Życie 2.0


Przez ostatnie dwa miesiące nie jeden raz wyobrażałam sobie, jak piszę ten tekst. Im więcej czasu mijało, tym bardziej nie miałam pojęcia, co napiszę po takiej przerwie. Gdy cisza na blogu przekroczyła miesiąc, dotarło do mnie, że dalsze myślenie o tym, że powinnam się tu odezwać, jest kompletnie bezsensowne. Widocznie nie mogłam. Bo nie mogłam.

Wybaczcie, nie mogę powiedzieć, że byłam tak zajęta, że nie miałam czasu. Albo że depresja mnie powaliła i przez ten czas nie wstawałam z łóżka. Nie jestem w stanie tego stanu nazwać, zdiagnozować czy określić, wiem tylko, że chociaż na zewnątrz funkcjonowałam w miarę normalnie, to w głowie miałam wielką czarną dziurę. Gdy próbowałam coś napisać, cokolwiek, to w moim mózgu huczały słowa „chuj, dupa i kamieni kupa”. Nic więcej. Gdy chciałam opublikować któryś z tekstów dojrzewających sobie w tekstowej poczekalni, to wszystkie wydawały mi się bezbrzeżnie głupie i beznadziejne. Wiedziałam, że takie nie są, ale i tak nie miałam siły ani ochoty ich poprawiać.

Pozwoliłam sobie na to dość łatwo, bo wiedziałam, że to mi minie. Nie sądziłam jednak, że zajmie aż dwa miesiące, zanim będę w stanie napisać cokolwiek. Miałam też nadzieję, że wrócę z czymś ciekawszym, niż plepleple znowu w życiu mi nie wyszło.

W każdym razie nie jest tak, że nic się nie działo. W dużym skrócie, w ostatnich miesiącach wzięłam udział w jednorazowych warsztatach scenariuszowych, później w dwóch webinarach, a w międzyczasie trochę przypadkowo zapisałam się na coaching, który zmusił mnie do konfrontacji z pewnymi priorytetami w życiu (o coachingu kiedyś Wam napiszę, promise). Później spontanicznie i dość bezmyślnie zapisałam się do konkursu 48HFP, czyli 48 Hours Film Project – konkurs polega na tym, że w piątek wieczorem dostaje się wytyczne i trzeba nakręcić film krótkometrażowy w 48 godzin. Byłam tak podekscytowana tym konkursem, jak gdyby od tego zależało moje życie. Tylko, że nie zdążyliśmy filmu zmontować na czas, zabrakło nam jakieś pół godziny, by dowieźć go na konkurs.

W międzyczasie zaczęłam coraz intensywniej szukać pracy, ale po paru rozmowach o pracę, które okazały się porażką odkryłam, że ja wcale nie chcę wracać do kieratu w korpo. W ogóle. Nigdy. Dlatego zbieram zlecenia, ażeby, gdy skończy się mój macierzyński, nie wyjadać kitu z okien i zacząć radosne życie freelancera. Mam też pomysły na własny biznes, ale P. jest póki co zajęty robieniem kursu, więc nie ma głowy do tego, by mi pomóc.

W międzyczasie myślałam jeszcze, by pójść na scenariopisarskie podyplomowe studia zaoczne i wynalazłam sobie filmowy kurs online, na który muszę się zgłosić do jutra. Wiecie, od  bardzo dawna wiem, że chcę mieć coś wspólnego z robieniem filmów. Tylko że nawet, gdy już to w końcu odkryłam tych parę lat temu, to zupełnie nie czułam się na to gotowa. Moja znerwicowana głowa miała pozakładane różne blokady i nawet, gdy przez chwilę uczyłam się w szkole reklamy na kierunku „realizacja telewizyjna i filmowa”, to niewiele stamtąd wyniosłam, bo gdyby mi ktoś wtedy kazał wymyślić pomysł na film, to byłabym tak sparaliżowana perspektywą, że to, co wymyślę się innym nie spodoba i pomyślą, że jestem głupia, że nie wymyśliłabym w efekcie absolutnie nic. Debilne? No debilne, ale wierzcie mi, że takie popapranie się odkręca latami. I prawdę mówiąc już wtedy podejrzewałam, że dopiero koło trzydziestki będę gotowa, żeby pójść w tym kierunku. Ostatnio prawie zgłosiłam się do pisania scenariuszy produkcji w stylu „Dlaczego ja” i „Trudne sprawy”. Serio. Tylko nie odpisałam na maila, bo postanowiłam się trochę pozastanawiać. Gdy już się zastanowiłam, okazało się, że minęły trzy miesiące.

