Zostańmy przyjaciółmi.
Na Facebooku.


My, dinozaury, ludzie, którzy nigdy w gimnazjum nie byli, bądź byli jednym z pierwszych eksperymentalnych roczników… a więc, my, starcy, wywodzimy się z trochę innego świata, niż obecna młodzież. Nawet, jeśli mega nadążamy, gramy we wszystkie topowe gry, mamy konta na wszystkich portalach i nawet ogarniamy Snapchata, to jednak jest coś, co nas odróżnia od gówniarstwa: my pamiętamy. Pamiętamy, jak to było żyć w świecie bez netu, bez telefonów komórkowych, bez aplikacji do wszystkiego. Oni o tym czytają, słyszą, może kiedyś powstaną filmy historyczne o świecie bez netu #hehe, to sobie obejrzą. Ale to mniej więcej tak, jak dla nas wyobrażenie życia bez prądu. No niby wiemy, że tak kiedyś było, ale nie umiemy tego poczuć.

W świecie gimbazy to normalne, że ktoś ma na FB kilka tysięcy znajomych. Oni po prostu dodają jak leci, wszystkich, z którymi mieli kiedyś styczność. Dla nich to nie jest, tak jak dla nas kiedyś, lista przyjaciół na Gronie, czy kontaktów na GG. To nawet nie jest jak książka adresowa w telefonie czy na poczcie. To jest ich krąg znajomych, znajomych znajomych i potencjalnych znajomych. Ich potencjalny zasięg. Im większy, tym większą mają moc.

Z nami jest gorzej, bo wśród starców każdy ma trochę inne rozumienie tego, kim są dla niego znajomi na fejsie. Jedni dodają, jak leci. Inni starannie selekcjonują tylko najlepszych znajomych. Dla mnie w pewnym momencie faktycznie stała się po prostu listą ludzi, których kojarzę i którzy mnie kojarzą. Dodawałam do niej ludzi, z którymi współpracowałam lub pracowałam, z którymi się zderzyłam na jakieś domówce czy jednorazowym evencie. Później jednak zaczęło mi przeszkadzać, że gdy dzielę się jakimś wydarzeniem ze swojego życia – nawet nie bardzo osobistym – to oni wszyscy to widzą i mogą sobie dowolnie oceniać. Więc zrobiłam czystki.

Nie miałam pojęcia, jak dobrać klucz, kogo wywalić, kogo zostawić, więc zdałam się na intuicję. Przy każdym nazwisku zastanawiałam się, czy nie przeszkadza mi myśl, że gdy wrzucę jakieś zdjęcie z urodzin albo jakąś sytuacyjną anegdotkę, to ta osoba to zobaczy. W ten sposób pozbyłam się blisko połowy „przyjaciół” na fejsbuniu. Czy było to słuszne? Czasem się zastanawiam. Istnieją przecież ustawienia prywatności. Poza tym, jak zbudować fejm i trzepać kasę (#lol), gdy się odcina od ludzi? A z drugiej strony, jeśli miałoby mnie to krępować, ograniczać i powodować dyskomfort, to nad czym tu się w ogóle zastanawiać? Więc usunęłam osoby, które spamowały dziwnymi treściami, które z jakiegokolwiek powodu były po prostu denerwujące, osoby, z którymi pracowałam w gastronomii i nie miałam z tego czasu najlepszych wspomnień, osoby, z którymi nie utrzymywałam już żadnych kontaktów. I wszystko byłoby okej, gdyby nie to, że dwukrotnie zdarzyło mi się, że ku mojemu wielkiemu zdumieniu ktoś po pewnym czasie napisał do mnie z pytaniem: jak to? Czemu? Co ci zrobiłem?

Spokojnie wytłumaczyłam, że to nic osobistego, ale wolę na FB mieć w znajomych jedynie ludzi, z którymi utrzymuję jakikolwiek kontakt. Nie jest to do końca prawda, bo mam tam też osoby, z którymi nie rozmawiam od wielu lat – ale najczęściej są to ludzie, z którymi kiedyś byliśmy bliżej, więc nadal od czasu do czasu ciekawi mnie, co u nich. Ale te dwa zbulwersowane przypadki to były osoby, z którymi nigdy nie byłam na piwie, nigdy nie gadałam za wiele, nic mnie już nie łączyło i nawet szanse, że kiedyś przypadkiem się spotkamy były nikłe. Z jednym z owych kolegów pracowaliśmy kilka razy na jednej zmianie, drugi jest byłym facetem mojej kumpeli. Rzadko się widuję nawet z tą kumpelą, więc czemu i o czym miałabym rozmawiać z jej byłym?

