„Świnia ryje w Sieci, czyli z pamiętnika hejtera” – recenzja


Część z Was może już wiedzieć, że jestem absolutną fanką PigOut’a od pierwszego przeczytania jego notki na blogu. Mogę śmiało powiedzieć nawet, że byłam jego fanką, zanim stało się to modne. To jednak wcale nie znaczy, że z sympatii do niego będę teraz słodzić o tym, jak wspaniała jest to książka. Ani że będę po niej jeździć, żeby z kolei, nie wiem, nabić sobie popularność na hejcie (?). Chociaż PigOut sam siebie określa jako hejtera, tak naprawdę nim nie jest. Jest uważnym, ironicznym obserwatorem rzeczywistości o niewyparzonym i ciętym języku. Dlatego myślę, że „Świnia ryje w Sieci” zasługuje na takie samo potraktowanie: uważne, ale bez wazeliny.

„Świnia ryje w Sieci, czyli z pamiętnika hejtera” to książka składająca się z felietonów podzielonych na cztery kategorie: dotyczące Internetu, dotyczące celebrytów, historie z życia autora oraz wspomnienia z podróży. (Warto dodać, że pod pozornie nieciekawym pojęciem „wspomnienia z podróży” kryje się m.in. moja ukochana opowieść o tym, jak PigOut i Madzia niechcący napruli się ciasteczkami z marihuanen <3). Część z tych tekstów pojawiła się już na blogu i fanpage’u PigOuta, ale znalazłam też trochę nieznanych mi wcześniej historii. Najkrócej mówiąc – PigOut po kolei obśmiewa wszelkie zjawiska, które świadczą o ludzkim skretynieniu. Tyle, że traktuje temat nieco łagodniej, niż to teraz przedstawiłam. Obśmiewa, ale bez chamstwa i prostactwa, choć jego język do szczególnie wysublimowanych nie należy – w książce roi się od wulgaryzmów, potocyzmów i „internetyzmów”. Nic dziwnego jednak, skoro głównym odbiorcą jego treści są okołotrzydziestoletni wyluzowani (albo wanna-be) mieszkańcy dużych miast. PigOut obśmiewa bowiem nie tylko celebrytów, ale też korposzczury, warszafkę, hipsterów, słoiki, cebulaki i inne subkultury znane dobrze ludziom obcykanym z internetowymi heheszkami i slangiem. Obśmiewa wszystko, co jest obśmiania warte, wszystko, co wynika z chęci lansu, bezmyślności, owczego popędu. Może nie dla każdego jest to w związku z tym miła lektura, w końcu nikt nie lubi odkryć, że w oczach innych jest lamusem. Ale tacy twórcy są bardzo potrzebni, bo moim zdaniem szpileczka ironii może dać do myślenia znacznie mocniej, niż wypowiedziane wprost moralizatorskie pierdu-pierdu.

Czym ta książka nie jest? Nie jest fabularną opowieścią. Nie jest podręcznikiem do internetów. Nie jest też ambitnym, filozoficznym dziełem. To książka bardzo lekka, do połknięcia w jeden, góra dwa wieczory. Raczej dla młodszego odbiorcy, niż starszego. I raczej dla kogoś, kto jest dość dobrze obeznany ze światem mediów, popkultury i Internetu. No, chyba, że dany osobnik ma wielką wolę, by spróbować nadążyć za tym światem. Wtedy może i można potraktować książkę PigOut’a jako swoiste wprowadzenie do tego, czym pokolenie social mediów się karmi, czym żyje, z czego się naśmiewa. Ale uprzedzam, że nie wszystko może być zrozumiałe dla nowicjusza.

Co mi się nie podobało? Przede wszystkim wtórność. Jeśli założymy, że po książkę sięgną głównie fani PigOut’a, to znajdą tam między innymi jego najbardziej kultowe teksty. Fajnie, tylko… to już było. :) Nawet najlepsze dissy za którymś razem nie doprowadzają już do skurczu przepony. Chyba, że „Świnia…” adresowana jest przede wszystkim do osób, które jego bloga jeszcze nie znają, to wtedy faktycznie jest to świetny sposób, by szybko nadrobić zaległości. Co poza tym? Miałam wrażenie lekkiego chaosu, a może pośpiechu, zarówno ze strony autora, jak i ludzi odpowiadających za późniejszą redakcję. Choć okładka mi się względnie podoba, to już na lepszy papier mogli się szarpnąć. Pomysł z tytułami kolejnych części zapisanych w spisie treści różnymi czcionkami (czyli takim trochę, wiecie, p0k3M0n0Wym pismem) – eee, serio? To było modne jakieś 15 lat temu. Generalnie odniosłam wrażenie, że wydawca wpadł na pomysł, jak zarobić trochę grosza na czyimś talencie, jednocześnie wydając jak najmniej kasy i nie tracąc czasu. Wyobrażam to sobie tak: wydawca wyniuchał chodliwy temat (obśmiewanie innych zawsze na propsie) i zarzucił pomysłem, PigOut się zgodził (głupi by się nie zgodził, right?), a potem się okazało, że na sklecenie całości ma dwa dni, bo inaczej, sorry maleńki, ale na twoje miejsce mamy trzysta tysięcy ośmiuset dwudziestu jeden blogerów marzących o wydaniu książki. Więc jedziesz z tym koksem. Jeśli się mylę, to pardon i bez urazy.

Jeśli jednak odrzucimy powyższy aspekt wtórności i nasze burżujskie zapędy do czytania na czerpanym pergaminie, to dostajemy dość kompleksowy przegląd naszego internetowo-polityczno-popkulturowego światka i jego najaktualniejszych śmiesznostek, okraszony ciętymi uwagami i sporą dozą absurdalnego poczucia humoru, ironii i ogromnego dystansu do siebie. Bo w książce nie znajdziemy czegoś, czego nie ma na blogu lub fanpage’u. To jest dokładnie to, tylko wzbogacone o dodatkowe teksty – równie dobre i napisane podobnym stylem, co te, które już znamy.

