Sytuacje, w których introwertyk ma przerąbane


O introwersji już kiedyś pisałam. Nauczyliśmy się, że introwersja to nie jest synonim nieśmiałości, a „introwertyk” nie jest eufemistycznym określeniem na frajera. Okazało się, że introwertycy nie są głupi, i chociaż myślą i funkcjonują inaczej od ekstrawertyków, to „inaczej” nie znaczy „gorzej”. W wielu sytuacjach intro poradzą sobie lepiej. Ale w wielu – nie. Jako rasowa introwertyczka zdradzę wam, w jakich sytuacjach ludzie tacy jak ja mają kompletnie przerąbane.

1. Imprezy

Najbardziej typowe miejsce, w którym prawie na pewno nie spotkasz introwertyka. Im większa i głośniejsza impreza, tym bardziej go tam nie będzie. Jeśli już z jakiegoś powodu się pojawi, to będzie tą osobą, którą wszyscy pytają „co się stało?” i która na zdjęciach będzie miała bezbrzeżny smutek wymalowany na twarzy. Mimo to później będzie zapewniać, że zabawa była super. Nikt mu nie wierzy. Tymczasem introwertyk zazwyczaj naprawdę lubi przyjść na wydarzenie towarzyskie tylko po to, by zaszyć się na balkonie i patrzeć w gwiazdy. Po co zaraz gadać z ludźmi, skoro przez głośną muzykę i tak nic nie słychać?

2. Rozmowy o pracę

Introwertyk chętnie pogawędziłby sobie z jedną osobą, najlepiej dobrze mu znaną i najlepiej o sensie istnienia, kosmosie i filozofii, ale nie z pięcioma osobami, w dodatku obcymi, i w dodatku o nim samym. Do tego konieczność rzucania ciętymi ripostami, szybkiej reakcji, sprawnej odpowiedzi na podchwytliwe i nieraz dość osobiste pytania. Koszmar! Introwertyk najchętniej pobrałby listę zagadnień, przemyślał na spokojnie w domu i odesłał po trzech dniach mailem. Konieczność wymyślania odpowiedzi na te wszystkie pytania tu i teraz powoduje, że introwertyk szybko zaczyna się plątać, stresować i bełkotać, a w efekcie wychodzi na nieśmiałego, przygłupiego lub dziwacznego. W najlepszym razie po prostu traci miliard punktów w stosunku do swoich ekstra- kolegów. Ja na ostatniej rozmowie o pracę usłyszałam pytanie, co zespół zyska na tym, że do niego dołączę. Przypomniałam sobie moje niektóre byłe prace i te wszystkie „zespoły”, do których pasowałam jak pięść do nosa, więc zamiast użerać się z debilami, po prostu trzymałam się na uboczu. Przypomniałam sobie te wszystkie od siedmiu boleści menadżerki, które usiłowały wymusić na mnie permanentny banan na ryju (podczas gdy ja mam z natury po prostu smutną gębę). Przypomniałam sobie tych hałaśliwych, inwazyjnych, ekstrawertycznych ludzi, przy których czułam się stłamszona i znużona, więc których unikałam. Co zyska zespół? Przynajmniej jednego pracownika, który zajmie się pracą zamiast plotkowaniem? Ekhm, chyba nie muszę dodawać, że kiedy przemyśliwanie tej odpowiedzi trwało już ponad minutę, zdałam sobie sprawę, że najwyższy czas się odezwać. I zaczęłam coś bełkotać o poprawnym pisaniu.

(Nie, nie dostałam tej pracy.)

3. Praca

Jak już introwertyk dostanie pracę (a bywa to utrudnione, jak wykazałam wyżej), to i tak czekają na niego pułapki. Wszystkie stanowiska i zadania, które wymagają reagowania na bieżąco i/albo kontaktu z ludźmi, są dla introwertyka nieco trudniejsze. Czy to znaczy, że sobie nie poradzi? Niekoniecznie, ale powiedzmy, że zatrudnienie typowego introwertyka na infolinii albo recepcji może nie być najlepszym pomysłem. Podczas gdy ekstrawertyk posiada z reguły fantastyczną umiejętność wdrożenia się w machinalne wykonanie powierzonego zadania (planując już, co zrobi na kolację po powrocie do domu), introwertyk będzie jeszcze długo analizował wszystkie „za” i „przeciw”, a gdy już ustali sam ze sobą, że to zadanie powinno być wykonane zupełnie inaczej… cóż, prawdopodobnie będzie miał rację, ale nikt się o tym nie dowie, bo wszyscy już dawno wyszli z pracy.