A jednak, z jakiegoś powodu, dotknęła ich ta decyzja.

Nie jest tak, że zupełnie tego nie rozumiem. Sama, gdy zobaczyłam, że zniknęłam z listy znajomych mojej koleżanki, napisałam do niej z pytaniem, o co chodzi. Przyjaźniłyśmy się jako ośmiolatki, później wyjechałam do Warszawy i odnowiłyśmy kontakt już jako stare krowy. Po piętnastu latach zadzwoniła i… nadal miałyśmy o czym gadać. Później różne perypetie spowodowały, że kontakt znów zanikł, ale usunięcie ze znajomych wydało mi się mimo wszystko lekko dziwne. I dobrze, że napisałam. Okazało się, że dziewczyna skasowała konto, założyła nowe i od nowa kolekcjonowała listę kontaktów na FB.

Ale, kurczę, to jednak była jakaś znajomość. Może trochę dziwna, może z przerwami (kilkunastoletnimi – whatever), ale znajomość. Nie ledwo-co-kojarzenie.

Z kolei inna dziewczyna wywaliła mnie ze znajomych, mimo że teoretycznie znamy się od lat. Nie dość, że kończyłyśmy jedną szkołę, to jeszcze później zderzyłyśmy się w pracy. Masa wspólnych znajomych, zero wspólnych tematów. Nie wspominam za dobrze ani jej grona znajomych ze szkoły, ani jej przyjaciół z naszej ówczesnej pracy. W ogóle się nie dziwię, że mnie wywaliła – dziwię się, że sama tego nie zrobiłam.

Nadal jednak nie pojmuję postawy mego znajomego, który dostał ewidentnego bólu dupy, gdy usunęłam go ze znajomych (a ogarnął to wiele miesięcy po fakcie). Bowiem były mojej koleżanki uprzejmie podziękował mi za wyjaśnienie i nie było tematu. Znajomy z pracy zaś wylał na mnie wiadro gorzkich żali, że przecież nie powiem mu chyba, że regularnie rozmawiam ze wszystkimi, których on widzi na mojej liście, a więc to nieprawda, że powodem mojej decyzji jest to, że nie utrzymujemy żadnych kontaktów. Był ewidentnie dotknięty i rozżalony. A najlepsze jest, że ja nic do niego nie miałam. Lubiłam gościa na tyle, na ile da się lubić kogoś, kogo się ledwie zna. Dopiero po tej akcji poczułam, że lepiej nie mieć kogoś takiego w kręgu znajomych.

Jaki z tego morał? Świat się nie kręci wokół ciebie i ktoś mógł cię ze znajomych wywalić przypadkiem albo… bez żadnego dobrego powodu. A może jesteś niemożebnie wkuwiający, spamujesz shitem lub robisz przypał na fejsie? Żyj i daj żyć innym, a na ból dupy proponuję rozpędzić się prosto na ścianę. I jeszcze raz. I jeszcze. Do skutku. A potem przejść w tryb offline i poszukać przyjaciół w realu.

fot. Pixabay.com

  • Och, jak ja to rozumiem… choć byłam jednym z eksperymentalnych roczników gimbazy, to dopiero w LO miałam swoją pierwszą komórkę! A wcześniej internety na trzeszczący kabel i w ogóle. Teraz trochę nie nadążam za social media, ale bez tego cóż zrobić z blogiem :(

    • Ja też trzymałam już social media odłogiem, dopóki nie założyłam bloga i nie zrozumiałam, że samo pisanie to duuużo za mało:/

  • Hmmy, chyba urodziłam się nie tylko na przełomie wieków (tudzież tysiącleci) ale i na przełomie epok mentalnych, bo stara nie jestem- ledwo dorosła- a całe moje dzieciństwo było bezinternetowe, za to mocno polane podwórkiem, graniem w piłkę i w jajo itp. A do dzisiaj jestem nieco poza technologią, bo jestem hipisem i olewam nowoczesność (poza tym, że czekam aż człowiek wyląduje na Marsie, ale to inna sprawa).
    Na fejsie mam niedużo znajomych. Nie wszyscy są tacy bliscy, ale o nich po prostu nie pamiętam, dlatego ich nie usuwam. :D

