O czym oni gadają? Krótki słowniczek rodzicielsko-polski


Jeśli nie masz dziecka, to doskonale wiesz, jak bardzo zmienia się świat, gdy nagle większość Twoich znajomych zaczyna się rozmnażać. W ich słowniku zaczynają królować takie słowa, jak „ulewanie” albo „pęknięte krocze”, a Ty wtedy udajesz, że musisz spadać, bo masz w domu żelazko na gazie. Czy dziecianizm to osobny język, czy jedynie gwara? Czy da się go nauczyć? Proponuję Ci małą ściągę najważniejszych dzieciańskich pojęć. O czym rozmawiają ludzie dzieciaci i dlaczego? O co im chodzi, gdy wymawiają różne dziwne słowa? Dlaczego sięgają po zupełnie inne tematy do rozmów, niż dawniej? Zapytajmy wprost: czemu stali się obleśni?

1. KUPA

Kupa jest absolutną królową wszelkich rodzicielskich dysput. Nie ma bata, żeby świeżo upieczony rodzic nie nawijał o kupie. Rodziców kupa nie brzydzi, dla rodziców kupa jest codziennością, czymś tak oczywistym, jak bawełniany tiszert albo kurz na półce. Oczywiście, nie ich kupa – na tę rzadko kiedy mają czas – lecz kupa dziecka. Dlaczego? Kupa = wyznacznik stanu zdrowia. To w znacznej mierze dotyczy każdego z nas, ale w przypadku noworodków kupa jest wręcz papierkiem lakmusowym na wszelkie ewentualne infekcje, choroby, alergie, nietolerancje itepe. Dlatego rozmowy o tym, jak wygląda dziś kupa dziecka, to nie zboczenie spowodowane odpieluszkowym zapaleniem mózgu, lecz wyraz troski o własną latorośl. A swoją drogą, przewijanie pacholęcia czasem i po kilkanaście razy dziennie skutecznie uodparnia na obrzydzenie. Ponadto pieluszki nie zawsze wytrzymują natężenie i kupa czasem się wydostaje, brudząc ubranko. I dziecko. Ba, w mojej rodzinie znane są przypadki dzieci, które kupę uznały za znakomity materiał do artystycznego wyrażania swojej wrażliwości poprzez obsmarowanie nią wszystkiego w zasięgu pulchnych łapek. A już ile razy wyciągałam Księcia T. z wanny, pardon, z szamba wypełnionego jego świeżo wykonaną kupą – nie zliczę. Kupa jest zawsze i wszędzie. I zawsze będzie.

2. RZYGI

Rzygi trwają zazwyczaj krócej, niż kupa. W tym sensie, że przeciętny człowiek sra do końca swoich dni, natomiast spontaniczne rzyganie po każdym posiłku zazwyczaj mija parę miesięcy po porodzie i powraca dopiero, gdy delikwentka płci żeńskiej dorośnie i sama zajdzie w ciążę. Niemniej, kilka pierwszych miesięcy istnienia człowieka po zewnętrznej stronie brzucha objawia się tym, że wszędzie, gdzie ów człowiek, tam i jego rzygi. Na szczęście żywi się on wtedy tylko mlekiem, więc jego ulewanie nie jest aż tak obleśne, jak wymioty dorosłego człowieka. Aczkolwiek dla osoby postronnej i bezdzietnej, sądzę, że nadal dość mocno obrzydliwe. No niestety, noworodki żrą co chwilę, a niektóre egzemplarze wręcz nie odrywają się od cyca, więc ulewanie kilkanaście razy dziennie to smutny standardzik. To jest właśnie rozwiązanie zagadki, dlaczego pomimo istnienia pampersów, ludzie nadal korzystają z tetr. Tetry są świetne do ścierania rzygów. Abrakadabra. Tak, to o to chodzi.

3. SEN

Nieważne, jak bardzo masz przejebaną pracę albo ile ciągniesz etatów naraz, nieważne, jak bardzo hardkorowe sesje zaliczasz na swoich ubertrudnych studiach. Nie masz pojęcia o niewyspaniu, dopóki nie powołasz na świat małego człowieka. Zombie mode potrafi trwać całą dobę i ciągnąć się nawet kilka lat. Kilka LAT. Bez świąt, wakacji, długich weekendów. Sen zaczyna się jawić jako towar luksusowy, najwyższe dobro. Sen w samotności i bez drastycznej pobudki jawi się jako… e, co? Nie ma czegoś takiego. Ale że jak? W pojedynkę? Bez pobudki? Nie znam. Jeśli sypiasz, to znaczy, że nie masz pojęcia o rodzicielskim niedospaniu. Nawet, jeśli masz już własne, starsze dzieci – gwarantuję, że Twój umysł wymazał tę traumę z Twojego twardego dysku i gdyby ktoś Ci teraz podrzucił noworodka, to spotkałby Cię prawdziwy szok: to tak się da? Sen w którymś momencie staje się najważniejszy na świecie. Ważniejszy nawet od kupy i rzygów. Dlatego wszystkie umęczone matki nałogowo wymieniają się danymi na temat ilości snu swoich latorośli. Co do minuty. One szukają nadziei.