PigOut wygrywa tym, że nie stawia się ponad nami, czytelnikami, odbiorcami, zwykłymi szaraczkami. Komentuje bezkompromisowo polską (i nie tylko) rzeczywistość, ale nie robi tego w dobrze nam znanym duchu „Odkryłem Jedynie Słuszną Prawdę, A Jeśli Sądzisz Inaczej, Jesteś Idiotą”. Wprost przeciwnie. W dyskusji z PigOut’em (oczywiście tu odnoszę się już do bloga i fanpage’a, nie samej książki) można się czuć bezpiecznie. Nikt po nikim nie jeździ bez pardonu, nic nie jest na pokaz. Choć PigOut ani na blogu ani w książce nie zdradza swojej tożsamości, to jednak ma się wrażenie, że to „swojak”, tylko akurat obdarzony wielkim talentem do cholernie trafnego i zarazem zjadliwie zabawnego komentowania rzeczywistości. Zresztą o czym by nie napisał – zawsze wychodzi na to, że śmieję się jak głupia do telefonu lub komputera. Mój P. już wtedy wie, że czytam PigOut’a. Przy czytaniu książki nie było inaczej.

No okej, jednak nie udało mi się nie wazelinować, ale musicie mi to wybaczyć. Wymusiłam wydębiłam od autora tak zajebistą dedykację, że mam banana na ryju za każdym razem, jak sięgam po książkę. Generalnie nie mogliśmy się dogadać, czy będzie to karny kutas, czy jednak kotek, ostatecznie stanęło na penisokotku. #TyleWygrać #NiePytajcie. W każdym razie to kolejny dowód na to, że PigOut to nie tylko utalentowany twórca, ale też spoko ziom, który ma mega luz i dystans, z którym zawsze da się dogadać, i który bezkompromisowy jest tylko, gdy trzeba obsmarować nasze polskie celebrycko-internetowo-cebulackie poletko.

Czy polecam? Polecam! Do wyluzowania, nabrania dystansu i pośmiania się, a także dla każdego, kto się martwi, że nie jest dostatecznie awesome. PigOut bowiem nie boi się ujawniać nawet takich historii, w których sam wychodzi na łosia. A jeśli on może być czasem łosiem, to chyba wszyscy możemy. Prawda?

O mnie

Cześć, mam na imię Natalia, ale mów mi Nat. Lubię muzykę Archive, kolor turkusowy i dobre filmy. Hobbystycznie przełamuję swoje lęki i krytykuję ludzi. Nałogowo powątpiewam. Na co dzień przyjaźnię się ze swoją nerwicą. Jestem introwertyczką. Bywam złośliwa. Używam ironii dużo i często. Nie trawię laktozy ani disco polo.

Fanpage

Instagram

Portret mojego męża wykonany przez księciunia T. Myliłby się ten, kto doszukiwałby się tu zarysu twarzy. Dzieło przedstawia brzuch (to okrągłe), na zielono zaznaczona tchawica i płuca, a na bordowo serce i... "rurki". 😳🤔 #motherhood #parenting #kidstagram #kidspainting #body #belly #heart #lungs #kidsart #anatomy #4yo
when ur stuck in the office and you'd rather be in the woods  #office #work #letmeout #naturedesire #woods #forest #cuteness #deer #ohdeer #greenery #creativeteam #creativityatwork #deadlinesmustwait #figuresfromflyingtiger #flyingtiger #insta #instaphoto #instapic
Droga do pracy. W samym środku Wawki. Można 😎 #niceview #nature #morning #warsaw #krolikarnia #sunrise #autumn
Albo na przykład kiedy masz good hair day i stwierdzasz, że to świetna okazja, by wreszcie jak prawdziwy człowiek zrobić sobie selfie z kaczym dzióbkiem, takie seksi, zachęcające do interakcji, takie sugerujące że twarz ma się ładną... A potem się okazuje, że nic się nie zmieniło, dalej masz wewnętrznie pięć lat i nie da się zrobić normalnego zdjęcia. 
#selfie #ryj #funnyface #tryingtobegrownup #failed #instaphoto #instapic #funny #polishgirl #polishwoman #face #weirdo #childish #drivingnuts
Takie było moje lato.  Mały, ale i całkiem już duży człowiek, coraz intensywniej poznający świat. I ja, rozdarta między chęcią cierpliwego pokazania mu każdego źdźbła trawy, a potrzebą ciszy, spokoju i samotności.  #summer #summertime #holiday #kidstagram #kid #boy #ladybird #parenting #chill
Weselny weekend na Mazurach 😍 było pięknie, it łoz bjutiful.
#couple #wife #husband #weddingguests #masuria #mazury #selfie #mirrorselfie #landscape #sunset
Sypialnia T, a dalej nasza. Tak teraz wyglądają. Na szczęście już tam nie mieszkamy 😂  #remoncik #homedecor #homedecorpragapolnoc #jestklimat #instaphoto #desertedhouse #ruins
Baj baj cienie do powiek. #piecminutmnieniebylo #zycieztrzylatkiem #parenting #3yo #kids #zapomnialamjaksierobihasztagi
Rośnie nam (łudzę się) jeden z niewielu przyszłych czytelników książek (i jeden z zapewne wielu miłośników leżaków). #kid #boy #summer #holiday #masuria #reading #bookstagram #book #chill #chillout #ksiazet #t #wakacje #mazury #czytaniejestsexy #czytanie #książka #mazury #drivingnuts