    • Nat

      Myślę, że jednak jesteś wyjątkiem w swoim pokoleniu :) Ale to świetnie, że jeszcze są takie osoby;D

  • Antypatycznie Antypatycznie

    Zgadzam się całkowicie chociaż to zależy od człowieka, nie ocenam tych którzy mają tysiące ani tych którzy mają dziesiątki, każdy niech robi to co chce i co mu się podoba :)

  • Ja przyznam mam zbyt dużo pokemonów bo jak ktoś zapraszał to paczylam- aha kojarzę i siup.Ale to było dawno- jak bylam młoda i jeszcze bardziej głupia :P. Serio muszę zrobić czystki ale to jak ze sprzątaniem zsypu- nie chce mi się ;)

    • Nat

      Ja też mam dużo takich osób, baaaa, mnie się zdarza, że z rozpędu zapraszam kogoś, a później dopiero myślę, co robię, i że przecież jedynie kojarzę człowieka.

      • Uff, no to nie jestem sama- robię tak samo ;)

  • Pingback: Cıvata()

  • Ula z prostoofinansach

    Żyj i daj żyć innym. Staram się mieć w znajomych tych, których mieć tam chce. Jeśli ktoś kogo nawet znam zupełnie do mnie nie pasuje. Moim znajomym nie będzie. Podobnie jak koledzy z pracy, w znajomych mam tylko tych z którymi utrzymuję stały prywatny kontakt. Zastanawiałam się nad założeniem drugiego konta (nawet takie mam), które miałabym tak po prostu…. Ale jak na razie nie przekonałam się, żeby z niego skorzystać.

  • Ja w ogóle przestałem korzystać z konta prywatnego. Raz, że moi znajomi to banda nudziarzy, która nie ma własnej opinii. Ich fejsubkowa egzystencja to zdjęcie dziecka/kota/psa, udostępnienie obrazka z kwejka, apel o pomoc dla schroniska, zaproszenie na jakieś wydarzenie z dupy, spamowanie o oddanie głosu w jakimś konkursie, quizy „kto jest Twoim najlepszym przyjacielem”, obrazki motywacyjne (te z głębokim tekstem na tle nieba, albo torów kolejowych) i lajkowanie profili, które rozdają 500 iphonów bez foli. Dwa, że bycie sobą na koncie prywatnym to proszenie się o kopa w dupę. Zbyt kontrowersyjna opinia może narobić problemów na płaszczyźnie zawodowej (w obecnej pracy lub przy próbie dostania kolejnej). Właśnie po takiej rozkmince powstał PigOut. Niby i tak każdy wie, że ja to ja, ale mimo wszystko pisanie pod awatarem świni daje więcej luzu, a dzięki temu, że fejsbuczek wprowadził guziczek „obserwuj”, nie muszę się wpraszać na krzywy ryj do osób, których nie znam, ale lubię ich czytać. W ogóle fejsbuczka już dawno nie traktuje, jako platformy do utrzymywania znajomości tylko kanał rss z newsami.

    • Nat

      Jak przeczytałam Twój komentarz to zdałam sobie sprawę, że odkąd mam bloga, też praktycznie nie korzystam z prywatnego konta. Zdjęcia wrzucam na Insta, bo fejm, anegdotki na bloga, bo jeszcze większy fejm, a konto prywatne służy mi chyba tylko do gadania z ludźmi i czytania blogów.
      „moi znajomi to banda nudziarzy, która nie ma własnej opinii” ROTFL, cudowny opis :D
      Ja to w ogóle zacznę korzystać ze swego profilu chyba dopiero wtedy, gdy będę już sławna i bogata. Wtedy będę mogła siać hejt na popieprzone mamusie pod swoim nazwiskiem, bo nie będę musiała pracować. Logika.
      Tym bardziej nie czaję, jak ktoś może mieć problem z egzystowaniem bądź nie na czyjejś liście znajomych…