4. Supermarket

Introwertyk też człowiek, żryć musi. A jednak, wizyta w sklepie dla rasowego introwertyka bywa źródłem niemałego stresu. On nienawidzi strzępić na próżno języka, tymczasem w supermarkecie użyje słowa „przepraszam” więcej razy, niż jakiegokolwiek innego słowa przez najbliższy miesiąc. I jeszcze będzie musiał się przeciskać między ludźmi, boleśnie naruszającymi jego strefę komfortu, obejmującą około pięć metrów z każdej strony. Sklep osiedlowy? Jeszcze gorzej, bo trzeba wejść w interakcję z panią sklepikarką. A jak jeszcze jakiś podpity osiedlowy żul się akurat trafi i zacznie introwertyka zaczepiać, to już w ogóle mogiła. Najbardziej kocham wszelkie pijackie pytania, czemu się nie uśmiecham. („BO MNIE NIE BAWISZ”). Argh. Niech żyją zakupy przez internet.

5. Mieszkanie

Współlokatorzy. Przerabiałam temat po wielokroć, przez ładnych parę lat. Obcy ludzie w introwertycznej twierdzy to najźlejsze zło, ale do przeżycia, o ile są sympatyczni, nienachalni i nieszkodliwi. Gorzej, gdy zdarzyło mi się mieszkać (a zdarzyło, zdarzyło) z kimś, za kimś nie przepadałam. Rasowy introwertyk w takiej sytuacji prędzej zdechnie z głodu, niż wyściubi nos z pokoju, słysząc, że wróg jest u bram, czyli na przykład żeruje przy lodówce. Tak samo na klatce schodowej. Introwertyk nie wyjdzie z mieszkania, dopóki nie ucichną kroki na schodach. Introwertyk nie przytrzyma ci drzwi windy, do której właśnie wszedł. On naciśnie guziczek, by drzwi szybciej się zamknęły i szybciutko zwieje jak najdalej od ciebie, obcy wstrętny człowieku.

6. Załatwienie czegokolwiek przez telefon

Introwertycy z reguły nienawidzą rozmawiać przez telefon. Bywają wyjątki. Bywają wyjątkowe sytuacje. Zdarzyło mi się wisieć na słuchawce z kumpelą po wiele godzin. Nie odczuwam żadnych szczególnych emocji, gdy widzę, że ktoś do mnie dzwoni. Problem pojawia się, gdy to ja muszę do kogoś zadzwonić. Jeszcze gorzej, gdy jest to zupełnie obca osoba, a najgorzej, gdy z jakiegoś powodu mam do tej osoby jakiś interes albo chcę zrobić dobre wrażenie. Umiem zrobić dobre wrażenie pisemnie, ale tak na żywo? Na spontanie? To tak się da? Jeśli trzeba załatwić coś przez telefon, to nie będę ściemniać: w 90% wręczam mojemu narzeczonemu telefon z instrukcją, dokąd dzwoni i po co. Ja tego robić nienawidzę. Jak muszę, to robię, ale jak nie muszę, to zlecam to człowiekowi, któremu ja z kolei piszę większość pism i maili. To się, moi mili, nazywa symbioza.

7. Studia

Introwertycy nie są mądrzejsi od ogółu ludzkiego, ale z niektórymi zadaniami mają szansę poradzić sobie lepiej. Na przykład ze zgłębieniem tematu, który wymaga ślęczenia w skupieniu nad książką i analizy przedmiotu. Albo z egzaminem pisemnym. Niestety, nawet jeśli wykują się lepiej, jest szansa, że i tak nikt tego nie doceni. Na niektórych uczelniach i kierunkach wciąż królują egzaminy ustne, które dla introwertyka są jedną z największych możliwych tortur. Introwertyk będzie miał problem z laniem wody podczas odpowiadania na pytanie. Jeśli czegoś nie wie, raczej trudno mu będzie to ukryć. No i jest spora szansa, że nie zatuszuje braków w wiedzy ogólnym dobrym wrażeniem. Zagadanie profesora na milion innych tematów? Paplanie o czymkolwiek, by odwrócić jego uwagę od pytania, które właśnie zadał? Szczebiot, rozmowa o dupie Maryni i słodki uśmiech? Bez szans.