4. CENTYLE

Kiedy matki przycupnięte na skraju piaskownicy wymieniają się danymi dotyczącymi siatki centylowej, nie oznacza to, że w domu potajemnie owijają swoje dzieci jakąś siatką. Dzięki tym danym sprawdzają, której potomek jest bardziej wypasiony. Siatka centylowa to nic innego, jak wskaźnik tego, w jakim wieku niemowlak przeciętnie ile waży i ile mierzy. Jeśli znajduje się w którymś-tam centylu, to oznacza, że jest ponadprzeciętnie gruby lub chudy, albo na przykład… idealnie przeciętny. Z jakiegoś powodu matki noworodków mają pierdolca na punkcie siatki centylowej, ale ja Wam nie pomogę rozgryźć dlaczego, bo nawet nigdy nie ogarnęłam, jak się ową siatkę obsługuje. Wystarczyło mi, że na oko Książę T. zdaje się całkiem dorodny.

5. CHOROBY

Między rodzicami nie ma zbyt wielu tematów tabu, więc terminy takie, jak grypa żołądkowa, bostonka, żółtaczka czy różyczka to chleb powszedni. Gdy dziecku coś ropieje albo gdy śmierdzi mu pacha, to lepiej się upewnić, że to skutek ząbkowania/odparzenia, a nie że potomek nam gnije na amen. Do tego dochodzą rozmowy o alergiach (wysypki, krosty, sucha skóra), ciemieniusze (łuszcząca się skóra głowy), naczyniakach (dziwne plamy na twarzy), glutach, gazach, no i oczywiście o nieśmiertelnych i wszechobecnych kupach.

6. OSIĄGI

Nawet, gdy matki udają, że nie, to i tak rywalizują między sobą. To ma dokładnie taki sam sens, jak wyścigi ślimaków, z tym, że zamiast nieświadomych ślimaków ścigają się nieświadome niemowlaki. O punkty Apgar i siatkę centylową. I o to, który z nich szybciej zacznie: podnosić główkę, przekręcać się na boczek, pełzać, raczkować, chodzić, mówić, ząbkować, rozróżniać kolory, pokazywać części twarzy, samodzielnie się ubierać, jeździć na rowerku…

Nie, ta lista nigdy się nie kończy.

7. PORÓD

To temat, którego ojcowie unikają jak ognia, ale o którym matki z kolei czasem zapominają, że nie nadaje się na salony. Generalnie, jeśli nie lubujesz się w opowieściach rodem z „Piły”, to wiej. Chlustające wody płodowe, pękające krocze, igła w kręgosłupie, oksytocyna, wymiotowanie, mdlenie z bólu, łożysko, przecinanie pępowiny, położne ściskające za sutki. Od samego słuchania może się zrobić słabo. Chociaż przeżycie tego zdecydowanie JEST bardziej straszne, niż samo słuchanie o tym, to zarazem, przeżyty poród zazwyczaj jest jednak mniej przerażający, niż to, co sobie prawdopodobnie na jego temat wyobrażasz, słysząc te sformułowania. Zdarzają się, niestety, porody trudne, traumatyczne albo po prostu źle poprowadzone. Ale z reguły nie jest przerażająco. Po pierwsze, kobieta przez całą ciążę przygotowuje się do porodu, więc mniej więcej wie, co ją czeka. Po drugie, rodzi się jej dziecko i to jest tego warte. Po trzecie, z reguły prędzej czy później większość porodu się zapomina. Co nie zmienia faktu, że świeżo upieczone matki uwielbiają wymieniać się informacjami o tym, ile która z nich ma szwów na kroczu albo czy miała może na przykład przekłuwany pęcherz płodowy. Igłą. Wielką. Serio, przy matkach wspominających porody „Gra o tron” to troskliwe misie.

8. JEDZENIE

Niektórzy radośnie podają nawet czteromiesięcznym dzieciom marchewkę lub jabłuszko. Inni czekają, aż dziecko zacznie samo sygnalizować, że jest gotowe na coś więcej, niż mleko. Niezależnie od obozu, jaki rodzic prezentuje, żarcie to jeden z ulubionych tematów zastępczych wszelkich rodziców. Czy osesek już je stałe pokarmy? Ale zblendowane, czy z grudkami? A dopaja pani wodą? Wodą z glukozą? Soczkiem? A mój to nie chce jeść warzyw. A moja to pluje wodą. A alergii po truskawkach to nie ma? A sraczki po kiełbasce? A woli słodycze, czy wędliny? A mleko krowie to chętnie pije?

Cóż mogę powiedzieć. Jeśli mała pirania zwisała Ci z cyca przez około pół roku, a teraz nagle masz szansę zapodać jej jabłeczną paciaję i dać sutom odetchnąć – korzystasz. Jarasz się. Zastanawiasz się: a może by tak to jabłuszko już trochę częściej? A może brzoskwinkę na zmianę z jabłuszkiem? Pamiętaj, że matka niemowlaka, poza swoim berbeciem, zazwyczaj nie ma głowy do zbyt wielu innych spraw. Więc to, co w siebie wchłania owo niemowlę, jest dla niej tematem dość fascynującym. Gdy pierwszy raz próbuje marchewki, wydaje jej się, że jest już takie duże. Gdy pierwszy raz samo wrąbie kanapkę, dopada ją lęk przed demencją starczą.