      • Miałem jeszcze kiedyś taki przypadek, że gadałem z ziomkiem (po długiej przerwie) i doszliśmy do etapu, kiedy trzeba było przesłać plik messengerem. No więc przesyłam, a tu zonk, bo wyskakuje info, że muszę najpierw zaprosić go do znajomych. Lekka konsternacja, bo przecież byliśmy już znajomymi. W pierwszym momencie nie załapałem o co chodzi i mówię mu, że chyba fejs się wywalił, bo nie jesteśmy znajomymi. Na to on zaczyna się tłumaczyć, że sorry, ale wietrzył listę, a ja od dawna się nie udzielałem, poza tym różne hobby itd. itp. Dzizas jeden z bardziej niezręcznych momentów w moim życiu. I wcale nie chodzi o to, że mnie wyrzucił, tylko pomyślał, że mam z tym problem #pretensja i chciał mi to łagodnie przekazać. Uznałem, że próby tłumaczenia #MamToGdzieś #PoProstuNieZałapałemAkcji, zostałaby odebrana jako pogrążanie się (jak przy zrywaniu). Przyjąłem na klatę, jak mężczyzna, ale nie mogę znieść myśli, że on może uważać, że mnie to w jakiś sposób dotknęło. Może jednak powinienem go cisnąć o przywrócenie do znajomych, po czym sam go usunę ;)

        • Nat

          Jestem autentycznie poruszona tą historią.
          („Jak przy zrywaniu” :DDDD). Faceci to jednak są dziwni.

          • Nabijasz się, a to poważnie ryje banie ;)

          • Nat

            Ej, no bo emocjonalne skomplikowanie tamtej sytuacji jest tak duże, że niejedna kobieta by na to nie wpadła :D

          • Oficjalnie zamknąłem się w sobie.

          • Nat

            mam nadzieję, że się jednakowoż szybko wypigałtujesz :D

          • :DDD

    • Piona- moje życie toczy się na blogowym fapnagu! :)

  • Nie zbieram znajomych jak Pokemonów. Dlatego też już jakiś czas temu zrobiłam podobną czystkę wśród swoich i teraz rzeczywiście mam tylko takich, z którymi mogłabym po spotkaniu ich gdzieś na mieście rzeczywiście wymienić parę słów więcej poza cześć-cześć :)

    • Nat

      Mam takie samo podejście. Nawet się zastanawiam, czy nie powinnam przeprowadzić kolejnej czystki;) Chociaż myślę, że to w sumie ciekawy temat – dlaczego niektórzy potrzebują tych pokemonów na swojej liście.

  • Nawet nie wiem, kto mnie wywalił z znajomych ;) Ale to prawda, że teraz na fb dostaję zaproszenia od ludzi, których raz w życiu widziałam albo miałam jakiś kontakt w necie. Ignoruję, bo co to za znajomy?

    • Nat

      Ja zasadniczo też nie wiem, kto mnie wywalił. Akurat w przypadku tamtej znajomej FB zaproponował mi dodanie jej do znajomych, więc siłą rzeczy zobaczyłam, że nie ma mnie na jej liście;) Ja ostatnio parę razy dostałam zaproszenie od osób, których W OGÓLE nie znam. I to nie żadnych dziwnych panów z drugiego końca świata.

      • I tak macie lekko. Kilkoro moich znajomych założyło konta dzieciom (takim powiedzmy z przedziału 1-3 lata) i/lub psom/kotom/chomikom, po czym puścili zaproszenia do wszystkich swoich znajomych. +50 do niezręczności.

        • Nat

          Też założyłam konto swojemu kotu kiedyś.
          Ale nie dodawałam wszystkich do znajomych (czy to polepsza sytuację?).

          • W zasadzie to zmienia wszystko. Jeśli konta dla zwierzaków są dozwolone, to chyba najwyższy czas, żeby Churchill zaczął zarabiać na swoją karmę.

          • Nat

            Nie wiem, czy są dozwolone, ale na swoje usprawiedliwienie muszę dodać, że chodziło o kotkę, którą miałam od 10go roku życia, dorastałyśmy razem (wiesz, zwierzenia z pierwszych randek, pożyczanie sobie sukienek itede), byłyśmy prawie jak siostry :P Dałam jej nawet na FB własne nazwisko.

