Bardzo dobry tekst. :)

    • Do pewnego momentu to nawet może być po prostu ambicja, zdrowa rywalizacja. Tylko w którymś momencie niektórym coś przeklikuje w głowie i to się robi jednak zupełnie niezdrowe.

  • L.

    totalnie mądry i mega potrzebny tekst. dzięki.

  • Ja pomału uczę się takiej swobody i nieudawanej pewności siebie. Takiego usiąścia ze sobą i z bliskimi. Robienia tego, co rzeczywiście chcę robić, a nie tego, co wydaje mi się, że powinnam, by zadowolić ludzi, którzy nie potrafią żyć swoim życiem. Wiem, że jeszcze dużo mam do zrobienia, ale też widzę, ile osiągnęłam. Jak to powiedziała mi pewna pani-coach jestem „w procesie”. I bardzo mi to odpowiada. Przygoda życia, której wszystkim życzę. Pozdrawiam :)

    • Dokładnie o to chodzi. Super, że nad tym pracujesz. Ja też się staram. :)

O mnie

Cześć, mam na imię Natalia, ale mów mi Nat. Lubię muzykę Archive, kolor turkusowy i dobre filmy. Hobbystycznie przełamuję swoje lęki i krytykuję ludzi. Nałogowo powątpiewam. Na co dzień przyjaźnię się ze swoją nerwicą. Jestem introwertyczką. Bywam złośliwa. Używam ironii dużo i często. Nie trawię laktozy ani disco polo. Chcesz pogapić się na świat z loży szyderców? Siadaj!

Fanpage

Instagram

Droga do pracy #nienajgorsza
#praca #warszawa #krolikarnia #woda #staw #mokotow #drzewo #wschodslonca #ladnie #niceview #warsaw #park #nature #sunrise #beautiful
PKiN usłyszał, że grozi mu zagłada i zbladł.
#pkin #palackultury #palackulturyinauki #warszawa #warsaw #palaceofcultureandscience #stillstanding
Tak to ja mogę pracować 😎🦄
#pracazdalna #najlepszywynalazek #lozko #ulubionemiejsce #praca #pisanie #copywriting #writing #homeworking #home #work #butalsochill #motherhood #drivingnuts
I would marry turquoise. And I just can't hide it. 😂
#turkusowy #najlepszy #kolor #manicure #zeszyt #dlugopis #koszyki #wszystkopiekne #ladnerzeczy #ztigera #turquoise #color #colour #beautiful #notebook #flyingtiger #prettythings #obsessed #turquoisenails #drivingnuts
Promocja była. Wobec książek jestem bezradna🙈 @znak.com.pl robi mi to regularnie 🙈👌🏻
#ksiazki #duzoksiazek #uzaleznienie #uzaleznienieodksiazek #nalogowekupowanieksiazek #kiedytoczytac #takczytam #books #bookstagram #booksale #booksaddict #helpless #booklover #instabook #drivingnuts
Rehearsal 😍 #choir #concert #singing #studiopolskiegoradia #chor #koncert #proba #muzyka #music #rehearsal #stage #missedit
Nat&Edi. Since 1998. ❤️ #friendship #friends #bff #girls #selfie #boomerang #funnyface #ohsocrazy #nevergrowup
Dziecko budzi Cię po 5. Dogorywasz przy akompaniamencie bajek do 8. W końcu poddajesz się, wstajesz z wyra, robisz dziecku płatki z mlekiem, a sobie na rozruch herbatę. Zagadka: co może pójść źle?#protip #zaparzwode #zalejwrzatkiem #godihatemornings #poranek #macierzynstwo #rodzicielstwo #herbata #ironialosu #morning #motherhood #parenthood #nosleep #notea #tea #fail #coldwater
Dobrego poniedziałku!
#perspektywa #ma #znaczenie #tasamaosoba #tensamczas #roznepunktywidzenia #dystanskierwa #autoportret #twarz #ladna #brzydka #poniedzialek #perspectivematters #selfie #face #pretty #ugly #sameperson #sametime #differentangles #funny #isntitironic #happymonday

Snapchat

Snapchat

Follow drivingnuts on Snapchat!