9. PUCIANIZMY

Wisienka na torcie rodzicielskiego zidiocenia. Fun fact: objawy występują również u wszelkich cioć, babć i dziadków oraz randomowych bab w komunikacji miejskiej.

„Puci puci ciu ciu ciu tiu tiu tiu, a ti a ti majutki, puci puci puci” – wypowiadane bez przerw na oddech, tonem skretyniałym, z miną nieskażoną żadną głębszą myślą. Tak dorośli ludzie bardzo często reagują na widok małych dzieci. Nawet (rzadko, ale jednak) swoich własnych. Trudno stwierdzić, czy sądzą, że w ten sposób zniżają się do ich poziomu, czy też rozczulenie widokiem zaślinionego i zarzyganego miniczłowieka odbiera im umiejętność prawidłowej artykulacji. Grunt, że istnieje dość skuteczna na to metoda.

Nagrać ich.

Włączyć im.

Odejść bez słowa.

~&*&~

Nie jest łatwo dogadać się z ludźmi owładniętymi dziecianizmem. Ale nie jest to niewykonalne. Warto jednak mieć na uwadze fakt, że czasem może być trochę obrzydliwie, nieco przerażająco, kapkę kretyńsko lub nie do opisania nudno. Na szczęście nie wszystkim matkom mózg wypada wraz z łożyskiem i nie wszyscy ojcowie kapcanieją po porodzie. Dlatego czasem możecie po prostu mieć ubaw po pachy. Nawet dosłownie.

O mnie

Cześć, mam na imię Natalia, ale mów mi Nat. Lubię muzykę Archive, kolor turkusowy i dobre filmy. Hobbystycznie przełamuję swoje lęki i krytykuję ludzi. Nałogowo powątpiewam. Na co dzień przyjaźnię się ze swoją nerwicą. Jestem introwertyczką. Bywam złośliwa. Używam ironii dużo i często. Nie trawię laktozy ani disco polo.

Fanpage

Instagram

Portret mojego męża wykonany przez księciunia T. Myliłby się ten, kto doszukiwałby się tu zarysu twarzy. Dzieło przedstawia brzuch (to okrągłe), na zielono zaznaczona tchawica i płuca, a na bordowo serce i... "rurki". 😳🤔 #motherhood #parenting #kidstagram #kidspainting #body #belly #heart #lungs #kidsart #anatomy #4yo
when ur stuck in the office and you'd rather be in the woods  #office #work #letmeout #naturedesire #woods #forest #cuteness #deer #ohdeer #greenery #creativeteam #creativityatwork #deadlinesmustwait #figuresfromflyingtiger #flyingtiger #insta #instaphoto #instapic
Droga do pracy. W samym środku Wawki. Można 😎 #niceview #nature #morning #warsaw #krolikarnia #sunrise #autumn
Albo na przykład kiedy masz good hair day i stwierdzasz, że to świetna okazja, by wreszcie jak prawdziwy człowiek zrobić sobie selfie z kaczym dzióbkiem, takie seksi, zachęcające do interakcji, takie sugerujące że twarz ma się ładną... A potem się okazuje, że nic się nie zmieniło, dalej masz wewnętrznie pięć lat i nie da się zrobić normalnego zdjęcia. 
#selfie #ryj #funnyface #tryingtobegrownup #failed #instaphoto #instapic #funny #polishgirl #polishwoman #face #weirdo #childish #drivingnuts
Takie było moje lato.  Mały, ale i całkiem już duży człowiek, coraz intensywniej poznający świat. I ja, rozdarta między chęcią cierpliwego pokazania mu każdego źdźbła trawy, a potrzebą ciszy, spokoju i samotności.  #summer #summertime #holiday #kidstagram #kid #boy #ladybird #parenting #chill
Weselny weekend na Mazurach 😍 było pięknie, it łoz bjutiful.
#couple #wife #husband #weddingguests #masuria #mazury #selfie #mirrorselfie #landscape #sunset
Sypialnia T, a dalej nasza. Tak teraz wyglądają. Na szczęście już tam nie mieszkamy 😂  #remoncik #homedecor #homedecorpragapolnoc #jestklimat #instaphoto #desertedhouse #ruins
Baj baj cienie do powiek. #piecminutmnieniebylo #zycieztrzylatkiem #parenting #3yo #kids #zapomnialamjaksierobihasztagi
Rośnie nam (łudzę się) jeden z niewielu przyszłych czytelników książek (i jeden z zapewne wielu miłośników leżaków). #kid #boy #summer #holiday #masuria #reading #bookstagram #book #chill #chillout #ksiazet #t #wakacje #mazury #czytaniejestsexy #czytanie #książka #mazury #drivingnuts