          • Ale powiedz, że ten rozdział masz już za sobą i generalnie nie polecasz. Chciałbym Cię mieć w swojej drużynie podczas biczowania tego trendu ;)

          • Nat

            Oficjalnie przyznaję, że wyrosłam już z takich głupotek, samobiczowałam się i biczem wybiłam sobie z głowy ową żenadę, mój obecny kot nie posiada i nie będzie posiadać profilu na żadnym portalu społecznościowym, ani mój pies, ani papuga, ani dziecko, dopóki samo sobie takowego nie założy (dziecko).

          • Amen

  • Do gimnazjum chodzilam, ale mam bardzo podobne zdanie co Ty. To przerazajace jak ludzie zaczeli polegac na swiecie online, na znajomych na fejsie i przestali zauwazac swiat poza ekranem komputera…

    • Nat

      Bo na fejsie jest łatwiej być fajnym ;) ale masz rację, to bywa przerażające.

O mnie

Cześć, mam na imię Natalia, ale mów mi Nat. Lubię muzykę Archive, kolor turkusowy i dobre filmy. Hobbystycznie przełamuję swoje lęki i krytykuję ludzi. Nałogowo powątpiewam. Na co dzień przyjaźnię się ze swoją nerwicą. Jestem introwertyczką. Bywam złośliwa. Używam ironii dużo i często. Nie trawię laktozy ani disco polo. Chcesz pogapić się na świat z loży szyderców? Siadaj!

Instagram

Zaczęliśmy przygodę z zajęciami dla dzieci, więc Księciunio się dziś uspołeczniał, a następnie padł. Nie ukrywam, że to mój ulubiony moment dnia 😎#poltorejgodzinylaby #metime #motherhood #parenting #kid #kidsofinstagram #sleep #nap #naptime #chillout #relax #coffeetime #czasnakawe #rodzicielstwo #macierzynstwo #dziecko #mojewszystko #drivingnuts
Dom z mojego dzieciństwa i krew z mojej krwi. Wzrusz. #dziecko #rodzicielstwo #macierzynstwo #dom #wspomnienia #wakacje #poznan #sentyment #kid #kidsofinstagram #babyboy #house #oldhouse #memories #summertime #instapic #instalike #drivingnuts
Koszmar Porządnego Rodzica. Błoto i woda czyli gwarantowane zapalenie płuc, tężec i pląsawica nóg. 😂 Moje dziecko przez kilka godzin dosłownie kwiczało ze szczęścia. 🐷😁 #kid #kidsofinstagram #babyboy #mug #lake #water #dirty #chill #relax #fun #dirtykidshappykids #happy #motherhood #parenting #rodzicielstwo #dziecko #mojewszystko #zalewzegrzynski #jezioro #dzieckowkaluzy #bloto #brud #szczescie
No siema. 
#ryj #krzywyryj #selfie #samojebkazrąsi #ja #lato #slonce #zalew #jezioro #relaks #weekend #odpoczynek #grill #lake #summer #sunny #me #relax #chill #hello #barbecue
Miłe złego początki;) tak się relaksowaliśmy wczoraj. Później było tylko gorzej. Albo lepiej. Zależy jak patrzeć. #kid #kidsofinstagram #nature #mud #water #weekend #chillout #happy #childhood #dirtykidshappykids #feet #fun #parenting #rodzicielstwo #macierzynstwo #dziecko #stopy #bloto #brudnedziecitoszczesliwedzieci #zegrze #dzikaplaza #natura #jezioro #zalew
Nawet czekanie w nfz-owskiej przychodni moze poskutkować widokiem miłym dla oka😍
#wczoraj #ladneniebo #niebo #chmury #praga #warszawa #pragapolnoc #katedrapraska #florianska #sky #skyporn #clouds #sunnyday #summer #yesterday #warsaw #city #mycity
Krasnoludek. 
#park #skaryszewski #warszawa #lato #grzyby #natura #przyroda #dziecko #mojewszystko #warsaw #summer #nature #nice #green #city #boy #toddler #childhoodunplugged #child #chillout #relax #perspective
Z dachu widać najlepiej 😎
#nadachu #panorama #warszawa #widok #wieczor #weekend #chill #chillout #ontheroof #niceview #evening #warsaw #city #relax #sky
Warsztaty chórowe, a po nich #obiad i #ognisko w #zagrodaojrzanow

#pieknie #chmury #woda #niceview #water #nature #ojrzanow #natura #staw #relaks #relax #chilling #weekend #summer

Snapchat

Snapchat

Follow drivingnuts on Snapchat!