8. Życie rodzinne

Domownicy w końcu się przyzwyczają, że introwertyk od czasu do czasu musi się zatrzasnąć na cztery spusty w swoim gabinecie, garderobie albo choćby i w kiblu, i nie oznacza to, że ich nienawidzi. Gorzej z dalszą rodziną. Świąteczne spędy to jedna z większych przykrości, jakie klasyczny introwertyk napotyka na swojej drodze. Mnogość ludzi, nie zawsze wszystkich szczególnie bliskich sercu, sztampowe rozmówki, najczęściej przy ryczącym w tle telewizorze, przekrzykiwanie się nawzajem, osobiste pytania cioć… Jeśli introwertyk bez większej dramy towarzyszy ci na imprezach rodzinnych, gratuluję: to musi być miłość.

Chociaż z powyższych akapitów przebrzmiewa rozgoryczenie funkcjonowaniem w świecie zoptymalizowanym pod ekstrawertyków, spieszę uspokoić co bardziej empatyczne jednostki: nie jest tak źle. Ostatecznie skończyłam studia, znalazłam se chłopa (który ma sporą rodzinę i, hmm, ekspresyjną), a i się za młodu naimprezowałam jak zła. Pracę też nieraz – mimo wszystko – udawało mi się dostać, a zarobione pieniądze udawało mi się wydać w sklepach. Nie tylko internetowych. Sami więc widzicie, że chociaż lekko nie jest, to typowy introwertyk jest jak karaluch: podniesie się z popiołu własnej reputacji i mozolnie, metodycznie, odbuduje dzień za dniem swoje lepsze, introwertyczne jutro. Jutro bez telefonów, obcych ludzi ani irytujących współlokatorów.

O mnie

Cześć, mam na imię Natalia, ale mów mi Nat. Lubię muzykę Archive, kolor turkusowy i dobre filmy. Hobbystycznie przełamuję swoje lęki i krytykuję ludzi. Nałogowo powątpiewam. Na co dzień przyjaźnię się ze swoją nerwicą. Jestem introwertyczką. Bywam złośliwa. Używam ironii dużo i często. Nie trawię laktozy ani disco polo.

Fanpage

Instagram

Portret mojego męża wykonany przez księciunia T. Myliłby się ten, kto doszukiwałby się tu zarysu twarzy. Dzieło przedstawia brzuch (to okrągłe), na zielono zaznaczona tchawica i płuca, a na bordowo serce i... "rurki". 😳🤔 #motherhood #parenting #kidstagram #kidspainting #body #belly #heart #lungs #kidsart #anatomy #4yo
when ur stuck in the office and you'd rather be in the woods  #office #work #letmeout #naturedesire #woods #forest #cuteness #deer #ohdeer #greenery #creativeteam #creativityatwork #deadlinesmustwait #figuresfromflyingtiger #flyingtiger #insta #instaphoto #instapic
Droga do pracy. W samym środku Wawki. Można 😎 #niceview #nature #morning #warsaw #krolikarnia #sunrise #autumn
Albo na przykład kiedy masz good hair day i stwierdzasz, że to świetna okazja, by wreszcie jak prawdziwy człowiek zrobić sobie selfie z kaczym dzióbkiem, takie seksi, zachęcające do interakcji, takie sugerujące że twarz ma się ładną... A potem się okazuje, że nic się nie zmieniło, dalej masz wewnętrznie pięć lat i nie da się zrobić normalnego zdjęcia. 
#selfie #ryj #funnyface #tryingtobegrownup #failed #instaphoto #instapic #funny #polishgirl #polishwoman #face #weirdo #childish #drivingnuts
Takie było moje lato.  Mały, ale i całkiem już duży człowiek, coraz intensywniej poznający świat. I ja, rozdarta między chęcią cierpliwego pokazania mu każdego źdźbła trawy, a potrzebą ciszy, spokoju i samotności.  #summer #summertime #holiday #kidstagram #kid #boy #ladybird #parenting #chill
Weselny weekend na Mazurach 😍 było pięknie, it łoz bjutiful.
#couple #wife #husband #weddingguests #masuria #mazury #selfie #mirrorselfie #landscape #sunset
Sypialnia T, a dalej nasza. Tak teraz wyglądają. Na szczęście już tam nie mieszkamy 😂  #remoncik #homedecor #homedecorpragapolnoc #jestklimat #instaphoto #desertedhouse #ruins
Baj baj cienie do powiek. #piecminutmnieniebylo #zycieztrzylatkiem #parenting #3yo #kids #zapomnialamjaksierobihasztagi
Rośnie nam (łudzę się) jeden z niewielu przyszłych czytelników książek (i jeden z zapewne wielu miłośników leżaków). #kid #boy #summer #holiday #masuria #reading #bookstagram #book #chill #chillout #ksiazet #t #wakacje #mazury #czytaniejestsexy #czytanie #książka #mazury #drivingnuts