Oprócz tego prawie spontanicznie kupiłam dla siebie i P. bilety na tydzień do Paryża, później prawie kupiłam bilety dla siebie samej na Islandię (i teraz jestem wściekła, bo to by było coś pięknego, polecieć samej na Islandię), a także prawie zapakowałam niemowlaka do Polskiego Busa, by odwiedzić przyjaciółkę w Hamburgu. Przed tymi działaniami powstrzymywał mnie wrodzony zdrowy rozsądek, ale prawda jest taka, że okrutnie mnie już nosi.

Mogłabym jeszcze zacząć paplać o tym, jak Książę T. pięknie rośnie, i że za chwilę kończy roczek, a także – że w pewnym momencie prawie założyłam drugi blog. Ale daruję sobie te radosne opowieści. Póki co wszystko zostaje, jak jest. Nie obiecuję, że teraz będę pisać dwa razy w tygodniu. Ani nawet, że raz. Za to jestem od kilku dni absolutną, śmiertelnie zakochaną fanką serialu „Orange is the new black”. Duże lowe.

Podsumowując, chyba odreagowuję pierdolca, który stał się moim udziałem przez ciągłe siedzenie w domu od roku i trzech miesięcy.

Stay tuned.

O mnie

Cześć, mam na imię Natalia, ale mów mi Nat. Lubię muzykę Archive, kolor turkusowy i dobre filmy. Hobbystycznie przełamuję swoje lęki i krytykuję ludzi. Nałogowo powątpiewam. Na co dzień przyjaźnię się ze swoją nerwicą. Jestem introwertyczką. Bywam złośliwa. Używam ironii dużo i często. Nie trawię laktozy ani disco polo.

Fanpage

Instagram

Portret mojego męża wykonany przez księciunia T. Myliłby się ten, kto doszukiwałby się tu zarysu twarzy. Dzieło przedstawia brzuch (to okrągłe), na zielono zaznaczona tchawica i płuca, a na bordowo serce i... "rurki". 😳🤔 #motherhood #parenting #kidstagram #kidspainting #body #belly #heart #lungs #kidsart #anatomy #4yo
when ur stuck in the office and you'd rather be in the woods  #office #work #letmeout #naturedesire #woods #forest #cuteness #deer #ohdeer #greenery #creativeteam #creativityatwork #deadlinesmustwait #figuresfromflyingtiger #flyingtiger #insta #instaphoto #instapic
Droga do pracy. W samym środku Wawki. Można 😎 #niceview #nature #morning #warsaw #krolikarnia #sunrise #autumn
Albo na przykład kiedy masz good hair day i stwierdzasz, że to świetna okazja, by wreszcie jak prawdziwy człowiek zrobić sobie selfie z kaczym dzióbkiem, takie seksi, zachęcające do interakcji, takie sugerujące że twarz ma się ładną... A potem się okazuje, że nic się nie zmieniło, dalej masz wewnętrznie pięć lat i nie da się zrobić normalnego zdjęcia. 
#selfie #ryj #funnyface #tryingtobegrownup #failed #instaphoto #instapic #funny #polishgirl #polishwoman #face #weirdo #childish #drivingnuts
Takie było moje lato.  Mały, ale i całkiem już duży człowiek, coraz intensywniej poznający świat. I ja, rozdarta między chęcią cierpliwego pokazania mu każdego źdźbła trawy, a potrzebą ciszy, spokoju i samotności.  #summer #summertime #holiday #kidstagram #kid #boy #ladybird #parenting #chill
Weselny weekend na Mazurach 😍 było pięknie, it łoz bjutiful.
#couple #wife #husband #weddingguests #masuria #mazury #selfie #mirrorselfie #landscape #sunset
Sypialnia T, a dalej nasza. Tak teraz wyglądają. Na szczęście już tam nie mieszkamy 😂  #remoncik #homedecor #homedecorpragapolnoc #jestklimat #instaphoto #desertedhouse #ruins
Baj baj cienie do powiek. #piecminutmnieniebylo #zycieztrzylatkiem #parenting #3yo #kids #zapomnialamjaksierobihasztagi
Rośnie nam (łudzę się) jeden z niewielu przyszłych czytelników książek (i jeden z zapewne wielu miłośników leżaków). #kid #boy #summer #holiday #masuria #reading #bookstagram #book #chill #chillout #ksiazet #t #wakacje #mazury #czytaniejestsexy #czytanie #książka #mazury #drivingnuts